sobota, 30 sierpnia 2008

MKP2008-T35-PolishMaritimeDiary.pl

Tydzień 35

2008-08-25 Poniedziałek

Dziennik Bałtycki: Czy naukowcy fałszują badania zasobów dorszy?

Hubert Bierndgarski 2008-08-22 23:23:33, aktualizacja: 2008-08-22 23:31:38

Urzędnicy fałszują dane dotyczące zasobów dorszy w Bałtyku. Dzieje się tak nie tylko w Polsce, ale we wszystkich krajach europejskich. Efektem takich działań jest sukcesywne niszczenie gospodarki rybackiej.

Do takiego wniosku doszli przedstawiciele Związku Rybaków Polskich, Stowarzyszenia Armatorów Łodziowych i Stowarzyszenia Rybak. Sprawa jest o tyle poważna, że rybacy na ręce Kazimierza Plocke, wiceministra do spraw rybołówstwa, złożyli doniesienie w tej sprawie. Podobny dokument ma w najbliższym czasie trafić do szwedzkich prokuratorów. Wszystko dlatego, że zdaniem rybaków również w Szwecji urzędnicy znacznie zaniżają prawdziwe dane o zasobach dorszy. Liczenie ryb i metody badań nad populacją dorszy w Bałtyku to temat, który wraca jak bumerang od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej w 2004 r., a nawet wcześniej. Sami rybacy twierdzą, że to właśnie błędy powstające przy liczeniu zasobów są źródłem całego zła, które ich dotyka. Od samego początku starają się nagłośnić ten problem. Do tej pory bezskutecznie. Teraz jednak jest szansa, że sytuacja się zmieni.

- Sukcesywnie od paru lat mamy zmniejszane limity połowowe na dorsza - wyjaśnia Grzegorz Hałubek ze Związku Rybaków Polskich. - Fundusze unijne, zamiast wspomagać rybołówstwo, przeznaczane są na zmniejszanie mocy naszych silników okrętowych i kasowanie całej floty rybackiej. Naukowcy zaniżają zasoby dorszy na Bałtyku.

Zaniżone dane trafiają później do Komisji Europejskiej, która na ich podstawie wylicza, ile w danym roku mogą złowić rybacy z krajów unijnych. Hałubek jako przykład kłamstw podaje prowadzony od stycznia do czerwca tego roku projekt tzw. czterech kutrów, które mogły łowić dorsze bez ograniczeń. Dane pochodzące z połowów miały być jednym z elementów nowego systemu badań nad populacją tej ryby.

Wyniki są bardzo korzystne dla rybaków. - Z Kołobrzegu wypływał na połowy 14-metrowy kuter, który ma limit połowowy 30 ton. Złowił 180 ton - wylicza Jerzy Wysoczański, prezes Związku Rybaków Polskich. #- Z Darłowa kuter 17-metrowy miał limit połowowy 38 ton, złowił 90 ton. Z Władysławowa wypływały dwa kutry. Większy, 21-metrowy, miał limit połowowy 40 ton, a złowił 210 ton. Drugi władysławowski kuter, 17-metrowy, z limitem 40 ton, złowił 140 ton dorszy. Oczywiście kutry łowiły tylko pół roku, a limity połowowe, jakie mają, są całoroczne. Dla nas to jednoznaczny sygnał, że dorsze są w Bałtyku.

Urzędnicy z Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi nie chcą się oficjalnie przyznać do danych przekazanych nam przez rybaków, choć wstępnie miały być opublikowane na początku lipca. - Zakończenie programu zostało ostatecznie zaplanowane na moment wyczerpania kwoty połowowej za rok 2008. Z końcem czerwca bieżącego roku zawieszono realizację projektu aż do września, czyli na okres unijnego zakazu połowu dorszy - powiedziała nam Irena Skibowska z biura prasowego Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Kazimierz Plocke, wiceminister do spraw rybołówstwa, przyznaje, że problem jest ważny i będzie się mu bacznie przyglądał. Nie powiedział nam jednak, jakie dokładnie podejmie w tej sprawie działania.

Ograniczanie limitów

W ciągu ostatnich ośmiu lat limity połowowe na dorsze zmniejszono łącznie o około 5 tysięcy ton. Jeszcze w 2000 roku mieliśmy do odłowienia ponad 16 tysięcy ton. W latach 2004, 2005 i 2006 było już tylko 15 tysięcy ton. W ubiegłym roku połowy zmniejszono do 13 500 ton, ale od lipca do końca roku wprowadzono całkowity zakaz połowu. Unijni urzędnicy wyliczyli bowiem, że nasi rybacy odłowili trzy razy więcej dorszy niż powinni. Ostatecznie jednak okazało się, że przełowiliśmy tylko 15 tysięcy ton i kwota ta będzie nam odliczana przez najbliższe cztery lata. Tak się stało już w 2008 roku, kiedy limit na dorsze wyniósł tylko około 11 tysięcy ton. W przyszłym roku limity mogą być jeszcze mniejsze, bo Unia Europejska chce nam "obciąć" prawie 2 tysiące ton dorszy.

Dziennik: Rosjanie przegrali w Gruzji gazociąg? Niemcy zmieniają zdanie o rurze na dnie Bałtyku

poniedziałek 25 sierpnia 2008 13:31

Czy Niemcy zmienią zdanie i zrezygnują z budowy z Rosjanami Gazociągu Północnego na dnie Bałtyku? Co prawda, władze w Berlinie jeszcze o tym nie mówią, ale nad sensem tego przedsięwzięcia już zastanawiają się niemieckie media. "Atak na Gruzję budzi nie tylko wątpliwości co do politycznej wiarygodności Rosji, ale stawia bardzo wyraźne znaki zapytania wokół współpracy gospodarczej i energetycznej" - pisze "Frankfurter Allgemeine Zeitung". "Działania w Gruzji na nowo obudziły obawy krajów leżących nad Bałtykiem związane z budową Gazociągu Północnego i energetycznym szantażem ze strony Rosji" - pisze komentator "FAZ".

Jego zdaniem, budowa liczącej 1200 kilometrów długości podwodnej rury to sprawa polityczna. "Nie tylko dlatego, że były prezydent Władimir Putin i były kanclerz Gerhard Schroeder pomagali przy narodzinach tego miliardowego projektu infrastrukturalnego" - czytamy w dzienniku.

Według komentatora gazety, zarówno kanclerz Angela Merkel - która od początku popierała projekt - jak i Unia przyjęły pragmatyczne stanowisko. Jego powodem są szacunki, że do połowy następnej dekady niedobór gazu sięgnie 100 miliardów metrów sześciennych. Gazociąg Północny ma dostarczać 55 miliardów metrów sześciennych gazu, w połowie wypełniając tę lukę. "FAZ" przypomina, że pomimo takiego politycznego wsparcia, konsorcjum budujące gazociąg jeszcze nie uzyskało wszystkich koniecznych pozwoleń w związku z obawami o zagrożenie środowiska naturalnego Bałtyku. "Przeszkody związane z ochroną środowiska można jednak usunąć z drogi. Ale w przypadku obaw przed rosnącą zależnością i naciskiem ze strony Rosji jest to niemożliwe" - pisze komentator dziennika. Jego zdaniem, również w sprawie gazu potrzebna jest strategia polityczna, oparta na "zwiększaniu liczby dróg przesyłowych i dostawców energii". "Ale i temu Moskwa staje w poprzek. Nawet, jeśli demonstracja siły w Gruzji nie była wymierzona w ropociągi i gazociągi prowadzące od Morza Kaspijskiego do Turcji, to dostawy już raz zostały przerwane" - ocenia komentator "Frankfurter Allgemeine Zeitung".

MW: Piknik lotniczy „90 lat z lotnictwem i Marynarką Wojenną” Gdynia 2008-08-25 11:15

W czwartek 28 sierpnia, na lotnisku Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej w Gdyni Babich Dołach, odbędą się uroczystości z okazji 90-lecia polskiego lotnictwa. Będzie można zobaczyć samoloty, śmigłowce oraz wyposażenie jednostek lotnictwa morskiego. W programie przewidziano także pokaz modeli latających oraz konkursy dla najmłodszych.

Święto Lotnictwa obchodzone jest na pamiątkę zwycięstwa Franciszka Żwirko i Stanisława Wigury w najważniejszych Międzynarodowych Zawodach Samolotów „CHALLENGE” w Berlinie w 1932 roku.

Uroczystości z okazji 90-lecia lotnictwa polskiego odbędą się w czwartek, 28 sierpnia, na lotnisku Marynarki Wojennej w Gdyni Babich Dołach. O godzinie 12.00 rozpocznie się piknik lotniczy, podczas którego przewidziano pokaz skoków spadochronowych z samolotu transportowego, wystawę samolotów i śmigłowców oraz wyposażenia wojskowego jednostek lotnictwa morskiego. Będzie można zobaczyć śmigłowce i samoloty lotnictwa morskiego - jedyne takie maszyny w kraju. Między innymi śmigłowce ratownicze, śmigłowiec pokładowy (operujący z pokładu okrętu) oraz samoloty patrolowo-rozpoznawcze patrolujące Morze Bałtyckie.

Na wystawie sprzętu lotniczego ma się również pojawić samolot Sił Powietrznych oraz śmigłowiec lotnictwa Wojsk Lądowych O 13.00 odbędzie się uroczysta zbiórka jednostek Brygady Lotnictwa MW z honorową asystą Kompanii i Orkiestry Reprezentacyjnej MW. Dla najmłodszych przewidziano pokazy modeli latających oraz konkursy. Oprawę artystyczną pikniku zapewni Klub MW Riwiera oraz Klub Garnizonowy w Gdyni Babich Dołach.

Wjazd i wejście na teren lotniska Marynarki Wojennej w Gdyni Babich Dołach od godziny 12.00 przez „Bramę Papieską” na ul. Zielonej. Dojazd z centrum Gdyni autobusem linii 109 do przystanku na żądanie „Zielona – Kościół”. Z tego przystanku, od godziny 12.00 będzie kursował bezpłatny autobus na lotnisko. Na terenie lotniska będą zorganizowane parkingi.

przedstawicieli mediów zainteresowanych udziałem w uroczystościach obchodów Święta Lotnictwa prosimy o kontakt z oficerem prasowym Brygady Lotnictwa MW kpt. Czesławem Cichym tel.: 058 626 85 27, kom.: 665 991 292

PROGRAM PIKNIKU LOTNICZEGO

12.00 - rozpoczęcie pikniku;

* wystawa statyczna samolotów i śmigłowców:

o śmigłowiec ratowniczy W-3RM „Anakonda”;

o śmigłowiec pokładowy zwalczania okrętów podwodnych SH-2G;

o samolot transportowy An-28TD;

o samolot patrolowo – rozpoznawczy An-28 Bryza 1R;

o samolot patrolowo – rozpoznawczy An-28 Bryza 1RM Bis;

o śmigłowiec zwalczania okrętów podwodnych Mi-14PŁ;

* wystawa sprzętu wojskowego;

* pokaz musztry paradnej;

* występy zespołów tanecznych i wokalnych Klubu MW Riwiera oraz Klubu Garnizonowego w Gdyni Babich Dołach;

* wystawa i pokaz modeli latających;

* konkursy dla najmłodszych (sprawnościowe, plastyczny, budowy latawców, wiedzy o lotnictwie);

13.00 - uroczysta zbiórka jednostek lotnictwa Marynarki Wojennej z honorową asystą Kompanii i Orkiestry Reprezentacyjnej MW;

13.30 - złożenie wiązanki kwiatów ze śmigłowca dla uczczenia pamięci poległych lotników - Zatoka Pucka;

13.45 - desant skoczków z samolotu transportowego.

GENEZA LOTNICTWA MARYNARKI WOJENNEJ

Pierwszą jednostkę lotniczą Marynarki Wojennej utworzono 1 lipca 1920 roku w Pucku. Morski Dywizjon Lotniczy funkcjonował tam aż do roku 1939. Okres ten to czas rozwoju polskiego przemysłu lotniczego, a także wprowadzenie do służby wodnosamolotów rodzimej produkcji. Pierwszy wodnosamolot „FF-33” z namalowaną na kadłubie polską banderą wystartował z wód Zatoki Puckiej w połowie lipca 1920 roku. Był to pierwszy, historyczny lot nad Morzem Bałtyckim początkujący rozwój polskiego lotnictwa morskiego. Lotnictwo morskie wsławiło się w działaniach bojowych na frontach II wojny światowej. Polscy lotnicy morscy latali w słynnych dywizjonach 304 i 306 oraz w dywizjonach brytyjskich. Obecnie Lotnictwo Marynarki Wojennej stacjonuje w trzech bazach w Gdyni, Darłowie i Siemirowicach.

Podstawowe zadania polskiego lotnictwa morskiego:

* poszukiwanie, rozpoznanie i zwalczanie okrętów podwodnych i nawodnych nieprzyjaciela samodzielnie lub we współdziałaniu z siłami okrętowymi i jednostkami brzegowymi;

* rozpoznanie i wskazanie celów dla okrętów nawodnych; osłona lotnicza własnych zespołów okrętów;

* zabezpieczenie ratownicze działań Marynarki Wojennej oraz statków cywilnych i kutrów rybackich (lotnictwo Marynarki Wojennej wchodzi w skład międzynarodowego systemu ratownictwa);

* pełnienie całodobowych dyżurów ratowniczych i rozpoznawczych;

* monitoring ekologiczny akwenów morskich.

Samoloty i śmigłowce polskiego lotnictwa morskiego uczestniczą rocznie w kilkudziesięciu międzynarodowych ćwiczeniach NATO i Partnerstwa dla Pokoju na Bałtyku, Morzu Północnym i w Cieśninach Bałtyckich. Wchodzą także w skład Sił NATO. W systemie międzynarodowego ratownictwa morskiego załogi śmigłowców ratowniczych Marynarki Wojennej przeprowadzają rocznie kilkadziesiąt akcji ratowniczych na morzu i w strefie brzegowej.

Trójmiasto.pl: Babie Doły pomogą ożywić gospodarkę morską

25 sierpnia 2008 (191 opinii)

Położenie lotniska w Babich Dołach sprawia, że jako jedyne w Polsce może ono obsługiwać hydroplany. Szwedzki turysta wsiada wieczorem w Karlskronie na prom, gdzie bawi się na dyskotece, następnie rano przesiada się w Gdyni na samolot do Popradu, skąd podstawionym busem jedzie do Smokovca lub stolicy polskich Tatr. A wszystko to – na jeden bilet, w ramach zintegrowanej oferty – o związkach przyszłego lotniska w Gdyni z ofertą morską Trójmiasta pisze Kuba Łoginow.

Gdynia jest "najbardziej morskim" miastem w Polsce, a niewykluczone, że niedługo będzie miała "najbardziej morskie" lotnisko. Chociaż cywilny port lotniczy Gdynia-Kosakowo na razie istnieje jedynie na papierze, miejskie władze znalazły dla niego dosyć oryginalną formułę, nie kolidującą z przeznaczeniem lotniska w Gdańsku. Istotną rolę w rozwoju gdyńskiego lotniska ma pełnić współpraca z branżą morską.

Władze miasta twierdzą, że nowego lotniska nie należy traktować jako konkurencji dla Rębiechowa, bo Gdynia ma obsługiwać przede wszystkim niszowe funkcje, których Gdańsk nie realizuje (bo nie może lub nie chce).

O co konkretnie chodzi? Gdynia miałaby pierwsze lotnisko w Polsce, przystosowane do obsługi hydroplanów, czyli samolotów lądujących lub startujących z wody. A to może przyciągnąć do Trójmiasta pewną grupę zamożnych turystów, głównie z Niemiec i Skandynawii, gdzie wodne samoloty są bardzo popularne. Dla gdyńskiego lotniska ważną rolę ma pełnić obsługę niewielkich awionetek, co dla Gdańska jest grą niewartą świeczki.

Władze miejskie liczą również na to, że dzięki Babim Dołom uda się podnieść rangę gdyńskiego portu, na bazie którego powstanie wielogałęziowy system logistyczny i węzeł przesiadkowy dla pasażerów. Chodzi głównie o sprzężenie połączeń lotniczych z ruchem promów, wycieczkowców oraz w pewnym stopniu kontenerowców.

Tutaj należy się kilka słów wyjaśnienia, gdyż transport morski i lotniczy są często postrzegane jako gałęzie stanowiące wobec siebie konkurencję. Na ile to prawda i na czym polega możliwość współpracy?

- Rzeczywiście, coraz częściej możemy mówić o zaostrzającej się konkurencji między promami pasażerskimi, a tanimi połączeniami lotniczymi przewoźników niskokosztowych. Zmusza to zarówno operatorów lotniczych, jak i morskich, do udoskonalania oferty, co ostatecznie jest korzystne dla konsumenta. Natomiast w zakresie przewozu ładunków statek i samolot w zasadzie rzadko kiedy konkurują między sobą – tłumaczy Radosław Marciniak, gdyński żeglugowiec. Dzięki sąsiedztwie portu, nowe lotnisko może przyciągnąć pewną ilość ładunków wartościowych i poczty, czyli tego, co jest podatne do przewożenia samolotami.

Jednak największe szanse na rozwój przyszłego lotniska w Gdyni wiąże się z ruchem pasażerskim. Wszystko wskazuje na to, że w przyszłości wiele połączeń lotniczych będzie skomunikowanych z połączeniami promowymi. W ten sposób może powstać kilka ciekawych produktów turystycznych, w tym połączenie nocnej zabawy na promie z weekendem np. w... Zakopanem. W jaki sposób? To proste: np. szwedzki turysta wsiada wieczorem w Karlskronie na prom, gdzie bawi się na dyskotece, następnie rano przesiada się w Gdyni na samolot do Popradu, skąd podstawionym busem jedzie do Smokovca lub stolicy polskich Tatr. A wszystko to – na jeden bilet, w ramach zintegrowanej oferty.

To na razie tylko luźne pomysły, ale Gdynia ma ich o wiele więcej. Władze miasta, portu morskiego i lotniska z dużym zainteresowaniem obserwują rosnącą ilość statków wycieczkowych zawijających do morskiej stolicy Polski. Nic nie stoi na przeszkodzie, by za kilka lat zaoferować zwiedzającym Bałtyk Amerykanom, aby w ramach takiej wycieczki "wyskoczyli" na kilka godzin do Pragi, Wiednia czy Lwowa. To i tak niewiele dłużej, niż przejazd zakorkowanymi drogami do Malborka, który dziś jest hitem turystycznym wielu operatorów zawijających do Gdyni wycieczkowców.

W jaki jeszcze sposób miasto będzie kreować popyt na przewozy lotnicze? Nie wykluczone, że tworzenie nowych połączeń będzie istotnym elementem współpracy Gdyni z obecnymi i przyszłymi miastami partnerskimi. Władze Gdyni rozważają między innymi nawiązanie takiej współpracy z Użhorodem na Zakarpaciu. – To na razie luźny pomysł, ale nie pozbawiony sensu – tłumaczy Ryszard Toczek, dyrektor Biura Rozwoju Miasta przy Urzędzie Miejskim w Gdyni. Dzięki takiemu połączeniu (w grę wchodzi niskokosztowy przewoźnik) nasi południowo-wschodni sąsiedzi mogliby "wyskoczyć" nad nasze morze za dostępną dla nich cenę (mieliby bliżej, taniej i szybciej, niż nad Morze Czarne, gdzie trzeba jechać ponad dobę), a przed mieszkańcami Pomorza otworem stanęłyby piesze wycieczki po dzikich górach i karpackie kurorty narciarskie. Takie połączenie lotnicze byłoby elementem szerszego programu wzajemnej promocji walorów turystycznych obu regionów (czyli Pomorza i Zakarpacia), wspartego środkami europejskimi.

Gdynia przystąpiła również do unijnego programu promującego rozwój kontaktów gospodarczych między odległymi miejscami szeroko pojętego Regionu Bałtyku. – Zanim słowackie czy węgierskie ładunki znajdą się w którymś z portów Trójmiasta, aby mogły stąd trafić np. do Norwegii, ktoś z kadry menedżerskiej musi odbyć szereg spotkań z zagranicznymi partnerami. Jeśli nie ma wygodnych połączeń, najlepiej lotniczych, nie ma co się dziwić, że współpraca nie rozwija się tak, jak mogłaby – tłumaczy Ryszard Toczek z Biura Rozwoju Miasta.

Portal regionalny trojmiasto.pl . autor Kuba Łoginow k.loginow@trojmiasto.pl

Głos Koszaliński: KOŁOBRZEG Katastrofa ekologiczna grozi Bałtykowi 24 sierpnia 2008 - 7:15

W niemieckim Lubminie, powstanie elektrownia, która może spustoszyć polskie plaże. Skutki jej działania mogą być odczuwalne nawet w Kołobrzegu. Elektrownia węglowa w Lubminie zagrozi także polskim plażom, głównie w Świnoujściu i Międzyzdrojach, ale także w Kołobrzegu - dowodzą niemieccy ekolodzy i naukowcy. Niemieccy naukowcy oraz organizacje ekologiczne nie mają wątpliwości: ogromna elektrownia węglowa, która ma powstać w pobliżu terminalu gazociągu północnego w Lubminie, to zabójstwo dla fauny i flory tej części Bałtyku. Zagrożone są kurorty nie tylko po niemieckiej stronie, ale także po polskiej.

- Polskie wybrzeże na pewno znajdzie się w obszarze szkodliwego oddziaływania elektrowni - przekonuje Corina Cwielag z organizacji ekologicznej BUND w Schwerinie. - Przez spuszczanie ogromnych ilości ciepłej wody do Zatoki Greifswaldzkiej, temperatura wody podniesie się o kilka stopni. Ryby i ssaki w takiej temperaturze po prostu nie przeżyją. Nadmorskie miejscowości stracą zaś miano uzdrowisk. To będzie koniec turystyki zdrowotnej, która teraz po obu stronach granicy tak dobrze funkcjonuje.

Według ekologów, podniesienie temperatury wody nawet o 8 stopni, stworzy idealne warunki do rozwoju parzących meduz i trujących alg. Dotrą one z prądem wody także do wybrzeży Świnoujścia, Międzyzdrojów, a nawet Kołobrzegu. Większość wiatrów w tym rejonie wieje bowiem z zachodu na wschód. Obawy niemieckich naukowców podziela prezydent Świnoujścia Janusz Żmurkiewicz i władze Międzyzdrojów.

- W poniedziałek wraca z urlopu burmistrz i natychmiast zajmiemy się tą sprawą - powiedział sekretarz gminy Międzyzdroje Henryk Nogala.

Zarówno on, jak i prezydent Świnoujścia przyznają, że to, co do tej pory wiedzą na temat elektrowni, pochodzi z mediów. Jednak to, co mówią niemieccy naukowcy, brzmi dla nich bardzo przekonująco. Świnoujska plaża należy w tej chwili do najpiękniejszych i zarazem najczystszych na polskim wybrzeżu. Potwierdza to chociażby przyznanie jej międzynarodowego wyróżnienia "Błękitnej flagi". W tym roku otrzymało ją - jako jedyne miasto w Polsce - już po raz trzeci z rzędu. Trudno się więc dziwić, że informacje, jakie płyną z Niemiec, napawają niepokojem.

- Czy Świnoujście nadal będzie uzdrowiskiem? Czy ludzie zechcą do nas przyjeżdżać? - pyta prezydent Świnoujścia.

Janusz Żmurkiewicz w najbliższym czasie chce spotkać się z władzami sąsiednich niemieckich kurortów: Ahlbeck, Heringsdorf i Bansin.

- Przecież oni będą jeszcze bliżej elektrowni - stwierdza. - Liczę, że wiedzą coś więcej na ten temat i mi o tym powiedzą. Wtedy będziemy mogli podjąć wspólne działania.

Prezydent Świnoujścia liczy, że w sprawę włączą się służby ochrony środowiska wojewody i marszałka. Po pierwsze dlatego, że problem według niemieckich naukowców dotyczy polskiego wybrzeża aż po Kołobrzeg. A poza tym - jak mówi prezydent Świnoujścia - gminy pojedynczo niewiele mogą zdziałać.

Tymczasem na działanie zostało już mało czasu. Duński koncern energetyczny Dong Energy wystąpił właśnie do władz Meklemburgii-Pomorza Przedniego o pozwolenie na budowę.

- Do 15 września można składać uwagi do wniosku - informuje Corina Cwielag. - Przygotowujemy właśnie dokumentację, w której wykażemy, dlaczego ta elektrownia nie może powstać. Jeśli zaś pozwolenie na budowę zostanie wydane, zaskarżymy je do sądu.

Zaniepokojone planowaną inwestycją są także władze polskie. Już w kwietniu br. wojewoda zachodniopomorski wysłał pismo do Ministerstwo Środowiska z prośbą o interwencję. Niemiecki Państwowy Urząd Środowiska i Natury w Stralsundzie stwierdził jednak, że elektrownia nie będzie oddziaływać na polskie wybrzeże i odmówił udzielenia informacji.

- Jesteśmy innego zdania. Tej inwestycji nie można lekceważyć, dlatego minister środowiska ponownie wystąpił do Niemców o przedstawienie informacji, powołując się na unijną konwencję z Espoo - mówi Agnieszka Muchla, rzeczniczka wojewody zachodniopomorskiego. - Zgodnie z nią, o inwestycjach zlokalizowanych w pobliżu granicy, które mają tak duże oddziaływanie, musi zostać poinformowana także druga strona.

Odpowiedź Niemców do tej pory nie nadeszła.

Elektrownia węglowa w Lubminie zagrozi także polskim plażom, głównie w Świnoujściu i Międzyzdrojach - dowodzą niemieccy ekolodzy i naukowcy. Skutki jej działania mogą być odczuwalne nawet w Kołobrzegu. Monika Stefanek

2008-08-26 Wtorek

Gazeta Wyborcza: Nowy most w Świnoujściu zablokuje jachty

akr 2008-08-26, ostatnia aktualizacja 2008-08-26 20:16

Nowa przeprawa łącząca wyspy Wolin i Karsibór w Świnoujściu będzie za niska, by zmieściły się pod nią jachty. Czy malowniczy szlak wodny, nieczynny od pół wieku, na zawsze będzie zamknięty? - Nie pozwólmy na to! - apeluje znany żeglarz Marcin RaciborskiAndrzej Kraśnicki jr . Stary, niski most między obiema wyspami w Świnoujściu jest w fatalnym stanie. Jego los jest przesądzony. Władze miasta rozpoczęły przygotowania do budowy nowego. Projekt techniczny będzie gotowy wiosną przyszłego roku.

- Budowa nowego mostu to szansa, by jednocześnie odblokować przepiękny turystyczny szlak żeglugowy i ożywić istniejące tam przystanie - mówi Marcin Raciborski, żeglarz, jeden z organizatorów szczecińskiego The Tall Ships' Races w 2007 r., który później pomógł Świnoujściu wejść w cykl imprez Hansa Sail.

Obecna, zbudowana w 1966 r. przeprawa zamyka drogę jednostkom, które od strony Świnoujścia chciałyby dostać się do uroczej delty Starej Świny i jeziora Wicko. Jachty muszą płynąć na południe ruchliwym i ryzykownym dla mniejszych jednostek Kanałem Piastowskim, a potem otwartymi i niebezpiecznymi wodami Zalewu Szczecińskiego. Taki sam kłopot mają ci, którzy dotrą do Starej Świny od wschodu. Najkrótsza i najbardziej malownicza droga do Świnoujścia jest zamknięta.

Można to zmienić, jeśli nowy most będzie miał jedno przęsło zwodzone.

- Wystarczy, jeśli miałoby pięć metrów szerokości! - przekonuje Raciborski.

To niewiele, biorąc pod uwagę, że cały most ma mieć ponad 380 m długości.

Raciborski zwrócił się ze swoim pomysłem do władz Świnoujścia.

- Przeprawa zwodzona byłaby zbyt droga. I doszedłby problem kosztów eksploatacji takiego mostu - gasi nadzieje Barbara Michalska, naczelnik wydziału inżyniera miasta w świnoujskim magistracie.

O ile droższa byłaby budowa i eksploatacja, nikt w Świnoujściu jednak nie sprawdzał. Wiadomo jedynie, że zaplanowana tradycyjna przeprawa będzie kosztowała Świnoujście około 22 mln zł.

- Zanim znów na lata zablokuje się wodny szlak, powinno się nad innym rozwiązaniem przynajmniej zastanowić - mówi Raciborski. Liczy, że inni żeglarze i osoby zaangażowane w turystykę wodną, poprą jego pomysł. - Żeglarski szlak, który zyskałoby Świnoujście, jest tego wart - przekonuje.

Gazeta Wyborcza: Święto stoczniowców w innym terminie

Mikołaj Chrzan 2008-08-26, ostatnia aktualizacja 2008-08-26 21:55

Kiedy za rządów PiS Stocznię Gdańsk oddzielano od Stoczni Gdynia, radość w tej pierwszej była tak wielka, że na pamiątkę rozwodu ustanowiono święto. Dziś stocznie mają być znów razem, a święto zniknęło

Ta historia miała swój początek dwa lata temu. Andrzej Jaworski, etnolog i polityk PiS, prezesem Stoczni Gdańsk został w marcu 2006 r. W sierpniu pochwalił się pierwszym sukcesem - oddzielił Stocznię Gdańsk od Stoczni Gdynia (majątek tej pierwszej w 1998 r. trafił do grupy kapitałowej Stoczni Gdynia).

W Gdańsku zapanowała radość - związkowcy z Solidarności od lat powtarzali, że tracą na współpracy z gdyńską centralą. W kampanii wyborczej w 2005 r. wykorzystali to bracia Kaczyńscy - obaj obiecali stoczniowcom z Gdańska niezależność dla ich firmy. W Gdyni odwrotnie. Tam do dzisiaj powszechne jest przekonanie, że rozwód stoczni odbył się pod przymusem (obie firmy kontrolowane były przez polityków PiS), na warunkach niekorzystnych dla Stoczni Gdynia.

W Gdańsku euforia była jednak tak duża, że Jaworski do spółki ze związkowcami ustanowił wtedy Święto Stoczni - 26 sierpnia. - Bo właśnie tego dnia z akt sądowych spółki zniknęła nazwa "Stocznia Gdańska Grupa Stoczni Gdynia", a zastąpiła ją "Stocznia Gdańsk" - wyjaśnia Jaworski.

W sobotę przypadającą w okolicach tej daty w 2006 i 2007 r. odbywały się festyny rodzinne dla stoczniowców. Dla dzieci był plac zabaw, dla dorosłych - piwo i kiełbaski. Wszystko za darmo.

- No i początkowo wydawało nam się, że ukraińscy właściciele będą kontynuować tę piękną tradycję - mówi Karol Guzikiewicz, wiceszef stoczniowej "S". - Jeszcze na początku 2008 r. na piśmie obiecali, że na Święto Stoczni będzie festyn, a pracownicy otrzymają bony towarowe o wartości 200 zł. Jest koniec sierpnia, a tu nie ma ani bonów, ani imprezy! Znowu zostaliśmy oszukani! Okazało się bowiem, że Ukraińcy obiecali stoczniowcom święto stoczni, ale... jego data w porozumieniu nie została sprecyzowana. A "święto rozwodowe" 26 sierpnia było zwyczajem, niemającym żadnych formalnych fundamentów. - Impreza dla pracowników będzie, ale 27 września. Wtedy też rozdamy bony towarowe - mówi Marcin Ciok z biura prasowego ukraińskiej firmy ISD, właściciela kolebki "S". - Pracownicy zostali już o tym poinformowani w zakładowej gazetce. I nigdy nie obiecywaliśmy, że festyn odbędzie się w sierpniu! - Trudno się dziwić Ukraińcom. Obecnie, kiedy starają się o zakup Stoczni Gdynia i o ponowne połączenie obu zakładów, świętowanie ich rozwodu byłoby strzałem w kolano - mówi nam jeden z menedżerów Stoczni Gdańsk. Związkowcy z Gdańska zapowiadają jednak, że będą twardo sprzeciwiać się połączeniu. - Nie chcemy, by ISD kupiło Stocznię Gdynia, bo za tym kryć się będzie marginalizacja naszej firmy - mówi Guzikiewicz. - Będziemy walczyć. Choćby w piątek w Warszawie. Na wielką manifestację "S" jedzie z naszej stoczni 11 autokarów, ponad 500 osób! Jego związkowy kolega z Gdyni jest innego zdania. - Niestety, nie ma alternatywy dla oferty Ukraińców. Jeśli nie oni, pozostanie nam bankructwo - mówi Dariusz Adamski, szef "S" w Stoczni Gdynia. - A kiedy toczy się walka o setki miejsc pracy, kłótnie o termin imprezy z piwem i kiełbaskami są według mnie mocno nie na miejscu.

Gazeta Wyborcza: Bohaterka "S" ochrzciła statek w Chinach

Mikołaj Chrzan 2008-08-26, ostatnia aktualizacja 2008-08-26 21:52

Henryka Krzywonos-Strycharska rozbiła we wtorek butelkę szampana o burtę masowca "Pomorze". Chrzciny odbyły się 7 tys. km od Gdańska - w stoczni Xingang, niedaleko Pekinu

- Ten tramwaj dalej nie jedzie - obwieściła pasażerom "piętnastki" Henryka Krzywonos-Strycharska na przystanku przy Operze Bałtyckiej. Tak 15 sierpnia 1980 r. rozpoczął się strajk gdańskiej komunikacji. Dzień później, kiedy przyszła do Stoczni Gdańsk, a Wałęsa ogłaszał zakończenie strajku, motornicza krzyknęła: - Zdrada! Jeśli nas porzucicie, będziemy zgubieni! Stocznię zostawią w spokoju, ale małe zakłady rozgniotą jak pluskwy.

Udało się - strajk nie upadł. Henryka Krzywonos-Strycharska przeszła do historii jako bohaterka Sierpnia '80. Później pomagała internowanym w stanie wojennym. Dziś prowadzi fundację pomagającą rodzinom w trudnej sytuacji. We wtorek słynna tramwajarka była w Chinach - w stoczni Xingang w regionie Tianjin. Na prośbę szefów Polskiej Żeglugi Morskiej Krzywonos-Strycharska została matką chrzestną masowca, który szczeciński armator zamówił w Chinach. "Pomorze" to szósty z serii 190-metrowych jednostek (wcześniejsze nazywają się: "Kujawy", "Mazury", "Podhale", "Warmia" i "Podlasie"), PŻM zamówiło jeszcze sześć. Największy polski armator kupuje masowce w Chinach, bo tamtejsze stocznie oferują dużo niższe ceny na statki o prostej konstrukcji niż stocznie w Europie.

Portal Morski: Chrzest statku "Pomorze" Opublikowano: 26 sierpnia, 2008

Dziś, 26 sierpnia w chińskiej stoczni Xingang w Tianjin (niedaleko Pekinu) odbyła się uroczystość chrztu najnowszego statku Polskiej Żeglugi Morskiej m/s „Pomorze”. Ważnego dla pomyślnego losu jednostki oraz jej załogi ceremoniału rozbicia butelki szampana o burtę dokonała matka chrzestna pani Henryka Krzywonos-Strycharska. Pani Henryka Krzywonos-Strycharska jest postacią niezwykłą i bardzo ważną w historii ostatnich dziesięcioleci naszego kraju. 15 sierpnia 1980 roku jako motorniczy gdańskiego tramwaju nr 15 zatrzymała go przy Operze Bałtyckiej i obwieściła pasażerom "Ten tramwaj dalej nie jedzie", rozpoczynając strajk gdańskiej komunikacji. Do "piętnastki" przyłączyły się wkrótce kolejne tramwaje i cała komunikacja miejska. 16 sierpnia udała się do Stoczni Gdańskiej ogłosić przyłączenie komunikacji do strajku. Gdy komitet strajkowy podpisał porozumienie z dyrekcją, wraz z Aliną Pieńkowską, Anną Walentynowicz i Ewą Osowską zatrzymała na bramach robotników opuszczających stocznię. Henryka Krzywonos weszła w skład Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, 31 sierpnia została sygnatariuszką porozumień sierpniowych. Matką chrzestną statku „Pomorze” została wybrana w plebiscycie największej gazety trójmiejskiej – „Dziennika Bałtyckiego”. Statek „Pomorze” będzie bliźniakiem statku „Podlasie”, który od 2 lipca pływa we flocie PŻM a także czterech jednostek, które zostały zbudowane w stoczni Xingang w Tianjin w 2005 roku. Wszystkie one noszą nazwy polskich krain geograficznych : m/s KUJAWY (pierwszy z serii), m/s MAZURY, m/s PODHALE oraz m/s WARMIA. W tym roku w październiku armator odbierze jeszcze kolejnego „bliźniaka” „Pomorza” – m/s „Roztocze”. W przyszłym roku z tej serii PŻM odbierze : Kaszuby, Mazowsze, Orawę, Kurpie, Kociewie. Cała seria statków o tej samej nośności ze stoczni Xingang będzie liczyć 10 jednostek (z odebranymi w 2005 roku – 14). „Pomorze” to jednostka, której wielkość określa się jako handy-size, czyli „podręczny”. Nazwa ta odzwierciedla jego właściwości jako statku do wszelkiego rodzaju ładunków masowych, w różnych – nawet niewielkich - ilościach. Długość jednostki wynosi 190 m, a jej szerokość – 28,5 m. Nośność „Pomorza” to 37.600 dwt.

Statek będzie pływał w żegludze oceanicznej. Jednorazowo jednostka bunkruje prawie 2 tys. ton paliwa. Załogę statku stanowi 21 osób. Każdy z nich ma własną kabinę z łazienką. Na statku są również dwie mesy- oddzielnie dla oficerów i marynarzy, jest biblioteka, salon ze sprzętem audio i video oraz mała salka gimnastyczna. W dziewiczym rejsie statkiem „Pomorze” będzie dowodzić kpt. ż. w. Krzysztof Wierzchoń. Doradca dyr. nacz. PŻM – Krzysztof Gogol

Portal Morski / Trybuna: Czas ucieka Opublikowano: 28 sierpnia, 2008

Czy zdążymy z planami restrukturyzacji stoczni. 12 września minie termin, do którego polski rząd miał przedstawić Komisji Europejskiej plany restrukturyzacji polskich stoczni. To dla nich ostatni ratunek. Bez akceptacji tych planów stocznie będą musiały zwrócić 7 mld zł pomocy publicznej, którą uzyskały od rządu. Dotrzymanie terminu KE stoi jednak pod znakiem zapytania. Daty pierwszych konsultacji w Komisji z udziałem inwestorów i Ministerstwa Skarbu Państwa są przesuwane. Ostatnie ustalenie to próba umówienia konsultacji w przyszłym tygodniu. W połowie lipca Bruksela dała dwa miesiące czasu na zmianę programów restrukturyzacyjnych. Wcześniej przygotowane nie spełniły unijnych wymogów dotyczących m.in. konkurencyjności. Unijna komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes poinformowała wówczas, że jest to ostatnia szansa dla polskich władz na uratowanie stoczni bez konieczności zwrotu pomocy publicznej. Jeśli do niej by doszło, oznaczałoby to upadłość sektora stoczniowego w Polsce. Minister skarbu Aleksander Grad przekonywał wówczas, że zrobi wszystko, aby do realizacji ,,czarnego scenariusza'' nie doszło. Rząd znalazł inwestorów do kupna stoczni. Gdynię chce kupić ukraiński Donbas, właściciel stoczni Gdańsk. Szczecinem jest zainteresowany Mostostal Chojnice z norweską stocznią Ulstein Verft AS. Obie firmy przygotowują plany restrukturyzacyjne, które mają przedstawić do akceptacji resortowi skarbu. (...) źródło: www.trybuna.com.pl

Portal Morski / Gazeta Wyborcza: Kapitan portu podejrzany o przyjęcie łapówki Opublikowano: 26 sierpnia, 2008

48-letni Edward B., kapitan kołobrzeskiego portu, jest podejrzany o wymuszenie łapówki na właścicielu jachtu. Policja zatrzymała go na gorącym uczynku. Policjanci z wydziału do walki z korupcją Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie dowiedzieli się, że kapitan kołobrzeskiego portu, który jednocześnie jest inspektorem żeglugi, próbuje wymusić łapówkę na właścicielu jednego z kołobrzeskich jachtów.

- Będąc jednocześnie kapitanem portu i inspektorem żeglugi, mógł kontrolować statki m.in. pod kątem przygotowania do żeglugi. Właścicielowi jachtu wmawiał m.in., że jednostka jest źle wyposażona i że nie może wyjść w morze. Jednocześnie sugerował, że za łapówkę sprawę da się załatwić - mówi Ryszard Gąsiorowski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Koszalinie. - Policja zatrzymała go w zeszłą środę (20 sierpnia). Wystąpiliśmy o tymczasowe aresztowanie, ale Sąd Okręgowy w Koszalinie w piątek odrzucił nasz wniosek. Uznał, że wystarczy dozór policyjny i 7 tys. zł poręczenia majątkowego. Przygotowujemy zażalenie na tę decyzję sądu.

Policjanci zastosowali prowokację i wkroczyli w chwili, gdy właściciel jachtu wręczał kapitanowi 1,2 tys. zł łapówki. 48-letni Edward B., kapitan żeglugi wielkiej, był kompletnie zaskoczony. - W czasie składania wyjaśnień nie przyznał się do winy. Twierdzi, że nie brał żadnej łapówki - opowiada Gąsiorowski.

Trwa śledztwo, które ma m.in. wykazać, czy kapitan portu wymuszał łapówki na innych osobach. - Z doświadczenia wiadomo, że korupcja na jednym razie się nie kończy. Jak było w przypadku tego urzędnika, wykaże śledztwo - zapowiada Gąsiorowski.

Za przyjęcie łapówki Edwardowi B. grozi do ośmiu lat więzienia. Policja przypomina, że osoba zgłaszająca wręczenie lub przyjęcie łapówki nie ponosi odpowiedzialności karnej. Przypadki korupcji można zgłaszać pod bezpłatnym antykorupcyjnym nr. tel. 0 800 11 41 13. Andrzej Kulej, Koszalin

MW: Open Spirit 2008. Likwidacja podwodnego arsenału Gdynia 2008-08-26 13:29

Polski niszczyciel min ORP „CZAJKA” z 13 Dywizjonu Trałowców (8 Flotylla Obrony Wybrzeża) weźmie udział w operacji niszczenia powojennego arsenału, niewypałów i niewybuchów zalegających na dnie Morza Bałtyckiego od czasów obu wojen światowych. Operacja ta, pod kryptonimem OPEN SPIRIT 2008 rozpocznie się 1 września i potrwa 2 tygodnie na wodach u wybrzeży Łotwy. Polskie okręty uczestniczą w niej już od 10 lat. ORP „Czajka” wyjdzie w morze z Portu Wojennego w Gdyni w środę, 27 sierpnia, o godzinie 14:30. Głównym zadaniem polskiego okrętu podczas operacji „Open Spirit” będzie prowadzenie poszukiwania, wykrywania i niszczenia niebezpiecznych obiektów podwodnych. Załoga okrętu wykorzystywać będzie stację hydroakustyczną, zdalnie sterowany pojazd podwodny, trały kontaktowe i niekontaktowe. Z pokładu okrętu operować będą płetwonurkowie minerzy. Operacja potrwa do połowy września. Dno Bałtyku nadal kryje wiele obiektów, zwłaszcza tych niebezpiecznych niewypałów i niewybuchów pozostałych po II, a nawet I wojnie światowej. Dlatego rejon operacji „Open Spirit” obejmuje obszary, na których w czasie obu wojen prowadzano działania minowe i szeroko zakrojone działania wojenne. Wejścia np. do Zatoki Ryskiej, ze względu na naturalne przewężenie (oraz ze względów taktycznych), stanowiły bowiem dogodne miejsca do stawiania min. Pozostałe po działaniach na morzu uzbrojenie (miny morskie, które nigdy nie wybuchły, torpedy bojowe i bomby lotnicze, które nie trafiły w cel) zalegają do dziś na dnie Bałtyku stanowiąc potencjalne zagrożenie dla żeglugi. Głównym celem operacji „Open Spirit” jest zatem wykrywanie i niszczenie kolejnych takich obiektów, aby nie stanowiły one zagrożenia dla żeglugi. W każdym roku, w celu zapewnienia bezpieczeństwa żeglugi, operacje neutralizacji niebezpiecznych obiektów podwodnych prowadzą okręty i specjalistyczne jednostki Marynarki Wojennej RP, zarówno na polskich wodach jak i akwenach innych państw. Operacje przeciwminowe stały się wręcz jedną z głównym domen działań polskiej floty na forum międzynarodowym. Doświadczenia polskich marynarzy wykorzystywane są m.in. przez elitarne Siły Odpowiedzi NATO, w których od 2002 na stałe operują polskie okręty trałowo-minowe. Od wejścia Polski do Sojuszu Północnoatlantyckiego niszczyciele min oraz trałowce MW uczestniczyły już w ponad 70 ćwiczeniach i operacjach przeciwminowych. ORP „Czajka” w 2002 roku podczas tych samych manewrów wykrył niemiecką minę denną z II wojny światowej o masie ładunku wybuchowego 480 kilogramów. Była to jedna z największych i najbardziej niebezpiecznych min wykrytych w historii tych manewrów. Open Spirit jest coroczną wielonarodową operacją usuwania uzbrojenia minowego pochodzącego z okresu I i II wojny światowej. Operacja ta jest prowadzona pod auspicjami programu Partnerstwo dla Pokoju. Tegoroczna operacja została zaplanowana przez niemiecką Marynarkę Wojenną i zostanie przeprowadzona na wodach terytorialnych Łotwy.

2008-08-27 Środa

Portal Morski /Gazeta Wyborcza: Rządowe manewry z gazportem Opublikowano: 27 sierpnia, 2008

Państwowa firma Gaz-System przejmie kontrolę nad gazoportem - postanowił nieoczekiwanie rząd. Czy to wstęp do prywatyzacji Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa? W tym tygodniu przedstawiciele ministerstw Skarbu i Gospodarki oraz PGNiG i firmy Gaz-System mają się zastanowić nad wprowadzeniem w życie nowych decyzji rządu w sprawie terminalu LNG (tzw. gazoportu). Przez terminal w Świnoujściu ma dopływać do Polski co najmniej 2,5 mld m sześc. gazu z nowych złóż poza Rosją. Rada Ministrów w uchwale "w sprawie działań mających na celu dywersyfikację dostaw gazu ziemnego do Polski" postanowiła przed tygodniem, że większość udziałów w spółce Polskie LNG, która ma zbudować gazoport, przejmie państwowa spółka Gaz-System obsługująca krajową sieć gazociągów. Teraz jedynym udziałowcem Polskiego LNG jest PGNiG. Uchwałę rząd przyjął na tym samym posiedzeniu, na którym zaakceptowano amerykańską tarczę antyrakietową, i część gazowników zastanawia się, czy te decyzje są ze sobą związane.

Uchwała spadła jak grom z jasnego nieba. Jej przyjęcia nie przewidywał program posiedzenia rządu. Nie zgłosił jej minister gospodarki ani minister skarbu, lecz szef kancelarii premiera minister Tomasz Arabski. Skąd taki tryb działania? Arabski nie miał wczoraj czasu na rozmowę.

- Byliśmy zaskoczeni tą decyzją - powiedział nam w zeszłym tygodniu pracownik Ministerstwa Skarbu, który chciał zachować anonimowość. Uchwałę przyjęto bez wcześniejszych konsultacji między resortami, przyznaje Ministerstwo Gospodarki. - Projekt uchwały był omawiany bezpośrednio na posiedzeniu Rady Ministrów, gdyż został przedłożony w odrębnym trybie opracowania, uzgodnienia i wniesienia dokumentu, gdy waga lub pilność sprawy wymaga niezwłocznego rozstrzygnięcia przez rząd - tłumaczy Piotr Żbikowski z biura prasowego resortu gospodarki. - Projekt uchwały został przygotowany przez zespół ds. polityki bezpieczeństwa energetycznego, który działa w kancelarii premiera i dlatego został zgłoszony przez szefa kancelarii - powiedział nam rzecznik ministra skarbu Maciej Wewiór. - Byliśmy konsultowani w tej sprawie w ramach prac zespołu - powiedziała nam rzecznik Gaz-Systemu Małgorzata Polkowska. PGNiG było zaskoczone decyzją rządu - dowiedzieliśmy się nieoficjalnie.

- Gazoport to część infrastruktury przesyłowej, do której swobodny dostęp powinny mieć wszystkie firmy handlujące gazem - przyklaskuje decyzji rządu Tomasz Chmal, ekspert energetyczny Instytutu Sobieskiego.

Jednak w UE gazoporty należą z reguły do firm handlujących gazem, które przy takich kosztownych inwestycjach dostają zwykle od Komisji Europejskiej prawo ograniczenia dostępu do swoich instalacji dla konkurencji, bo inaczej inwestycja nie opłacałaby się. - Przejęcie większości udziałów w Polskim LNG przez Gaz-System może spowodować problemy w negocjacjach z KE o ograniczeniu dostępu dla konkurencji - przyznaje Chmal. Gaz-System nie handluje gazem i nie ma podstaw, by zabiegać o ograniczenia dla konkurencji w handlu surowcem z gazoportu.

- Mogą być też problemy z finansowaniem projektu - dodaje Chmal. Jego zdaniem Gaz-System może podnieść opłaty za transport gazu dla wszystkich odbiorców w Polsce, aby zebrać pieniądze na nową inwestycję. Czy rząd analizował takie ekonomiczne konsekwencje swojej decyzji? - Ważniejsze były sprawy bezpieczeństwa niż ekonomia - powiedział nam Maciej Wewiór.

- Nie rozumiem tej decyzji, tak jak wcześniejszych zapowiedzi o przejęciu przez Gaz-System od PGNiG projektu gazociągu Baltic Pipe do Danii. Gaz-System ma napięty program inwestycji w nowe gazociągi w Polsce północno-zachodniej i obecne decyzje mogą opóźnić budowę Baltic Pipe i terminalu LNG - ocenia Krzysztof Głogowski, który do marca był prezesem PGNiG. - Zaangażowanie w projekt terminalu LNG nie rodzi dla spółki negatywnych skutków ekonomicznych - uważa rzecznik Gaz-Systemu Małgorzata Polkowska. Wartość inwestycji do 2013 r. spółka szacuje na 5 mld zł, nie licząc gazoportu i Baltic Pipe.

- Przekazanie Gaz-Systemowi kontroli nad gazoportem może sugerować, że rząd myśli o prywatyzacji PGNiG i chce tak uporządkować sytuację, by po tej prywatyzacji zapewnić swobodny dostęp do rynku innym firmom - uważa Głogowski. W swojej uchwale rząd rzeczywiście podkreślił, że kontrolę nad gazportem ma przejąć całkowicie państwowa spółka, której prywatyzacji się nie planuje. W PGNiG państwo ma teraz 85 proc. akcji. Andrzej Kublik

Gazeta Wyborcza: M/f Skania przypłynął do Szczecina na chrzest

mpr 2008-08-27, ostatnia aktualizacja 2008-08-27 15:50

Nowy prom Unity Line zacumował w środę przy Wałach Chrobrego. Dotychczas nazywał się Eurostar Roma i pływał z Barcelony do Rzymu od przyszłego tygodnia pod nazwą Skania zacznie kursować ze Świnoujścia do Ystad. W środę o godz. 14,10 zacumował przy Wałach Chrobrego. W czwartek o godz. 17 zostanie ochrzczony. Na powitanie Szczecina syreną kapitan Wojciech Żukowski przywitał prom z miastem. Zanim przybił do Wałów Chrobrego był na testach w portach Ystad i Świnoujście, by sprawdzić dopasowanie jednostki do nabrzeży. W czwartek o godz. 17 przy głównym nabrzeżu miasta matka chrzestna Ewa Leszczyńska - wieloletnia pracownica Unity Line - nada jednostce nowe imię, pod którym będzie pływać z Polski do Szwecji. W sobotę i niedzielę (w godz. 12-17) pokład będą mogli zwiedzać szczecinianie i turyści. Kupiony za niespełna 70 mln euro przez Polską Żeglugę Morską prom został zbudowany w 1995 roku w Bremenhaven. Pierwotnie nazywał się Superfast I i pływał z Bari do Patrasu (zach. Grecja). Cztery lata temu kupił go włoski armator promowy Grimaldi za 50 mln euro. Nowy prom na 173 m długości i jest o cztery metry dłuższy od - uważanej za ogromną - Polonii. Na pokładach będzie zapewniał te same atrakcje: kasyno, dyskoteka, sklepy, bary. W prawie 200 kabinach znajdzie się miejsce na 600 łóżek, a wraz z miejscami siedzącymi będzie mógł przewozić 1500 pasażerów. Na pokładach ładunkowych Skania przewiezie 90 ciężarówek i 80 samochodów osobowych.

Kurier Szczeciński: Grad spotkał się z premierem ws. stoczni 2008-08-27 23:04:02

- Minister skarbu Aleksander Grad spotkał się w środę z premierem Donaldem Tuskiem, aby przedstawić postęp prac w sprawie restrukturyzacji stoczni - powiedział rzecznik resortu skarbu Maciej Wewiór. Dodał, że takie spotkania odbywają się regularnie. W środę Wirtualny Nowy Przemysł podał, że „Donald Tusk był niezadowolony z powolnego tempa negocjacji z inwestorami”. - Jest to nieprawda - powiedział Wewiór, odnosząc się do informacji portalu. Resort skarbu kontynuuje negocjacje z ukraińską firmą ISD Polska na temat planów restrukturyzacji dla stoczni Gdynia i Gdańsk oraz z konsorcjum z Pomorza Mostostal Chojnice, które chce kupić stocznię Szczecin. Według rzecznika MSP, zakładami zainteresowanych jest jeszcze 6 podmiotów, które mają czas do końca sierpnia na składanie ofert. Komisja Europejska dała Polsce czas do 12 września na przygotowanie nowych planów restrukturyzacji stoczni. Minister skarbu Aleksander Grad ma nadzieję, że do 30 września uda się sprywatyzować zakład w Gdyni i Szczecinie; stocznia Gdańsk jest już sprywatyzowana. (PAP)

Kurier Szczeciński: Szczecin: wieczorny tłok przy nabrzeżu 2008-08-27 22:34:21

Tłoczno było w środę przy nabrzeżach u podnóża Wałów Chrobrego w Szczecinie. Do chrztu szykowano przycumowany prom „Skania”. Tymczasem niedaleko zacumował także mały wycieczkowiec „Johannes Brahms”. Od strony Odry do „Skanii” - nowego promu pasażersko-samochodowego Unity Line - przycumował niewielki zbiornikowiec „Romanka” i w godzinach wieczornych rozpoczęto bunkrowanie (tankowanie) paliwa do zbiorników promu. Trwały też ostatnie prace kosmetyczne, a przede wszystkim przygotowanie statku do czwartkowej uroczystości chrztu. Przypomnijmy, że dla szczecinian „Skania” będzie udostępniona do zwiedzania w dniach od od 30 do 31 sierpnia. Z kolei wycieczkowiec rzeczny „Johannes Brahms” armatora Austrian River Cruises zawitał do Szczecina w rejsie „rozkładowym”. Na pokładzie i w kawiarni zauważyliśmy głównie starszych pasażerów. Wybudowany w 1998 r. statek może zabrać na wycieczkę po europejskim śródlądziu 84 pasażerów. Pływa przez Łabę, Hawelę, Odrę w kierunku Wisły. Wycieczkowicze mają na tej luksusowej „barce” wszystko co jest niezbędne do życia.

Kurier Szczeciński: Szczecin: stoczniowcy będą protestować w Warszawie 2008-08-27 21:25:57

W najbliższy piątek, w przeddzień rocznicy Porozumień Sierpniowych, 35 tysięcy osób ma wziąć udział w manifestacji, którą w Warszawie pod hasłem „Godna praca i godna emerytura to godne życie” organizuje „Solidarność”. Wybierają się na nią związkowcy z Pomorza Zachodniego, w tym ze Stoczni Szczecińskiej Nowej.

NSZZ „Solidarność”, organizując manifestację, pragnie zwrócić uwagę na problem niskich płac i emerytur w Polsce.

- Rząd chce pozbawić około miliona zatrudnionych prawa do wcześniejszych i pomostowych emerytur - dodaje Mieczysław Jurek, przewodniczący Zarządu Regionu Pomorza Zachodniego NSZZ „S” w Szczecinie.

Autobusami, pociągami i busami wybierają się na manifestację związkowcy z Pomorza Zachodniego. Ilu, nie wiadomo. Przewodniczący Jurek nie chce podać szczegółów, by nie narażać uczestników na nękanie przez policję. Wiadomo, że będzie wśród nich spora reprezentacja Stoczni Szczecińskiej Nowej.

- Stoczniowcy chcą wystąpić też w obronie miejsc pracy w przemyśle okrętowym - mówi Krzysztof Fidura, wiceprzewodniczący „S” w SSN.

Częścią kampanii „Godna praca, godna emerytura” - oprócz manifestacji - będzie także uruchomienie w 12 miastach specjalnych punktów konsultacyjnych. Centrum Godnej Pracy ma działać w Koszalinie, przy ul. Zwycięstwa. W godz.13-16 będzie tam można uzyskać porady, m.in. z zakresu prawa pracy. W Szczecinie punkt doradztwa działa w Okręgowym Inspektoracie Pracy, jest też w Stargardzie i Świnoujściu - przypomina M. Jurek. (mag)

Portal Morski / Puls Biznesu :Unijne projekty drogowe nabrały przyśpieszenia Opublikowano: 27 sierpnia, 2008

Powiało optymizmem z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Na początku wakacji sprawy wyglądały bardzo źle. Wiele wskazuje jednak na to, że ocalimy unijne pieniądze na kluczowe drogi. Listę drogowych projektów inwestycyjnych, współfinansowanych z funduszy unijnych, czeka weryfikacja. Jeśli Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) nie podpisze preumów na ich realizację, zadania wypadną z unijnej listy (tzw. lista indykatywna) i wówczas o wsparcie z Brukseli będą musiały startować w konkursie. Na początku lipca dyrekcja miała podpisaną tylko jedną preumowę - na inwestycję na warszawskiej trasie Konotopa - Prymasa Tysiąclecia. Dziś jest znacznie lepiej - chwali "Puls Biznesu". - Obiecałam, że przygotujemy kolejne projekty i obietnicę spełniłam - mówi "PB" Magdalena Jaworska, zastępca szefa GDDKiA.

Dyrekcja ma preumowy przekazane do Centrum Unijnych Projektów Transportowych (działa przy resorcie infrastruktury) na 43 projekty i zapowiada, że liczba ta wkrótce wzrośnie do 52. - Spodziewamy się, że na wrzesień zostaną nam „do dopięcia” maksymalnie cztery projekty - dodaje Magdalena Jaworska.

Projekty z listy są warte w sumie 73 mld zł. Wkrótce jednak ich kosztorysy mogą się zmienić - czytamy w "Pulsie Biznesu". Dyrekcja kończy już pracę nad nowelizacją harmonogramu i kosztorysów całego drogowego programu na lata 2008-12, który wart jest 121 mld zł. - Program był zatwierdzony we wrześniu 2007 r., a kosztorysy jeszcze wcześniej, nawet w 2005 r. Sytuacja na rynku wskazuje, że wartości kosztorysowe mogą różnić od obecnych ustalonych niekiedy ponad trzy lata temu - informuje Magdalena Jaworska.

Dyrekcja ma urealnić, czyli podwyższyć, kosztorysy, ale jednocześnie nadal musi zmieścić się w kwocie 121 mld zł. Czy oznacza to, że na jedne projekty da więcej pieniędzy, a inne wyrzuci? - pyta "PB".

- Niekoniecznie. To przedmiot obecnych prac. Mamy przecież pulę w rezerwie programowej. Ponadto jeśli wkrótce firma Gdańsk Transport Company uzyska finansowanie dla odcinka autostrady A1 Nowe Marzy -Toruń, to uwolni się nam sporo gotówki, którą przecież zamierzaliśmy przeznaczyć na ten projekt - wyjaśnia dziennikowi Magdalena Jaworska.

Portal Morski: Skania już pływa… Opublikowano: 27 sierpnia, 2008

W dniu jutrzejszym tj. 28 sierpnia 2008 r. przy Wałach Chrobrego w Szczecinie odbędzie się uroczysty chrzest promu w barwach nowego armatora Unity Line. 1 września br. prom rozpocznie regularne rejsy na trasie Świnoujście – Ystad – Świnoujście. Skania przypłynęła do Polski z Włoch od poprzedniego właściciela w maju 2008 r., najpierw w Szczecińskiej Stoczni Remontowej „Gryfia” prom przeszedł remont konserwacyjno - dokowy połączony z instalacją trzeciego steru strumieniowego „na dziobie” wraz z tunelem wyrównawczym. W lipcu 2008 r. prom został skierowany do Gdańskiej Stoczni „Remontowa”, gdzie w części rufowej kadłuba zostały dobudowane nowe pomieszczenia hotelowo – gastronomiczne. 26 sierpnia Skania w pierwszym po przebudowie rejsie zawinęła testowo do portu w Ystad, a w dniu dzisiejszym tj. 27 sierpnia zacumowała w Świnoujściu.

Informacje o promie m/f Skania, stan z maja 2008 r.

Nr IMO 9086588.

Rok budowy 1995

Stocznia Schichau Seebeckswerft, Bremerhaven, Niemcy.

Długość 173,70 m

Szerokość 24,00 m

Zanurzenie 6,41 m

Prędkość maksymalna 27,9 węzła

GT/ NT/ DWT. 23663/ 8870/ 5717

Cztery silniki diesla Wärtsilä Sulzer 12VZA40S o łącznej mocy 34550 kW.

Pojemność: 1400 pasażerów, 686 miejsc w kabinach

Pokłady ładunkowe o długości linii 1850 m i pojemności 830 samochodów osobowych

2008-08-28 Czwartek

Kurier Szczeciński: Szczecin: zobacz chrzest „Skani” w internecie 2008-08-28 15:33:26

Przy Wałach Chrobrego w Szczecinie odbędzie się dziś (28 bm.) chrzest nowego promu „Skania”, który będzie pływał w barwach Unity Line. Uroczystość rozpocznie się o g.17. Będzie ją można obejrzeć na żywo na naszej stronie internetowej (lewy pasek na dole). Skania to siódmy prom pasażersko-towarowy w barwach Unity Line. Może zabrać jednorazowo 1397 osób, 260 samochodów osobowych i około 50 zestawów samochodów ciężarowych. Od września będzie pływał na trasie Świnoujście - Ystad. W sobotę i niedzielę (31 bm.) w g.12-17 przy Wałach Chrobrego odbędzie się oficjalna prezentacja jednostki. Z tej okazji przygotowano liczne atrakcje m.in. występy muzyczne, konkursy i niespodzianki dla dzieci. Będzie można spotkać się z Pipi i Wikingiem oraz zwiedzić mostek kapitański. Wstęp na imprezę jest bezpłatny.

Nasz Dziennik: Stoczniowcy zdeterminowani

Stoczniowcy z trzech największych polskich stoczni nie tracą nadziei na uratowanie swoich zakładów pracy. W przyszłym tygodniu minister Skarbu Państwa Aleksander Grad będzie rozmawiał ze stoczniowcami ze Stoczni Szczecińskiej Nova i skonsultuje z nimi program restrukturyzacji ich firmy przed zaprezentowaniem go w Brukseli.

Zaplanowana na piątek ogólnopolska manifestacja "Solidarności" w Warszawie połączy także stoczniowców z Gdańska, Gdyni i Szczecina w obronie miejsc pracy pracowników przemysłu stoczniowego. Według Krzysztofa Fidury, wiceprzewodniczącego NSSZ "Solidarność" Stoczni Szczecińskiej Nova, pracownicy SSN wciąż nie wiedzą, jaki będzie los ich zakładu pracy. - Spotykamy się z inwestorami w obecności wojewody i prezydenta miasta, jednak tak naprawdę nie wiemy dokładnie, co będzie. Mówi się o różnych rzeczach, inwestor mówi, co by chciał zrobić, ale nie mówi się, jakie warunki powinniśmy spełnić, aby Komisja Europejska wydała decyzję pozytywną na restrukturyzację naszej firmy - powiedział nam Fidura.

Jedynym inwestorem, który złożył ofertę nabycia SSN, jest Mostostal Chojnice. - Problemem jest to, że Mostostal nie jest zaangażowany w produkcję okrętową, a KE narzuca inwestora branżowego, stąd toczą się rozmowy między Chojnicami i norweskim Ulsteinem - tłumaczy Fidura. Dodatkowy inwestor branżowy - norweska grupa przemysłowa i stoczniowa Ulstein - produkuje statki zajmujące się m.in. obsługą platform wiertniczych. Są to nieduże jednostki, ale o dużym nasyceniu technologicznym. Stoczniowcy mają nadzieję, że ci inwestorzy byliby w stanie zapewnić SSN dalsze funkcjonowanie.

Z pracownikami SSN ma spotkać się wkrótce minister Skarbu Państwa Aleksander Grad. - Od ministra Grada mamy obietnice, że pojawi się na początku września z programem restrukturyzacji, który będzie uzgodniony między inwestorami, Mostostalem, Ulsteinem i Skarbem Państwa. Program restrukturyzacji zostanie przedstawiony stronie społecznej, zanim zostanie przekazany KE, czyli przed 12 września - informuje nas Fidura.

Mostostal jest firmą z branży metalowej i nie ma doświadczeń w branży okrętowej. - Oni mają interes przeniesienia swoich konstrukcji stalowych do Szczecina i potrzebne jest im miejsce na otwarcie się na Europę - mówią stoczniowcy. Wierzą w dobrą wolę nowych inwestorów. Mostostal chce wejść już w finansowanie produkcji okrętowej. Zamierzają oni m.in. skończyć kontrakty, które stocznia ma już zawarte. Przejęli renegocjacje dwóch z nich i chcą stoczni udzielić pożyczki, której nie może dać Skarb Państwa ze względu na to, że będzie uznana jako pomoc publiczna. Z kolei Norwedzy zadeklarowali, że początkowo będą produkować w SSN kadłuby.

W lipcu MSP przygotowało kalendarz prywatyzacji Stoczni Gdynia oraz Stoczni Szczecińskiej Nova po tym, jak 16 lipca została wydana zgoda przez KE na kontynuowanie prywatyzacji oraz został wyznaczony termin do 12 września na przedstawienie umów prywatyzacyjnych w KE . Paweł Tunia

Dziennik Bałtycki: Komisja Europejska zajmie się programami dla stoczni

Mostostal Chojnice i ISD Polska mają czas do 12 września na przedstawienie Komisji Europejskiej i akceptację urzędników w Brukseli dla planów restrukturyzacji polskich stoczni. Założenia programu restrukturyzacji Stoczni Szczecińskiej Nowa trafiły już do komisarzy w Brukseli. - Oczekujemy na pierwsze uwagi Komisji Europejskiej do tego programu. Te uwagi będą bazą do całości programu, który inwestor jest zobowiązany wraz ze stroną rządową złożyć Komisji do 12 września - powiedział Zbigniew Urbaniec przewodniczący Rady Nadzorczej Mostostalu. Konsultacje programu z Komisją Europejską mają się odbyć w przyszłym tygodniu.

Spółka z Chojnic i jej partner norweska stocznia Ulstein zaproponowały 180 mln euro wkładu własnego w przejęcie stoczni. Od Skarbu Państwa oczekują 232 mln zł pomocy publicznej na spłatę zobowiązań publiczno-prawnych. W stoczni mają być produkowane statki, w tym jednostki do obsługi platform wiertniczych oraz konstrukcje stalowe. Powstać ma także biuro projektowe. Program nie przewiduje redukcji zatrudnienia. Spółka ISD Polska założeń konsolidacji stoczni w Gdyni i Szczecinie jeszcze nie wysłała do Brukseli.- Nie zostało jeszcze uzgodnionych z resortem skarbu kilka szczegółów - powiedział Marcin Ciok, doradca zarządu ISD Polska. - Chodzi m.in. o przeniesienie praw do kontraktów, umów dzierżawy itp. Główne założenia planu są już ustalone.

Ukraiński inwestor deklaruje minimalny wkład własny w wysokości 320 mln euro. Może on zostać podwyższony do ponad 600 mln euro. Skarb Państwa miałby udzielić 1,35 mld zł pomocy publicznej na spłatę publicznoprawnych zobowiązań stoczni. W Gdańsku miałyby powstawać sekcje statków, które montowane byłyby w Gdyni. Program zakłada także likwidację trzech pochylni w Stoczni Gdańsk. Związkowcy z Gdańska nie chcą połączenia ze stocznią w Gdyni. Obawiają się, że oznaczać będzie koniec dla ich stoczni. Jutro 500 z nich wybiera się do Warszawy na demonstrację "Solidarności" m.in pod siedzibą ISD Polska. Jacek Klein - POLSKA Dziennik Bałtycki

Portal Morski: Wodowanie Roztocza Opublikowano: 28 sierpnia, 2008

W chińskiej stoczni Xingang w Tianjin odbyło się wodowanie kolejnego statku Polskiej Żeglugi Morskiej – m/s „Roztocze”. Statek bez przeszkód spłynął z pochylni i stoi obecnie przy nabrzeżu wyposażeniowym. Jego wejście do eksploatacji planowane jest na październik. Adekwatnie do regionu Polski, który reprezentuje statek, jego matką chrzestną będzie żona prezydenta Zamościa Aleksandra Zamojska. „Roztocze” to już trzeci 38-tysięcznik budowany w tym roku dla PŻM przez stocznię w Tianjin. Poprzedziły go „Podlasie” – odebrane 2 lipca oraz „Pomorze” – przekazane armatorowi 26 sierpnia. Łącznie cała seria statków ze stoczni Xingang będzie liczyć 10 jednostek a dodając do tego cztery statki – „bliźniacze” do Roztocza, przekazane w 2005 roku – 14 statków.

Portal Morski: NYK wprowadza nowe technologie ekologiczne Opublikowano: 28 sierpnia, 2008

Nippon Yusen K.K. (NYK) największe japońskie przedsiębiorstwo żeglugowe wyda przez 6 lat, 638 milionów dolarów na nowe silniki, panele słoneczne i inne technologie które pomogą obniżyć zużycie paliwa oraz zredukują zanieczyszczenia. Firma ma zamiar obciąć emisje dwutlenku węgla o przynajmniej 10% na tono-mile do 2013 r., w porównaniu z marcem 2007 r.

Portal Morski: Nowe terminale w rosyjskich portach Opublikowano: 28 sierpnia, 2008

Podczas posiedzenia rządowej Komisji Transportu i Komunikacji rosyjski minister transportu Igor Levitin powiedział że planuje uruchomienie nowego kompleksu kontenerowego o całkowitej pojemności 56 milionów. (czego ? pyt. LS)

MW: Kwiaty na grobie admirała Unruga Gdynia 2008-08-28 14:11

Różne były koleje losu polskich marynarzy po II wojnie światowej. Zawierucha wojenna sprawiła, że wielu z nich pozostało na emigracji, a część wróciła do kraju stając się niejednokrotnie ofiarami stalinowskich represji. Do dzisiaj ich mogiły znajdują się w różnych zakątkach świata. Dla współczesnych polskich marynarzy stanowią one miejsca pamięci narodowej, które otaczają szczególnym szacunkiem. Mogiła wiceadmirała Józefa Unruga znajduje się w Montresor, we Francji. Grób ten odwiedzają polscy marynarze, służący obecnie w Dowództwie Komponentu Morskiego NATO w Northwood w Wielkiej Brytanii. Wczoraj (27 sierpnia) wieniec na grobie wiceadmirała Józefa Unruga złożył kontradmirał Adam MAZUREK zastępca Szefa Sztabu ds. Wsparcia w Dowództwie Sił Morskich NATO w Northwood. Wieniec z biało-czerwonych róż ozdobiony dedykacją „Obrońcy Wybrzeża – Marynarka Wojenna RP” został złożony przez admirała Adama Mazurka w obecności syna admirała Unruga – Horacego. Tego dnia kontradmirał Adam Mazurek spotkał się także z polską społecznością mieszkającą w Montresor. Wieloletnią już tradycją wśród polskich marynarzy jest pamięć o tych pokoleniach marynarzy, którzy odeszli na wieczną wachtę. Opieka nad grobami, miejscami pamięci zarówno na lądzie jak i symbolicznie na morzu, to honorowe zobowiązanie współczesnego pokolenia marynarzy wobec swoich poprzedników.

Wiceadmirał Józef UNRUG - jeden z pionierów Polskiej Marynarki Wojennej i bohaterski obrońca Wybrzeża we wrześniu 1939 roku, jeniec niemieckich oflagów, wielki patriota, dzielny oficer morski, Kawaler Złotego Krzyża Virtuti Militari. Służbę w Polskiej Marynarce Wojennej rozpoczął w 1919 roku w stopniu kapitana, który zdobył służąc w latach 1907-1918 w niemieckiej flocie wojennej. Jego wiedza i doświadczenie morskie oraz sumienność, odpowiedzialność i poczucie oficerskiego honoru sprawiły, że bardzo szybko awansował zajmując kolejne ważne dla tworzącej się floty stanowiska służbowe. Karierę rozpoczął od stanowiska naczelnika Wydziału Operacyjnego w Departamencie Spraw Morskich w Warszawie. W 1920 roku przeniesiono go do Gdyni gdzie został szefem nowopowstałego Urzędu Hydrograficznego. W 1921 roku objął obowiązki Szefa Sztabu Dowództwa Floty, które pełnił do 1923 roku. Na skutek konfliktów w Kierownictwie Marynarki Wojennej w latach 1923-1925 na własną prośbę przebywał na emeryturze zajmując się zarządzaniem majątkiem ziemskim w Sielcu pod Żninem, Po zmianach personalnych w 1925 roku został przywrócony do służby i wyznaczony na stanowisko Dowódcy Floty. Awansowany w międzyczasie do stopnia komandora, Józef Unrug zajął się organizacją służby i szkolenia floty. Pod jego kierownictwem stworzono podstawy rozwoju marynarki wojennej w II Rzeczypospolitej. W 1933 roku komandor Józef Unrug został awansowany do stopnia kontradmirała. W 1939 roku powierzono mu jako Dowódcy Floty całość obrony polskiego wybrzeża. Od sierpnia 1939 roku kontradmirał Józef Unrug ze swoim sztabem dowodził siłami lądowymi i flotą z Helu. Nierówna walka mimo bohaterstwa nie mogła skończyć się powodzeniem. Hel bronił się 31 dni. Skapitulował 2 października.

Dla kontradmirała Józefa Unruga rozpoczęła się 6-cio letnia tułaczka po niemieckich obozach jenieckich. Zachowanie się kontradmirała Józefa Unruga w niewoli stworzyło dookoła jego osoby legendę. Niezłomny patriota, rycerski, podkreślający wbrew wszelkim okolicznościom narodowy polski honor i godność zyskał wielki szacunek współtowarzyszy niewoli i podziw wrogów. Po wyzwoleniu z niewoli natychmiast udał się do Wielkiej Brytanii, gdzie objął stanowisko I Zastępcy Szefa Kierownictwa Marynarki Wojennej. Awansowano go do stopnia wiceadmirała. Po rozformowaniu Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie nie wrócił do kraju. Mieszkał w Maroku i we Francji.

Zmarł we Francji w 1973 roku.

Kurier Szczeciński: Szczecin: kolejny rejs „Kapitana Głowackiego” 2008-08-28 13:58:43

W swój 34 rejs wypłynęła Szczecińska Szkoła Pod Żaglami. Na pokładzie żaglowca „Kapitan Głowacki” są uczniowie szczecińskich szkół. Załogę stanowią laureaci konkursu organizowanego przez cały rok na antenie Polskiego Radia Szczecin w audycji Radiowa Szkoła Pod Żaglami. Oprócz tego, że wygrali w radiowym konkursie, musieli spełnić kilka dodatkowych warunków: mieć nienaganną opinię ze szkoły, wysoką średnią, oraz zainteresowanie żeglarskie. Musieli także czytać miesięcznik „Żagle” i odpowiadać na pytania dotyczące zawartości każdego z numerów czasopisma. Przez Szczecińską Szkołę pod Żaglami przewinęło się już ponad 4 tysiące osób, a kilkaset znalazło miejsca na „Pogorii”, i „Kapitanie Głowackim”. Większość młodych ludzi zdobyła patenty żeglarskie, inni rozpoczęli naukę w Akademii Morskiej i w ten sposób z morzem związało swoje losy. Szczecińska Szkoła pod Żaglami funkcjonuje od 20 lat. Jest finansowana w ramach Miejskiego Programu Morskiej Edukacji Dzieci i Młodzieży, oraz z pozyskanych środków od sponsorów. Wyprawa potrwa do 10 września.

Głos Pomorza: USTKA: Rybacy z Ustki zaapelowali o pomoc do parlamentarzystów 28 sierpnia 2008 - 7:45

Armatorzy z Ustki zaapelowali do pomorskich parlamentarzystów o pomoc w sprawie kar nałożonych na nich za złamanie w ubiegłym roku zakazu połowu dorszy. Niektórzy z rybaków muszą zapłacić nawet po kilkanaście tysięcy złotych mandatów. W apelu do parlamentarzystów rybacy z Pomorza Środkowego przypominają, że wychodzili w morze w ubiegłym roku, bo namawiał ich do tego ówczesny premier oraz wiceminister rybołówstwa Grzegorz Hałubek, także rybak z Ustki. Andrzej Krawczuk, Okręgowy Inspektor Rybołówstwa w Słupsku tłumaczy, że poprzedni rząd nie przełożył swoich decyzji o zgodzie na połowy w obowiązujące prawo. Za każde nielegalne wypłynięcie w morze armatorzy dużych jednostek dostali dwa tysiące złotych kary. Małe kutry po tysiąc złotych. Rybacy mieli zakaz łowienia dorszy od czerwca do końca grudnia 2007 roku. Zakaz został nałożony, bo eksperci wyliczyli, że wyczerpali już wcześniej limity połowów. Marcin Prusak

Gazeta Wyborcza: Żaglowce z duszą w Gdańsku

Adam Mauks 2008-08-28, ostatnia aktualizacja 2008-08-29 10:26

Stare żaglowce mają w sobie coś niepowtarzalnego. Co? Rozpoczynający się w piątek w Gdańsku III Zlot Oldtimerów jest okazją, by to sprawdzić. Imprezę, która na Motławie odbędzie się już po raz trzeci uświetnią 23 jednostki (tyle przynajmniej zgłoszeń otrzymali do czwartku organizatorzy). Pierwszy zlot odbył się w 2001 roku a jego pomysłodawcą był kpt. Jerzy Wąsowicz. - Chodziło nam o to, by pokazać ludziom jachty, którymi żeglujemy. Nie nowoczesne, gdzie mieszkają bogacze, ale te z bogatą historią, których dziś już nikt nie produkuje - mówi Wąsowicz. Drugi zlot odbył się dopiero w 2006 roku, ale na trzeci nie trzeba było już czekać tak długo. Jednostki docierały do Gdańska od kilku dni, dziś już wszystkie powinny cumować na Motławie. Część z nich ma swoje stałe miejsce w gdańskiej marinie, jak np. szkocki kuter "Incentive", którego właściciel Nick Linnell od wielu miesięcy rezyduje nad Motławą. Bazą starych żaglowców będzie właśnie marina, ale ponieważ nasz port jachtowy na Motławie nie należy jeszcze do dużych, niektóre "oldtimery" staną przy Targu Rybnym. Ważne, że oglądać je będzie można nie tylko z nabrzeża. - Zapraszamy na pokłady starych żaglowców, bo tylko wtedy można poczuć ich atmosferę, porozmawiać z ludźmi, którzy je utrzymują przy życiu i sami mają bardzo ciekawe biografie - mówi Rafał Grad, kierownik gdańskiej mariny. O ile jachty zobaczyć można już w piątek, to zwiedzanie jednostek przewidziano na sobotę. Żaglowce i ich kapitanowie będą do dyspozycji od godz. 10 do 12. Od godz. 13 w Centralnym Muzeum Morskim na Ołowiance rozpocznie się prezentacja jednostek, na którą wstęp jest wolny. Bardzo atrakcyjnie zapowiada się niedziela, ostatni dzień zlotu. W południe na Motławie rozpocznie się uroczysta parada żaglowców. Widzowie usłyszą także fachowy komentarz do tego, co będzie widać na wodzie. Koniec parady przewidziano na godz. 13.30. Wezmą w niej udział m.in. takie jachty jak "Johanne" - niemiecki żaglowiec zbudowany w 1905 roku, najstarszy z tych, które goszczą w Gdańsku czy belgijska "Norda", która podczas zlotu ma obchodzić 80. urodziny. Na Motławie zaprezentuje się także litewski szkuner "Brabander", prawdopodobnie najszybsza jednostka gdańskiego zlotu, która rozwija szybkość dziewięciu węzłów. Najwięcej będzie jednak polskich żaglowców (13): Antica, Bryza H, Bonawentura, Korsarz, Halibut, Szkwał, Wanda, Wyga, Misia II, Ragtime, Joseph Conrad, Bahus Mocny i Paloma. Nasi pozostali goście to: Dona Louise, Phoebe, Incentive (Wielka Brytania), Knudel i Qualle (Niemcy), Elsa (Norwegia) i Hamajo (Dania).

2008- 08-29 Piątek

Gazeta Wyborcza: Nadaję ci imię "Skania"

Mariusz Rabenda 2008-08-28, ostatnia aktualizacja 2008-08-28 19:01

W czwartek ochrzczony, w sobotę i niedzielę otwarty do zwiedzania, a od poniedziałku rozpocznie pracę. Nowy, siódmy prom Unity Line jest największym we flocie szczecińskiego operatora.

- Jak dla mnie to najpiękniejszy prom w naszej flocie, ale która matka nie chwali swego dziecka - mówi o "Skanii" Ewa Leszczyńska, matka chrzestna najnowszego promu Unity Line.

Polska Żegluga Morska kupiła go za prawie 70 mln euro w marcu tego roku, gdy pod nazwą "Eurostar Roma" pływał z Barcelony do Rzymu. Włoski armator Grimaldi postanowił na tę - jedną z najpiękniejszych tras w Europie - zakupić większe jednostki i wystawił swój prom na sprzedaż.

- To doskonała jednostka. Ma zaledwie 13 lat i sporo lat pływania u nas - zapewniał tuż po sfinalizowaniu transakcji Paweł Szynkaruk, dyrektor PŻM. - Jest w wieku naszej Polonii i z nią będzie pływać wahadłowo.

"Skania" będzie ze Świnoujścia odbijać o godz. 23, by nad ranem przybyć do Ystad. Ze Szwecji będzie wypływała o 13.30, a w Świnoujściu meldować się ma o 20.

- To doskonałe połączenie dla Polaków, którzy będą chcieli udać się nawet na jednodniowy wypad turystyczny do Szwecji. Wypłyną nowym promem wieczorem, cały następny dzień mogą zwiedzać Region Skanii, Malmö czy nawet Kopenhagę i wieczorem tego samego dnia naszym drugim promem "Polonią" wypłyną do Świnoujścia - mówi Szynkaruk.

Nowy prom Unity Line w pierwszy rejs wypłynie 1 września z terminalu promowego w Świnoujściu, gdzie od 1996 r. pracuje Ewa Leszczyńska - matka chrzestna statku. - 12 sierpnia przyjechali do mnie do pracy prezesi Zbigniew Janeczko i Piotr Waszczenko i zapytali, czy nie zechciałabym zostać matką chrzestną "Skanii". Zaczęłam płakać ze szczęścia. Nie mogłam opanować emocji - mówi pani Leszczyńska, która pracę w firmie rozpoczęła rok po powstaniu Unity Line. Zaraz potem kupiła sobie kapelusz (to niepisany obowiązek matek chrzestnych statków), mimo że na co dzień kapeluszy nie nosi. - W Świnoujściu, gdzie zawsze wieje, to bardzo niepraktyczne nakrycie głowy - śmieje się pani Ewa. Pokład zacumowanego przy Wałach Chrobrego promu można będzie zwiedzać w sobotę i niedzielę od godz. 12 do 17. Nowy prom ma 173 m długości i jest o cztery metry dłuższy od "Polonii". Na pokładach będzie miał te same atrakcje: kasyno, dyskotekę, sklepy, bary. W 200 kabinach znajdzie się miejsce na 600 łóżek, a wraz z miejscami siedzącymi będzie mógł przewozić 1500 pasażerów. Skania może też przewieźć 90 ciężarówek i 80 samochodów osobowych.

Kurier Szczeciński: Od Romy do Skanii 2008-08-28 21:18:08

Już po raz drugi w ciągu kilku ostatnich dni przy Wałach Chrobrego w Szczecinie odbył się chrzest statku. Wczoraj butelka szampana rozbiła się o burtę „Skanii”, najnowszego zakupionego przez PŻM promu, który będzie pływał w barwach Unity Line. - To bardzo ważne uzupełnienie dla „Polonii” - mówił Paweł Szynkaruk, dyrektor naczelny PŻM.Od 1 września „Skania” rozpocznie regularne rejsy na trasie Świnoujście - Ystad, która dotychczas była obsługiwana tylko przez prom „Polonia”. Dzięki dwóm promom Unity Line będzie mogło zaproponować równoległe, tzw. wahadłowe rejsy, rozpoczynające się rano i wieczorem w obu portach. Zanim prom w wyruszy na trasę, wszyscy zainteresowani będą mogli go jeszcze zwiedzić przy Wałach Chrobrego. W najbliższą sobotę i niedzielę w godz. od 12 do 17 jego pokłady zostaną otwarte dla zwiedzających.„Skania” ma 23,7 tys. ton wyporności i ponad 173 m długości. Potrafi osiągać prędkość do 27 węzłów. Znajduje się w niej 200 kabin pasażerskich, zewnętrznych i wewnętrznych (w tym klasy de-luxe) wyposażonych w 626 łóżek. Promem będzie mogło płynąc 1300 pasażerów i 85 członków załogi oraz ok. 80 samochodów osobowych i 90 zestawów samochodów ciężarowych. Został on zbudowany w 1995 r. przez niemiecką stocznię Seebeckwerft w Bremerhaven. Do niedawna nazywał się „Eurostar Roma” i pod włoską banderą pływała na trasie Rzym - Barcelona. Zastąpił go tam dużo większy, nowy prom., a włoski armator - Grimaldi odsprzedał jednostkę PŻM-owi. Do portu w Szczecinie wpłynęła ona pod koniec maja. Następnie przeszła gruntowny remont i modernizację m.in. w Szczecińskiej Stoczni Remontowej Gryfia. Dobudowana została sala konferencyjna i lunch bar, a kuszetki zastąpiły znacznie wygodniejsze fotele lotnicze. Wyremontowane zostały też silniki, a na dziobie pojawił się dodatkowy ster strumieniowy, który ma ułatwić manewrowanie w trudnym dla żeglugi porcie Ystad. (mak)

Głos Szczeciński: Szczecin > "Skania" ochrzczona u stóp Wałów Chrobrego 28 sierpnia 2008 - 21:45

Dziś o 17.30 prom "Skania" został ochrzczony przy nabrzeżu u stóp Wałów Chrobrego. Matką chrzestną jednostki została Ewa Leszczyńska, długoletnia pracownica Unity Line. Świętowanie rozpoczęło się o godz. 17. Była m.in. parada z udziałem orkiestry żeńskiej. Skania ma 173 metry długości. Od pierwszego września - obok "Polonii” - będzie pływać na trasie ze Świnoujścia do Ystad. Część pasażerska pomieści 1397 osób. Do dyspozycji podróżnych będzie restauracja, bary, kafeterie, sklepy, kasyno i dwie sale konferencyjne.Na sobotę i niedzielę zaplanowano dni otwarte jednostki. W godzinach od 12 do 17 będzie można ją obejrzeć wewnątrz.

Gazeta Wyborcza: Minister skarbu przejmuje gazoport

Andrzej Kublik 2008-08-28, ostatnia aktualizacja 2008-08-29 11:31

Rząd przejął wczoraj pełną odpowiedzialność za budowę w Świnoujściu gazoportu, który ma przełamać monopol . Jedynym właścicielem firmy Polskie LNG, która zajmuje się budową gazoportu, zostanie całkowicie państwowa firma Gaz-System, właściciel sieci gazociągów do transportu gazu po Polsce. Kontrolowana przez państwo giełdowa spółka Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, które jest obecnie właścicielem Polskiego LNG, sprzeda firmę w listopadzie - postanowiono wczoraj na spotkaniu w Ministerstwie Skarbu. W zeszłym tygodniu rząd nieoczekiwanie podjął uchwałę, w której na wniosek szefa kancelarii premiera Tomasza Arabskiego zdecydowano, że Gaz-System przejmie od PGNiG "większość" udziałów w gazoporcie. Uzasadnienia tej decyzji rząd nie przedstawił. Gazownicy spekulują, że może mieć ona związek z zaakceptowaną na tym samym posiedzeniu rządu budową w Polsce amerykańskiej tarczy antyrakietowej albo agresją Rosji na Gruzję. Kto postanowił, że przewidziana w uchwale rządu "większość" udziałów w gazoporcie dla Gaz-Systemu zmieniła się wczoraj we wszystkie udziały? - Tak wyszło w trakcie dyskusji - enigmatycznie mówi rzecznik Ministerstwa Skarbu Maciej Wewiór. - To była propozycja właściciela - przyznał prezes Gaz-Systemu Igor Wasilewski. Nie udało nam się porozmawiać z ministrem skarbu Aleksandrem Gradem, dlaczego podjął taką decyzję. Chociaż PGNiG nie będzie już udziałowcem gazoportu, to nadal ma odpowiadać za zapewnienie dostaw skroplonego gazu do terminalu. - Bez udziałów w gazoporcie PGNiG może mieć problemy z kontraktem na dostawy gazu - uważa jednak Bogdan Pilch, szef polskiego przedstawicielstwa Gaz de France. Ministerstwo Skarbu zapowiada, że minister Grad powoła komitet sterujący, który od października będzie się zbierać co miesiąc w celu nadzorowania budowy gazoportu.

Portal Morski: Nowa linia kontenerowa PCC Port Szczecin Opublikowano: 29 sierpnia, 2008

Spółka PCC Port Szczecin uruchomiła nowe połączenie kontenerowe z portem Felixstowe w Wielkiej Brytanii. 23 sierpnia br. przy Nabrzeżu Ewa zacumował pierwszy statek. M/v Virtus należący do armatora Tschudi Lines. Spedytorem/agentem firmy w Polsce jest Continental Logistics Sp. z o.o. Zaletą połączenia jest jego konkurencyjność względem transportu samochodowego. Oferta obejmuje transport ładunków między innymi w kontenerach 45 stopowych. Kontenery takie odpowiadają swoją kubaturą naczepie samochodowej. Czas transportu na trasie Szczecin – Felixstowe wynosi 48 godzin. Częstotliwość zawinięć - jeden raz w tygodniu.

Portal Morski: Pride International wybuduje kolejny statek wiertniczy Opublikowano: 29 sierpnia, 2008

Offshorowy armator Pride International Inc ogłosił że wyda około 745 milionów dolarów na wybudowanie kolejnego ultra-głębinowego statku wiertniczego żeby rozszerzyć swoją obecność w sektorze głębinowych odwiertów. Statek zostanie wybudowany przez Samsung Heavy Industries, a jego dostarczenie spodziewane jest na IV kwartał 2011 r.

MI: Raport z konsultacji na temat: Projekt modyfikacji przebiegu Transeuropejskiej Sieci Transportowej (TEN-T) na terytorium Polski 29.08.200814:30 Beata

W związku z podjęciem prac przez Ministerstwo Infrastruktury zmierzających do przygotowania stanowiska polskiego dla Komisji Europejskiej w sprawie projektu modyfikacji przebiegu Transeuropejskiej Sieci Transportowej (TEN-T) na terytorium Polski, powołany do tego zadania w 2006 roku specjalny zespół dokonał selekcji, oraz opracował i przedłożył listę propozycji projektów modyfikacji. Przewodniczącym Zespołu jest Maciej Jankowski, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury. Prace Zespołu odbywały się w stałym kontakcie z przedstawicielami władz regionalnych, które wystąpiły z licznymi propozycjami takich modyfikacji. Podstawą działań Zespołu i ukierunkowania sposobu wyłonienia propozycji modyfikacji są Decyzje Parlamentu Europejskiego i Rady nr 1692/96, 1341/01 i 884/04 wraz z załącznikami. Decyzje zawierają m.in. szczegółowy spis kryteriów wyboru dla sieci TEN-T, który posłużył Zespołowi jako główna wytyczna do uzasadnienia poszczególnych propozycji.

Przebieg konsultacji

Wnioski

1. Idea modyfikacji sieci TEN-T zainicjowana przez Ministerstwo Infrastruktury spotkała się z bardzo licznym odzewem w szczególności na szczeblu władz regionalnych. Jednakże styk interesów regionów z horyzontalnym podejściem paneuropejskim do funkcji sieci TEN-T może pozwolić na wzięcie pod uwagę jedynie niektórych postulatów regionów w tym zakresie.

2. Najwięcej uwag dotyczy tzw. obszarów problemowych, do których zalicza się województwo podlaskie (szlaki „Via Baltica” i „Rail Baltica”). Przebieg tych szlaków stanowi przedmiot wieloletnich dyskusji zainteresowanych środowisk, przy czym do dnia dzisiejszego nie ma jednolitego stanowiska w tej sprawie. Docelowo szlaki te będą musiały być zrealizowane, co wynika z zobowiązań Polski jako państwa członkowskiego UE. Fakt ten wiąże się ściśle z uzyskaniem wewnętrznej spójności gospodarczej Unii, w tym przypadku pomiędzy Polską a państwami nadbałtyckimi.

3. Odnośnie idei inwestycji w nowe trasy kolejowe i pomimo nakładów finansowych, które mogą przekroczyć dotychczasową ich wartość w bieżącej perspektywie finansowej UE, koszt tych inwestycji nie przekroczy kosztów budowy autostrad i dróg ekspresowych. MI podziela nadesłaną opinię, iż istnieje wzajemna zależność między celowością budowy tych linii a możliwością przeniesienia ładunków transportowanych drogami na kolej. Nowe linie uzupełnią brakujące połączenia kolejowe w siatce korytarzy tranzytowych, co z kolei pozwoli przewoźnikom na utworzenie bardziej kompleksowej oferty, obejmującej więcej relacji. Efekt dużej skali przewozów umożliwi obniżenie kosztów jednostkowych i lepsza konkurencyjność transportu kolejowego.

4. Modyfikacja przebiegu sieci TEN-T, która w większości sprowadza się do jej rozszerzenia (wyjątek stanowi zmiana przebiegu szlaku „Rail Baltica” i zmiana przebiegu linii E 65 w okolicy Katowic i Pyrzowic) nie może objąć licznych postulatów rozszerzenia tej sieci. Biorąc pod uwagę fakt, iż dofinansowanie inwestycji na sieć TEN-T z funduszy unijnych stanowić ma jedynie ich uzupełnienie, a nie wyłączny warunek ich realizacji, pozostawanie wszystkich innych elementów zgłoszonych do MI poza wykazem sieci TEN-T nie powinno być powodem zaniechania ich modernizacji lub budowy.

5. Z uwagi na liczne i odrębnie zgłaszane postulaty przez organizacje ekologiczne, dotyczące wpływu na środowisko propozycji rozszerzeń sieci TEN-T oraz złożoność poruszanej tematyki, problem ten zostanie omówiony podczas kolejnego posiedzenia Zespołu do spraw modyfikacji TEN-T.

Gazeta Wyborcza: Dorsza jest więcej niż twierdzą urzędnicy Unii

Andrzej Kulej 2008-08-29, ostatnia aktualizacja 2008-08-29 22:01

Tak uważają naukowcy Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni, który w pierwszej połowie roku prowadził badania na Bałtyku. Rząd jednak na razie nie zamierza zwiększać limitów. W pierwszej połowie roku Morski Instytut Rybacki prowadził badania, które miały oszacować ilości dorsza w Bałtyku. Naukowcy pływali z załogami czterech kutrów. Mierzyli i ważyli wszystko, co udało się złapać rybakom.

- Wyniki nas zaskoczyły, bo świadczą o tym, że dorsza w Bałtyku jest więcej niż twierdzi Unia Europejska - mówi Zbigniew Karnicki z MIR-u, który nadzorował badania. Jego zdaniem, już w tej chwili można podnieść kwoty połowowe o 25 proc. - Jednak unijny długoletni plan odbudowy zasobów dorsza na Bałtyku pozwala rocznie podnosić limity tylko o 15 proc.

Decyzja ma zapaść pod koniec października na posiedzeniu Rady Ministrów.

Europoseł Zdzisław Chmielewski, członek komisji ds. rybołówstwa: - Czekam na wyniki tych badań, żeby zacząć działać w Brukseli. Uważam, że nasi naukowcy mają rację. Potwierdza to przygotowany przez Radę Europejską plan ochrony dorsza, który we wrześniu będzie głosowany na komisji rybołówstwa. Jest tam stwierdzenie, że prawdopodobnie dorsza jest w Bałtyku więcej. Niestety, nie idą za tym żadne skutki legislacyjne w dalszej części dokumentu.

Co na to rząd? Nic, bo urzędnicy czekają na oficjalne wyniki badań, które przedstawione mają być do końca roku. - Dla oszacowania zasobów konieczne są dane z całego Bałtyku. Niemniej jednak informacje zebrane w trakcie tego projektu potwierdzają opinię Międzynarodowej Rady Badań Morza o wyraźnej poprawie stada wschodniego dorsza - mówi Dariusz Mamiński z biura prasowego Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, które zajmuje się rybołówstwem.

Na pytanie, czy ministerstwo zwiększy limity, biuro prasowe obiecało odpowiedzieć w poniedziałek. Póki co, polski rząd jest bardziej restrykcyjny w stosunku do rybaków niż reszta Unii. Od końca czerwca do końca września Ministerstwo Rolnictwa wprowadziło całkowity zakaz połowu dorszy na Bałtyku. Najdotkliwiej odczuły to małe jednostki. W krajach "starej" Unii limity połowowe nie dotyczą małych łodzi: do 8 m długości.

Większość polskich małych łodzi nie wyłowiła swoich limitów, a mimo to mają zakaz połowów. - Mam 20 ton limitu, złapałem tylko siedem. Zapłaciłem za możliwość połowu, ale rząd mi tego zabrania. W październiku córka idzie na studia, a ja nie mam dla niej pieniędzy. Nie wiem, czy mam szukać nowej pracy - denerwuje się Witold Iwan z Kołobrzegu, rybak z 22-letnim stażem. - Dorsze przełowiły duże jednostki, a my - właściciele małych - na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej musimy ponosić tego konsekwencje.

Gazeta Wyborcza: Wodne tramwaje zostają na dłużej

Michał Jamroż 2008-08-29, ostatnia aktualizacja 2008-08-29 21:46

W tym roku gdańskie tramwaje wodne przewiozły już blisko 200 tys. pasażerów. To o siedem tysięcy więcej niż w ubiegłym roku. A to jeszcze nie koniec ich kursowania. Władze Gdańska zdecydowały, że będą pływać codziennie do połowy września. Tramwaje wodne pojawiły się na Zatoce Gdańskiej w 2006 r. i od razu stały się jedną z atrakcji turystycznych Trójmiasta. Wszystko dzięki niskiej cenie. Od pierwszych dni, gdy tylko dopisywała pogoda, w kolejkach po bilety stały tłumy. Podobnie było w tym roku. - Jesteśmy bardzo zadowoleni z frekwencji, mimo że pogoda nie była najlepsza - mówi Antoni Szczyt, zastępca dyrektora wydziału gospodarki komunalnej w gdańskim magistracie. Do tej pory z gdańskich tramwajów wodnych skorzystało ponad 196 tys. pasażerów. Duże zainteresowanie sprawiło, że władze miasta postanowiły wydłużyć ich codzienne kursowanie do 14 września. - Wcześniej planowaliśmy, że we wrześniu będą pływać tylko w weekendy. Ale skoro jest takie zainteresowanie, postanowiliśmy wydłużyć sezon - dodaje Szczyt. Gdańskie tramwaje wodne pływają trzy razy dziennie na trasach: Gdańsk - Hel (T1), Sopot - Hel (T2) oraz Gdańsk - Nowy Port - Sopot (T3). Bilety normalne kosztują odpowiednio: 16 zł, 12 zł oraz 10 zł. Swoich planów nie zamierza zmieniać Zakład Komunikacji Miejskiej w Gdyni, którego tramwaje pływają z Gdyni na Półwysep Helski. - Już wiemy, że w tym roku osiągnęliśmy założoną frekwencję. Rejsy we wrześniu będą realizowane według założenia, czyli tylko w weekendy - mówi Marcin Gromadzki, rzecznik ZKM Gdynia. Z Gdyni popłyniemy trzy razy w ciągu dnia do Jastarni (linia 530) oraz cztery razy do Helu (linia 820). We wrześniu rejsy odbędą się tylko w dwa pierwsze weekendy (6-7 oraz 13-14). Bilet normalny: 10 zł.

MW: Zasłużony pilot Marynarki Wojennej Gdynia 2008-08-29 11:01

W czwartek, 28 sierpnia, podczas obchodów święta lotnictwa w Warszawie, kmdr ppor. pil. Roman Okoniewski odebrał z rąk Ministra Obrony Narodowej Bogdana Klicha tytuł „Zasłużony pilot wojskowy”. Komandor Okoniewski jest wieloletnim pilotem śmigłowców ratowniczych. Od prawie dwóch lat jest zastępcą dowódcy 29. Darłowskiej Eskadry Lotniczej.

Kmdr ppor. pil. Roman Okoniewski po ukończeniu Wyższej Oficerskiej Szkoły Lotniczej w Dęblinie w 1980 roku trafił do 28. Eskadry Ratowniczej MW w Darłowie. Swoją służbę w lotnictwie morskim rozpoczynał pełniąc obowiązki na stanowisku pilota i starszego pilota. W 1986 roku został dowódcą klucza śmigłowców Mi-14PS, rok później objął obowiązki zastępcy dowódcy eskadry w ówczesnym 16. Pułku Lotnictwa Specjalnego. W 1995 roku został wyznaczony na stanowisko dowódcy eskadry nowo sformowanego 2. Dywizjonu Lotniczego. W 1998 roku ukończył studia na Politechnice Koszalińskiej. W 2004 roku objął obowiązki dowódcy Grupy Poszukiwawczo – Ratowniczej, a 1 listopada 2006 roku - zastępcy dowódcy 29. Darłowskiej Eskadry Lotniczej.

Przygodę z lataniem zaczynał 30 lat temu, za sterami śmigłowca SM-1, później latał na śmigłowcach Mi-2 i Mi-14 w wersji zwalczania okrętów podwodnych i ratowniczej. W powietrzu spędził ponad 2200 godzin, w tym 1800 za sterami „czternastek”. Uczestniczył w wielu akcjach ratowniczych na Bałtyku. Kmdr Okoniewski jest kontynuatorem rodzinnych tradycji lotniczych, jego ojciec Stanisław Okoniewski latał między innymi na samolotach Mig-19 w podsłupskim Redzikowie.

MW: 69. rocznica wybuchu II wojny światowej Gdynia 2008-08-29 11:19

W poniedziałek, 1 września, na Wybrzeżu odbędą się uroczystości upamiętniające rocznicę wybuchu II wojny światowej. W miejscach pamięci narodowej marynarze wystawią posterunki honorowe, a delegacje Marynarki Wojennej złożą kwiaty i oddadzą hołd bohaterom walk. Główne uroczystości, w asyście honorowej Kompanii i Orkiestry Reprezentacyjnej Marynarki Wojennej, odbędą się na Westerplatte. Uroczystość rozpocznie się o godzinie 04:45, przy dźwięku syren portowych, po czym Orkiestra Reprezentacyjna MW odegra hymn państwowy. Przy Pomniku Obrońców Wybrzeża marynarze, funkcjonariusze Straży Granicznej oraz harcerze wystawią posterunki honorowe. W hołdzie pamięci Obrońców Wybrzeża odczytany zostanie apel poległych. Marynarze z Kompanii Reprezentacyjnej MW oddadzą salwę honorową. Następnie odbędzie się ceremonia złożenia kwiatów pod pomnikiem. Uroczystość zakończy odegranie „Hymnu do Bałtyku” przez Orkiestrę Reprezentacyjną Marynarki Wojennej. Marynarka Wojenna wystawi także asystę honorową podczas uroczystości w miejscach pamięci w Gdyni, Sopocie, Rumi, Słupsku, Ustce i Świnoujściu.

Gdańsk

* 04:45 – 05:50 – Westerplatte – ceremonia złożenia wieńców przy Pomniku Obrońców Wybrzeża. Podczas uroczystości odczytany zostanie Apel Poległych, a Kompania Honorowa Marynarki Wojennej odda salwę honorową;

* 09:50 – 11:50 – Plac Obrońców Poczty Polskiej – ceremonia złożenia wieńców i wiązanek kwiatów pod Pomnikiem Obrońców Poczty Polskiej połączona z mszą świętą w Kościele Św. Katarzyny;

Gdynia

* 12:00 – 12:30 – skwer Kościuszki - ceremonia złożenia kwiatów na Płycie Marynarza Polskiego, pod Pomnikiem Żołnierzy Armii Krajowej i Pomnikiem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Odczytany zostanie apel poległych, a Kompania Reprezentacyjna Marynarki Wojennej wykona salwę honorową;

* 13:00 – 13:15 – Cmentarz Wojenny w Gdyni Redłowie – ceremonia złożenia wiązanek kwiatów pod Pomnikiem Głównym Cmentarza Wojennego połączona z modlitwą ekumeniczna;

Sopot

* 10:00 – 10:15 – ul. Kościuszki – ceremonia złożenia kwiatów połączona z modlitwą pod Pomnikiem Martyrologii Mieszkańców Sopotu;

Rumia

* 17:00 – 17:15 – uroczystość złożenia kwiatów na Cmentarzu Wojennym w Łężycach;

* 17:45 – 18:00 – złożenie kwiatów przy kwaterze Żołnierzy Września 1939 r. na cmentarzu parafialnym w Rumi (ul. Świętopełka).

Głos Koszaliński: Mielno > Martwy morświn na plaży 28 sierpnia 2008 - 20:55

Stacja Morska Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego w Helu zbiera wszystkie raporty o zaobserwowanych, znalezionych i złowionych morświnach, telefony dyżurne (czynne 24h): (058) 675-08-36 lub 0601-88-99-40. Naukowcy z Morskiej Stacji Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego w Helu zbadają przyczyny śmierci morświna, którego morze wyrzuciło na plażę w Mielnie. Ten niezwykle rzadki w Bałtyku okaz ssaka znaleźli w weekend spacerujący wczasowicze. Zwierzę było już martwe. - Ciało samca zostanie poddane dokładnym badaniom. Ustalimy przyczynę śmierci. Jednak w tej chwili nie możemy stawiać żadnych hipotez - powiedział nam profesor Krzysztof Skórka, kierownik Stacji Morskiej. Badania potrwają przynajmniej miesiąc. Morświn to jeden z nielicznych ssaków żyjących w naszym morzu. W Bałtyku występuje u wybrzeży Danii, Niemiec, płd. Szwecji oraz Polski. W Polsce morświny najczęściej odnotowywane są w rejonie Zatoki Gdańskiej i Puckiej. W całym Bałtyku nie ma ich obecnie więcej niż 1.000 sztuk. Za to w Morzu Północnym jest ich około 300 tysięcy. - By nie wyginęły, rocznie nie powinno zginąć w Bałtyku więcej niż dwa morświny - ostrzega profesor Skórka. gk24.pl

2008-08-30 Sobota

Gazeta Wyborcza: Nie ma nowych chętnych na stocznie syl, pap 2008-08-29, ostatnia aktualizacja 2008-08-29 20:31

- Do resortu skarbu nie wpłynęły nowe oferty na zakup stoczni Gdynia i Szczecin - mówi wiceminister skarbu Zdzisław Gawlik. Resort kontynuuje negocjacje z ukraińską firmą ISD Polska na temat planów restrukturyzacji dla stoczni Gdynia i Gdańsk oraz z konsorcjum z Pomorza Mostostal Chojnice, które chce kupić stocznię Szczecin.

MI: A2 do granicy z Niemcami gotowa w 2011 roku 30.08.200808:10 Justyna

Podpisaniem umowy na budowę i eksploatację autostrady A2 na odcinku Nowy Tomyśl - Świecko zakończyły się 30 sierpnia 2008 r. negocjacje pomiędzy stroną publiczną oraz spółką Autostrada Wielkopolska. Budowa ostatniego, zachodniego odcinka autostrady A2 rozpocznie się w marcu 2009 roku, a zakończy pod koniec 2011 roku.

Ze strony publicznej umowę podpisał Minister Infrastruktury Cezary Grabarczyk i Lech Witecki Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad, stronę prywatną reprezentował Prezes Zarządu spółki Autostrada Wielkopolska S.A. Andrzej Patalas oraz Wiceprezes Zarządu Andrzej Lewandowicz. W akcie podpisania umowy udział wzięli: Wiceminister Infrastruktury Zbigniew Rapciak, Zastępca Generalnego Dyrektora Magdalena Jaworska.

Do końca 2011 roku wybudowany zostanie kolejny odcinek autostrady, która jest jedną z priorytetowych inwestycji drogowych w związku z organizacją mistrzostw Euro 2012. Dzięki budowie odcinka A2 z Nowego Tomyśla do granicy z Niemcami Polska włączy się w europejską sieć autostrad. W trakcie negocjacji udało się wypracować rozwiązania, które zabezpieczają interesy strony publicznej oraz zapewniają możliwość szybkiej realizacji inwestycji stronie prywatnej. Podpisana dziś umowa potwierdza, że Partnerstwo Publiczno-Prywatne jest istotnym systemem finansowania budowy infrastruktury w Polsce. To również kolejny projekt autostradowy rozpoczęty w ostatnim czasie. 25 sierpnia 2008 r. w Nowych Marzach koło Grudziądza ruszyła budowa 62 km odcinka autostrady A1, która również realizowana jest w systemie Partnerstwa Publiczno-Prywatnego.

Podstawowe informacje nt. odcinka A2 Nowe Tomyśl - Świecko : odcinek autostrady A2 z Nowego Tomyśla do Świecka: 105,9 km; 1 km autostrady wyceniono na 12,2 mln euro; Koszt całego przedsięwzięcia to 1 298 127 600 euro.

Prace przy budowie autostradyruszą w marcu 2009 roku, planowo zakończą się w IV kwartale 2011 roku.

Projekt obejmuje między innymi:

- budowę nowego odcinka dwujezdniowej autostrady płatnej,

- modernizację istniejącej drogi nr 2 na odcinku Świecko – Rzepin,

- budowę 6 nowych węzłów i przebudowę 3 istniejących,

- budowę zamkniętego systemu poboru opłat,

- budowę 10 Miejsc Obsługi Podróżnych (MOP),

- budowę dwóch Obwodów Utrzymania Autostrady,

- budowę oraz remont 86 mostów i wiaduktów,

- przebudowę dojazdów i dróg krzyżujących się z autostradą,

- budowę urządzeń ochrony środowiska takich jak: ekrany, oczyszczalnie ścieków, pasy zieleni, przepusty dla małych zwierząt i płazów.

Odcinek autostrady A2 z Nowego Tomyśla do Świecka będzie najdłuższym odcinkiem autostradowym w Polsce posiadającym betonową nawierzchnię. Nawierzchnia taka charakteryzuje się zdecydowanie większą trwałością, według szacunków będzie mogła być użytkowana bez dodatkowego wzmocnienia przez około 40 lat po wybudowaniu. Cała autostrada A2, łącząca przejścia graniczne w Świecku i Kukurykach, ma liczyć 610 km. Obecnie istnieje 252-kilometrowy odcinek Nowy Tomyśl - Stryków. W grudniu 2008 roku planowane jest oddanie do ruchu odcinka Stryków I - Stryków II o długości 1,7 km, który pozwoli wyprowadzić ruch tranzytowy poza obszar miasta.

Obecnie trwają również negocjacje na budowę ponad 90-kilometrowego odcinka autostrady A2 na odcinku Stryków - Konotopa (Warszawa). Wykonawca tego odcinka zostanie wyłoniony w IV kwartale 2008 roku. Budowa ruszy w 2009 roku, a zakończy się w roku 2011. Do końca 2011 roku Polska centralna będzie posiadała autostradowe połączenie z europejskim systemem autostrad.

W 2010 roku w ciągu autostrady A2 Warszawa – Terespol zostanie wybudowany 20-kilometrowy odcinek obwodnicy Mińska Mazowieckiego. Na przełomie III i IV kwartału 2008 r. planowane jest uzyskanie pozwolenia na budowę obwodnicy oraz ogłoszenie procedury przetargowej na roboty budowlane. Budowa kolejnego odcinka autostrady w kierunku wschodnim planowana jest po 2012 roku.

Gazeta Wyborcza: Podpisano umowę na budowę autostrady A2 Nowy Tomyśl-Świecko

PAP 2008-08-30, ostatnia aktualizacja 2008-08-30 04:30

Minister infrastruktury Cezary Grabarczyk i przedstawiciele spółki Autostrada Wielkopolska podpisali w sobotę umowę na budowę i eksploatację autostrady A2 na odcinku Nowy Tomyśl-Świecko - poinformował PAP rzecznik resortu infrastruktury Mikołaj Karpiński. Budowa ostatniego, zachodniego odcinka autostrady A2, prowadzącego aż do granicy z Niemcami, rozpocznie się w marcu 2009 r.; i zakończy - według planu - w IV kwartale 2011 r. Odcinek autostrady z Nowego Tomyśla do Świecka ma długość ponad 105 km. Jeden kilometr autostrady został wyceniony na 12,2 mln euro.

Projekt budowy obejmuje wykonanie m.in. nowego odcinka dwujezdniowej autostrady płatnej, modernizację istniejącej drogi nr 2 na odcinku Świecko-Rzeplin, przebudowę dojazdów i dróg krzyżujących się z autostradą oraz budowę infrastruktury związanej z użytkowaniem autostrady. Z komunikatu resortu infrastruktury wynika, że cała autostrada A2 łącząca przejścia graniczne w Świecku i Kukurykach będzie liczyć 610 km. Na razie jest jej 252-kilometrowy odcinek Nowy Tomyśl- Stryków.

TVN24.pl: Autostradą do Niemiec pomkniemy w 2011 roku 04:18, 30.08.2008 /tvn24.pl

ZA 1 KM AUTOSTRADY ZAPŁACIMY 12,2 MLN EURO. Autostradą do Niemiec pomkniemy w 2011 roku. Urzędnicy zapewniają, że A2 do granicy z Niemcami będzie gotowa w 2011 roku.

A2 do granicy z Niemcami będzie gotowa w 2011 roku - zapewniają urzędnicy. W sobotę nad ranem została podpisana stosowna umowa. Według niej, autostrada A2 z Nowego Tomyśla do Świecka ma być gotowa do końca 2011 roku i mierzyć będzie prawie 106 kilometrów.

Podpisaniem umowy na budowę i eksploatację autostrady A2 na odcinku Nowy Tomyśl - Świecko zakończyły się 30 sierpnia 2008 r. negocjacje pomiędzy stroną publiczną oraz spółką Autostrada Wielkopolska. Budowa ostatniego, zachodniego odcinka autostrady A2 rozpocznie się w marcu 2009 roku, a zakończy pod koniec 2011 roku. Umowa nie przewiduje podziału prac na poszczególne odcinki, więc nie ma co liczyć, że wcześniej zostanie oddany do użytku jakiś fragment drogi.

Urzędnicy: To priorytet na Euro

Budowa tego odcinka autostrady - według zapewnień urzędników - jest jedną z priorytetowych inwestycji drogowych w związku z organizacją mistrzostw Euro 2012. Odcinek autostrady A2 z Nowego Tomyśla do Świecka będzie liczył 105,9 km. Budowę 1 km autostrady wyceniono na 12,2 mln euro, a koszt całego przedsięwzięcia to 1 mld 298 mln 127 tys. 600 euro.

Ma być najlepszy

Odcinek autostrady A2 z Nowego Tomyśla do Świecka ma być najdłuższym odcinkiem autostradowym w Polsce posiadającym betonową nawierzchnię. Nawierzchnia taka charakteryzuje się zdecydowanie większą trwałością, według szacunków będzie mogła być użytkowana bez dodatkowego wzmocnienia przez około 40 lat po wybudowaniu.

Pomyśleli też o płazach i małych zwierzątkach

Projekt obejmuje między innymi: budowę nowego odcinka dwujezdniowej autostrady płatnej, modernizację istniejącej drogi nr 2 na odcinku Świecko – Rzepin, budowę oraz remont 86 mostów i wiaduktów oraz budowę urządzeń ochrony środowiska takich jak: ekrany, oczyszczalnie ścieków, pasy zieleni, przepusty dla małych zwierząt i płazów. tk ram

Głos Koszaliński: KOŁOBRZEG Co robić, gdy spotkamy fokę odpoczywającą na piasku? 30 sierpnia 2008 - 0:01

Spotkałeś fokę? Jesteś szczęściarzem! Pamiętaj jednak, że na plaży lub w morzu foka jest u siebie. To ubiegłoroczne zdjęcie foki szarej na plaży w Kołobrzegu pokazaliśmy wczoraj Iwonie Kuklik ze Stacji Morskiej na Helu: - Ci ludzie stoją zbyt blisko foki. Odcinają jej drogę ucieczki do wody - skomentowała. (Fot. Karol Skiba) Widzisz fokę? Dzwoń do Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego na Helu: (0 58) 675-08-36 lub 0 601 88-99-40.

- To my jesteśmy gośćmi w jej środowisku. Mamy obowiązek to uszanować - mówi prof. Krzysztof Skóra, kierownik Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego na Helu. Ta sytuacja miała miejsce w tym tygodniu w Sianożętach. Najpierw pośród fal pojawił się ciemny łepek zwierzęcia. Gdy foka podciągając się na płetwach wyczołgała się na piasek, plażowicze rzucili się do oglądania zwierzęcia. Foka miała wyraźnie skaleczoną płetwę. Widząc zamieszanie przy zwierzęciu, do akcji przystąpili strzegący bezpieczeństwa kąpiących ratownicy WOPR.- Widać było, że jest zmęczona - opowiada Piotr Fołtyn, starszy ratownik. - Osłoniliśmy więc fokę parawanem, żeby sobie spokojnie odpoczęła. Informacja niespodziewanej wizycie w Sianożętach dotarła też do naszej redakcji, ale w formie skargi, bo jak powiedział nam nasz Czytelnik, Roman Tarnowski z Tarnobrzegu, "ludzie z fokarium odmówili przyjazdu”. - Nasi pracownicy rzeczywiście odebrali tego dnia kilka informacji o foce w Sianożętach - potwierdził nam wczoraj Krzysztof Skóra ze Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego na Helu. - Ta sama foka szara pojawiła się też w Unieściu. Dostaliśmy również bardzo cenne dla nas zdjęcia. Skaleczenie nie wyglądało na nich groźnie. Te zwierzęta ulegają czasem pewnym kontuzjom. Nie każde jednak wymaga naszej interwencji. Jak wyjaśnia Krzysztof Skóra, jeśli foka może się poruszać o własnych siłach, nie wygląda na krańcowo wyczerpaną, podnosi łeb, rozgląda się, należy dać jej spokojnie zebrać siły. - Dziękujemy jednak za wszystkie informacje, bo w przypadku fok nie ma mowy o nadgorliwości w niesieniu im pomocy. Faktycznie w tym przypadku pomoc nie była potrzebna, bo jak powiedział nam Piotr Fołtyn, foka w Sianożętach poleżała sobie i w końcu odpłynęła. Od prof. Skóry dowiedzieliśmy się za to, że plażowy gość nie był wychowankiem helskiego fokarium. Na internetowej stronie www.fokarium.com można znaleźć dokładny instruktaż postępowania, gdy zobaczymy na fokę. Wielkimi literami zapisano tu następujące apele: "Nie zbliżaj się do foki! Pozwól foce wyjść na ląd! Nie próbuj nigdy dotykać lub łapać foki! Nie pozwól szczekać na nią twojemu psu. Zawiadom Stację Morską UG na Helu”. Iwona Marciniak

sobota, 23 sierpnia 2008

MKP2008-T34-PolishMaritimeDiary.pl

Tydzień 34

2008-08-18 Poniedziałek

Portal Morski: Promy nie zmieszczą się na nabrzeżach Opublikowano: 18 sierpnia, 2008

Zarząd Unity Line naciska, żeby przyspieszyć budowę i modernizację dwóch nabrzeży na terminalu promowym w Świnoujściu. Polska Żegluga Morska zamówiła w Stoczni Szczecińskiej Nowa dwa promy samochodowo - pasażerskie. Budowa statków ma się rozpocząć za pół roku. Tymczasem zamówione promy są tak długie, że nie będą mogły cumować przy istniejących nabrzeżach terminalu. Według planów w Świnoujściu trzeba wybudować od podstaw nabrzeże numer jeden tak, aby mógł cumować statek o długości 207 metrów i przedłużyć nabrzeże numer 6. Zbigniew Janeczko, prezes Unity Line jest zaniepokojony, że jeszcze nie ruszyły prace przy budowie któregokolwiek z nabrzeży. Cięcie blach na prom Piast ma rozpocząć się w styczniu 2009 roku, a na Patrię rok później. Silniki do statków są już zamówione. Nabrzeże nr 6 miało zostać zmodernizowane według wcześniejszych planów jeszcze w tym roku. Prom Wolin, który ma 188 metrów długości cumuje przy nabrzeżach terminalu, choć część jego kadłuba wystaje poza nabrzeże. We wrześniu wchodzi na linię nowy prom Unity Line Skania. Na szczęście statek ten ma 173 metry długości i zmieści się przy istniejących nabrzeżach terminalu. Źródło: www.radio.szczecin.pl, www.i-swinoujscie.pl

Kurier Szczeciński: Pierwsze gazowce w 2013 roku 2008-08-17 21:12:17

Wariant optymistyczny zakłada, że planowana data oddania terminalu LNG w Świnoujściu do użytku to przełom 2012 i 2013 roku. Realny wariant przewiduje jednak, że stanie się to rok później. Kilka dni temu Radosław Dudziński, wiceprezes zarządu PGNiG SA ds. strategii zapowiedział, że pod koniec 2013 roku ma odbyć się rozruch techniczny terminalu i mają wpłynąć do niego pierwsze tankowce. W 2014 roku terminal będzie już w pełni eksploatowany. Obecnie Polskie LNG czeka na zgody środowiskowe. W ostatnim czasie odbywały się badania geologiczne pod budowę portu zewnętrznego (na morzu) oraz budowę terminalu gazu skraplanego LNG (na lądzie). Wyniki badań lądowych mają pomóc wybrać materiały do budowy terminalu i rodzaj fundamentów. Badania na morzu mają pomóc w ekonomiczniejszym zaprojektowaniu falochronu osłonowego (pieczę nad tą inwestycją sprawuje Urząd Morski). Platforma wiertnicza dokonywała odwiertów przy falochronie, a obecnie stoi przy nabrzeżu.

Jak już wcześniej informowaliśmy, nie ma jeszcze pozwolenia na budowę terminalu. Polskie LNG, spółka należąca do Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, czeka na zgody środowiskowe z Urzędu Wojewódzkiego.

- Kilka tygodni temu został złożony wniosek o wydanie decyzji uwarunkowań środowiskowych w związku z terminalem LNG. Obecnie trwają uzgodnienia merytoryczne - mówi Joanna Zakrzewska, rzecznik prasowy PGNiG SA.

Budowa terminalu LNG powinna zająć kilkanaście miesięcy, natomiast okres przygotowania inwestycji, pozyskania pozwoleń, konsultacji z poszczególnymi organami administracji rządowej, które muszą wydać swoje opinie, jest okresem z reguły najdłuższym.

Pierwotnie zakładano, że Terminal LNG zacznie funkcjonować w 2011 roku. Ta data nie funkcjonuje już od pewnego czasu. Decyzja o lokalizacji zapadła w grudniu 2006 roku i zakładano, że wszelkie procedury i później budowę terminalu uda się zakończyć w ciągu pięciu lat. Wszystko się jednak wydłużyło. Prawie rok pochłonęły procedury przetargowe związane z wyłonieniem firmy, która wykona projekt techniczny. Obecnie Polskie LNG czeka na pozwolenia środowiskowe, które mają zostać wydane przez administrację terenową. Bartosz TURLEJSKI

Kurier Szczeciński: Szwecja: Polak w areszcie po zatrzymaniu statku 2008-08-18 14:01:37

Polski mechanik norweskiego statku został aresztowany po tym, gdy w niedzielę po pijanemu wyłączył silnik swej jednostki i spowodował jej niebezpieczne dryfowanie po ruchliwym akwenie szwedzkiego jeziora Melar - poinformował w poniedziałek szwedzki dziennik „Dagens Nyheter”. Po przewiezieniu 52-letniego Polaka na posterunek policji w mieście Soedertaelje okazało się, że ma on we krwi 1,6 promila alkoholu. Płynący z Bałtyku do Vaesteras nad jeziorem Melar 90-metrowy norweski frachtowiec „Ability” z mieszaną polsko-rosyjską załogą zatrzymał się o godzinie 17.40 w odległości pięciu mil morskich od Soedertaelje, blokując ruch innych korzystających z tej trasy statków. Aresztowany Polak będzie odpowiadał za spowodowanie poważnego zagrożenia w żegludze. „Ability” odholowano do portu w Soedertaelje, skąd mógł kontynuować rejs do Vaasteras. Jak ustalono, mechanik unieruchomił statek, wyłączając główny bezpiecznik instalacji elektrycznej. (PAP)

Kurier Szczeciński: Stoczniowcy znowu na ulicy 2008-08-17 21:12:17

Jutro ulicami Szczecina ma przejść kolejna stoczniowa demonstracja. Jej uczestnicy chcą odwiedzić najważniejsze w mieście urzędy: Miasta, Marszałkowski i Wojewódzki. Ostateczna decyzja dotycząca manifestacji ma zostać podjęta na dzisiejszym spotkaniu Komitetu Protestacyjnego. Nie została przyjęta w czwartek, bo w spotkaniu nie uczestniczyli przedstawiciele wszystkich związków zawodowych wchodzących w skład komitetu. Zgodnie z planem, przemarsz ma się rozpocząć we wtorek o godz. 12 spod bramy stoczni. Manifestanci chcą zatrzymywać się pod najważniejszymi w mieście urzędami.

- Liczymy, że wojewoda do nas wyjdzie i będziemy mogli przekazać petycję. Myślę, że tak jak ostatnio cała demonstracja będzie trwać jakieś 2-2,5 godziny – ocenia Zbigniew Żmijewski, przewodniczący Związku Zawodowego Stoczniowiec.

Związkowcy twierdzą, że nie wycofają się z protestu, pomimo że minister skarbu ostrzegał ich w ostatnią środę w Warszawie, że może ona zostać źle odebrana przez inwestora zainteresowanego zakupem stoczni.

- Jesteśmy przyzwyczajeni, że się nas tym straszy – mówi Mieczysław Jurek, przewodniczący Zarządy Regionu NSZZ “Solidarność” Pomorza Zachodniego. - Za rządów PiS-u straszyli nas, że banki się wycofają. Istotna dla nas tu jest zmiana postawy ministra skarbu. Zadeklarował on, że przyjedzie na początku września i przedstawi stronie społecznej program restrukturyzacji stoczni przed przesłaniem go do Komisji Europejskiej. To byłby duży postęp.

(mak)

oficynamorska.pl: Oksywie na remoncie

Od 16 sierpnia br przy nabrzeżu Stoczni Gdynia SA przebywa na remoncie masowiec należący do Polskiej Żeglugi Morskiej ze Szczecina m/v Oksywie. Wykonawcą remontu jest Gdańska Stocznia REMONTOWA SA. Statek typu B545/2, o nośności 33580 DWT został zbudowany w Stoczni Szczecińskiej i przekazany armatorowi 18 października 1987 roku, uzyskując imię ówczesnego "ulubieńca ludu" Władysława Gomułki. Dzisiaj, reprezentując banderę liberyjską, znajduje zatrudnienie pod bardziej patriotyczną nazwą m/v Oksywie. Pierwszą jednostką typu B545, oddaną armatorowi 21 lipca 1987 roku była pływająca do dzisiaj pod niezmienioną nazwą Armia Ludowa (klknij - schemat ). (cespi)

oficynamorska.pl: Racha Bhum w próby morskie

19 sierpnia br., 0 godz. 17.00 w próby morskie ze Stoczni Gdynia SA wyszedł „RACHA BHUM” - dwudziesty pierwszy kontenerowiec z serii 8184 o nośności 39 000 DWT i zdolności przewozowej 2700 TEU (ekwiwalentnych kontenerów 20-stopowych). Jest on budowany dla armatora z Wyspy Man ,,Polaris Shipmanagement Company Limited’’. Planowane przekazanie statku armatorowi ma odbyć się 28 sierpnia (cs).

Dziennik Bałtycki: Stoczniowcy idą na ulice

Stoczniowcy są zdeterminowani i za wszelką cenę bronić będą swoich zakładów.Stoczniowcy ze Szczecina i Gdyni wyjdą jutro na ulice tego pierwszego miasta. Twierdzą, że rząd jest zbyt ospały w sprawie prywatyzacji i restrukturyzacji ich zakładów, a na przedstawienie Komisji Europejskiej planów restrukturyzacji stoczni zostały już tylko trzy tygodnie. - Idziemy w obronie miejsc pracy - mówi Krzysztof Fidura, wiceprzewodniczący "Solidarności" w szczecińskiej stoczni. - Jedyny ratunek dla stoczni to szybka prywatyzacja. Na ostatnim spotkaniu z ministrem skarbu Aleksandrem Gradem nie usłyszeliśmy jednak żadnych konkretów. Dowiedzieliśmy się, że resort negocjuje z inwestorami programy restrukturyzacji. Komisja Europejska dała polskiej stronie czas do 12 września na przedstawienie i wynegocjowanie wiarygodnych planów restrukturyzacji stoczni. Ma z nich wynikać, że będą one rentowne i obejdą się bez finansowego wsparcia państwa przez 10 lat. Jeśli KE uzna, że plany są niewiarygodne - nakaże stoczniom zwrot pomocy publicznej udzielonej przez państwo po 1 maja 2004 r., szacowanej na ponad 7 mld zł, co oznaczałoby upadek zakładów. Minister skarbu Aleksander Grad przekonuje, że rząd zrobi to w terminie. Negocjacje z ISD Polska, który chce kupić Stocznię Gdynia oraz z Mostostalem Chojnice, który razem z norweskim Ulsteinem chce przejąć Stocznię Szczecińską Novą, mają zakończyć się "na dniach". Programy restrukturyzacyjne inwestorów zostały poprawione po tym, jak kilka tygodni temu zostały uznane za zbyt optymistyczne przez ekspertów z kancelarii prawnych w Brukseli, którzy opiniowali je na zlecenie ministerstwa. Eksperci zastrzeżenia mieli zwłaszcza do wyliczeń przedstawionych przez ISD Polska. Uzgodnione programy restrukturyzacji jeszcze w tym miesiącu mają trafić na biurka urzędników z Brukseli. Równocześnie także poznają je stoczniowcy. - Od wielu miesięcy mówimy, że chcielibyśmy zostać włączeni do rozmów rządu z inwestorami - powiedział Dariusz Adamski, przewodniczący "Solidarności" w Stoczni Gdynia. - Jednak dopiero po zamknięciu negocjacji będziemy mieli dostęp do zaproponowanych przez inwestorów planów dotyczących przyszłości stoczni. Wtedy je ocenimy i zweryfikujemy, czy dają gwarancje kontynuowania produkcji statków. Stoczniowcy chcą od Skarbu Państwa zabezpieczeń, że przez co najmniej kilka lat nowi właściciele nie będą wyprzedawać stoczniowego majątku, a od inwestorów gwarancji zatrudnienia. - O pakiecie socjalnym będziemy mogli rozmawiać, kiedy zapoznamy się z planami inwestorów - powiedział Fidura. - Z informacji, jakie do nas docierają, wynika, że planowane jest zwiększenie zatrudnienia w stoczni. ISD Polska i Mostostal Chojnice nie zdradzają na razie szczegółów swoich ofert. Wiadomo jedynie, że ten pierwszy koncern planuje połączenie stoczni w Gdyni i Gdańsku. Deklaruje minimalny wkład własny w wysokości 320 mln euro. Może on zostać podwyższony do ponad 600 mln euro. Od Skarbu Państwa oczekuje jednak 1,35 mld zł pomocy publicznej na spłatę publicznoprawnych zobowiązań stoczni. - W zasadzie porozumieliśmy się z resortem - powiedział Jacek Łęski, rzecznik prasowy ISD Polska. - Dopracowania wymaga jeszcze kwestia pomocy publicznej. Jeśli okaże się, że stocznia w kolejnych latach będzie osiągać wyższą rentowność od przewidzianej w planie restrukturyzacji, będziemy w stanie zwrócić część pomocy publicznej. Mostostal Chojnice i norweski Ulstein na przejęcie firmy i inwestycje chcą przeznaczyć 180 mln euro, od państwa chcą 232 mln zł pomocy publicznej na spłatę długów stoczni. Komisja Europejska domaga się, aby po sprzedaży obu stoczni ograniczone zostały ich moce produkcyjne. ISD Polska nie wyklucza, że produkcja zostanie skoncentrowana w Stoczni Gdynia. Statki miałyby być produkowane w dwóch suchych dokach. W Gdańsku po zamknięciu trzech pochylni wytwarzane byłyby segmenty, transportowane następnie do Gdyni. W szczecińskiej stoczni natomiast zamknięta miałaby zostać jedna z trzech pochylni. Zakłady w Gdyni i Szczecinie specjalizują się w budowie zaawansowanych technologicznie kontenerowców, samochodowców i chemikaliowców. Jest to ich atut w konkurencji ze stoczniami w Chinach i Korei Południowej. - Prywatyzacja jest konieczna, ale musi być poparta know-how, a tę posiadają wyłącznie inwestorzy branżowi. Koncern ISD nie ma natomiast doświadczenia w branży stoczniowej, dlatego mam wątpliwości, czy jest najlepszy - uważa dr Krystyna Bobińska, ekspert z Instytutu Sobieskiego. Zakłady będą wymagały także sporych nakładów inwestycyjnych. - Tylko po spełnieniu tego warunku mogą być rentowne i wykorzystać dobrą koniunkturę, która panuje w branży stoczniowej na świecie - ocenia prof. Henryk Ćwikliński, ekonomista z Uniwersytetu Gdańskiego. Jacek Klein - POLSKA Dziennik Bałtycki

Portal Morski: Nowa jednostka na Bałtyku Opublikowano: 18 sierpnia, 2008

Globtroter” wyznacza standard

Kilkanaście dni temu z kołobrzeskiej Stoczni “Parsęta” na wody Bałtyku wypłynął nowy jacht motorowy o bardzo dobrych właściwościach morskich. Budowę prototypowego katamaranu, która zajęła blisko 4 lata konsultowano m.in. z Politechniką Gdańską. Uzyskane parametry mają szansę stać się przełomem w konstrukcji jachtów motorowych. -”Globtroter” powstał na bazie doświadczeń w branży usług związanych z wędkarstwem morskim. Został przygotowany na podstawie oczekiwań i sugestii wędkarzy oraz tych, którzy marzą o niecodziennej morskiej przygodzie – mówi Sebastian Krupa, armator z Międzyzdrojów, którego jednostka, jako pierwsza w Polsce uzyskała Deklarację Zgodności CE wydaną przez Polski Rejestr Statków. Potwierdza to, że jacht spełnia wszystkie wymagania i dyrektywy wydane przez Parlament Europejski, odnoszące się do rekreacyjnych jednostek pływających.

Historia powstania nowoczesnego jachtu motorowego “Globtroter” sięga roku 2003, czyli chwili, gdy armator z Międzyzdrojów rozpoczął działalność w branży turystyki morskiej. - Oferowane wtedy przez nas rejsy wędkarskie na na kutrze rybackim KOŁ-7, zyskiwały coraz większe uznanie wśród licznie odwiedzających nas klientów indywidualnych i grup zorganizowanych – opowiada Sebastian Krupa, dziś właściciel katamaranu motorowego, który wzbudza uznanie zarówno wędkarzy i turystów, jak i konstruktorów. - Jako prężnie rozwijającej się firmie, zależało nam na ciągłym podnoszeniu poziomu świadczonych usług i swoich kwalifikacji. Nasza konsekwencja zadecydowała o tym, że w roku 2004 podjęliśmy precedensowe wyzwanie – dodaje armator, który jako pierwszy w kraju rozpoczął budowę katamaranu motorowego, od podstaw zaprojektowanego według potrzeb i zgodnie z oczekiwaniami wędkarzy oraz morskich globtroterów. Efekt jego starań, stanowi przełom w konstrukcji jachtów motorowych o przeznaczeniu turystyczno-wędkarskim. - Powstała jednostka ma bardzo dobre właściwości morskie. Wszelkie przeprowadzone na niej próby wypadły pomyślnie. Jeśli zatem w procesie użytkowania będzie spisywała się równie dobrze, to można sądzić, że ta prototypowa konstrukcja z dużym powodzeniem może być powielana – zwraca uwagę Zbigniew Kawka inspektor z Polskiego Rejestru Statków w Kołobrzegu. - W trudnej obecnie sytuacji zarówno dla rybołówstwa jak i żeglugi, gdy głównie remontuje się jednostki i buduje niewielkie łodzie, taka inwestycja w jacht turystyczny jest sprawą godną uznania - podkreśla pracownik agencji PRS.

Doskonale sportowy i pasażerski

Wybór konstrukcji dla „Globtrotera” był całkowicie przemyślany. -Jednostka o dwóch równoległych kadłubach połączonych w części nadwodnej odznacza się bardzo dobrymi właściwościami hydrodynamicznymi i morskimi - wyjaśnia Janusz Zych, konstruktor w Stoczni “Parsęta” w Kołobrzegu. - Uzyskuje trzykrotnie mniejszą od jednokadłubowców amplitudę kołysań, brak rezonansu z falą i daje możliwość zwrotu w miejscu – dodaje. Długość całkowita “Globtrotera” wynosi 15m, a szerokość konstrukcyjna 6,7m (max 7,5m). Jednostka napędzana jest dwoma silnikami o mocy 165KM (2x120KW) i osiąga prędkość eksploatacyjną na poziomie 9 węzłów. Dobra stateczność i ponadprzeciętna szybkość sprawiają, że katamaran doskonale sprawdza się zarówno jako jednostka sportowa jak i pasażerska. - Do osiągnięcia takich parametrów konieczne były pewne modyfikacje założonego pierwotnie projektu katamaranu “Globtroter”. Pierwsze próby morskie wskazały, że konieczna jest przebudowa części dziobowej – wyjaśnia Tadeusz Szymański, pracownik naukowy w Katedrze Teorii Projektowania Okrętów Politechniki Gdańskiej z ponad 40-letnim stażem. - Dlatego do kadłuba wbudowaliśmy specjalnie zaprojektowaną, sporych rozmiarów gruszkę, która znacznie poprawiła właściwości morskie jednostki – objaśnia konstruktor, który w zakresie zbudowania stateczników sięgał po opracowania profesora Michalskiego z Instytutu Okrętownictwa. Dzięki takim

rozwiązaniom “Globtroter” ma długość na wodnicy 13,3m i zanurzenie na poziomie 1,5m.

Komfort na pokładzie

Od początku prac nad projektem jednostki, priorytetem było stworzenie jak najlepszych warunków do uprawiania wędkarstwa przy jednoczesnym zapewnieniu komfortu dla pasażerów w czasie podróży. -Dwukadłubowa konstrukcja pozwoliła uzyskać idealnie prosty pokład. W połączeniu z dużą przestrzenią pomiędzy burtą a sterówką osiągnęliśmy swobodną komunikację wokół całej jednostki – podkreśla Sebastian Krupa. Prostopadłe do pokładu burty dają komfortowe i bezpieczne miejsca do wędkowania. W części dziobowej usytuowano specjalny stół z płuczką, służący do oprawiania złowionych ryb. Ich właściwe przechowywanie umożliwia schładzane pomieszczenie magazynowe usytuowane w jednym z pływaków dziobowych. W drugim znajduje się natomiast luk bagażowy.

Wysoki standard podróżowania zapewniają nowocześnie wyposażone mesa, kubryk i dwie łazienki Obszerna mesa z aneksem kuchennym bezpośrednio sąsiaduje z pomieszczeniem sypialnym oraz łazienkami. Wyjątkowa ergonomia zaprojektowanego przez wnętrza zapewnia maksymalny komfort. W kubryku zakwaterować można nawet 12 osób. Sala mieszkalna zaprojektowana jest tak, aby sprzyjając integracji grupy. Uzupełnieniem całości jest niezależny od pokładu głównego, pokład pelengowy, który powstał na nadbudówce jachtu. Usytuowanie go na takiej wysokości sprawia, że stanowi on idealny punkt widokowy.

Bezpieczeństwo to podstawa

Armator Sebastian Krupa podkreśla, że budując „Globtrotera” zależało mu również na uzyskaniu jak najwyższego poziomu bezpieczeństwa dla osób podróżujących. Jednostka wyposażona jest w nowoczesny sprzęt nawigacyjny, ratunkowy oraz wszelkie niezbędne akcesoria potrzebne do prowadzenia bezpiecznej i wygodnej żeglugi. Wszystkie zastosowane rozwiązania posiadają stosowne certyfikaty, potwierdzające ich jakość i bezpieczeństwo. Jacht spełnia rygorystyczne wymagania określone przez Urząd Morski. Zarówno jeśli chodzi o zarządzenia dotyczące żeglugi, jak i o tzw. kartę bezpieczeństwa. -Zastosowanie się do wytycznych z tych dokumentów, nakłada na nas m.in. konieczność przestrzegania granicznych warunków meteorologicznych dla żeglugi. Jednocześnie certyfikat wydany przez Urząd Morski stwierdza, że nasza jednostka została poddana inspekcji i dopuszczona do uprawiania żeglugi na obszarze całego Bałtyku – tłumaczy Sebastian Krupa, który jako pierwszy w Polsce uzyskał Deklarację Zgodności CE dla wydaną przez Polski Rejestr Statków dla jachtu o przeznaczeniu turystyczno-wędkarskim. Deklaracja ta jest pisemnym potwierdzeniem, że „Globtroter” spełnia wszystkie dotyczące go wymagania i dyrektywy wydane przez Parlament Europejski, odnoszące się do rekreacyjnych jednostek pływających. – “Globtroter” w tej dziedzinie niewątpliwie podnosi standard - podkreśla Zbigniew Kawka z Polskiego Rejestru Statków. Zwraca uwagę, że to pierwsza jednostka rekreacyjna zbudowana w Polsce, która uzyskała wszelkie potrzebne certyfikaty do prowadzenia bezpiecznej żeglugi z 3-6 osobową obsadą załogi oraz 12-15 pasażerami na pokładzie. -Na “Globtroterze” stworzyliśmy więc naszym klientom komfortowe warunki, a sobie narzędzie do prowadzenia turystyki morskiej z prawdziwego zdarzenia – dodaje na koniec armator, który już po wypłynięciu ze Stoczni “Parsęta” i zacumowaniu “Globtrotera” w Mrzeżynie, nie narzeka na brak chętnych do udziału w morskich wyprawach.

Gazeta Wyborcza: Rozpoczęły się obchody rocznicy Sierpnia '88

Anna Łukaszuk 2008-08-15, ostatnia aktualizacja 2008-08-15 19:13

- To jedna z najważniejszych kart w historii Szczecina. Musimy pamiętać, bo jeżeli my zapomnimy to i o nas zapomną - mówił Stanisław Horoszko, dyrektor Muzeum Techniki i Komunikacji Zajezdnia Sztuki, otwierając wystawę "Sierpień '88. Szczeciński marsz do wolności"

Czwartkowy wernisaż był jednocześnie inauguracją obchodów dwudziestej rocznicy zrywu robotniczego, który doprowadził do legalizacji Solidarności, a potem do obrad Okrągłego Stołu. - Szczecińskie wydarzenia były kroplą, która przelała kielich - podkreślał Stanisław Horoszko. - Byliśmy pionierami przemian. Nie wolno nam o tym zapomnieć.

Wystawa na pl. Armii Krajowej to dzieło szczecińskiego oddziału IPN, Urzędu Miasta oraz Muzeum Techniki i Komunikacji. Wykorzystano na niej prywatne zbiory Andrzeja Milczanowskiego, Kazimierza Nowotarskiego, Wojciecha Woźniaka, materiały pochodzą też z archiwum Kurii Metropolitarnej Szczecińsko-Kamieńskiej oraz szczecińskiej telewizji. Historie sprzed 20 lat opowiedziano na 16 planszach. Widzimy maszerujących portowców, pielgrzymkę Jana Pawła II, mszę na terenie szczecińskiego portu, posiedzenie komitetu strajkowego.

- Zebranie tego wszystkiego było dużym wyzwaniem. Gromadzenie materiałów rozpoczęliśmy jesieną ubiegłego roku - mówi dr Marcin Stefaniak, dyrektor szczecińskiego IPN.

- Zachowało się niewiele zdjęć - dodaje Grzegorz Czapski, pracownik Instytutu. - Przez dwadzieścia lat sporo się zmieniło, ludzie powyjeżdżali, przeprowadzili się. Do części z nich udało nam się dotrzeć i dlatego wystawa powstała.

Jak to było

17 sierpnia 1988 r. w szczecińskim porcie wybuchł najdłuższy strajk okupacyjny w historii PRL. Do protestu przyłączyły się zajezdnie tramwajowe i autobusowe. Reakcja władz była natychmiastowa - od lądu rozstawiono oddziały ZOMO, od wody - okręty desantowe. Milicja siłą rozbiła strajk zabarykadowanych w zajezdniach szczecińskich tramwajarzy. Po przemówieniu lidera podziemia Andrzeja Milczanowskiego, dwa tysiące portowców podjęło decyzję o czynnej obronie zakładu. Robotnicy uzbroili się i zbudowali barykady ze sztaplarek, które miały zatrzymać transportery opancerzone. Dokerzy mieli spowodować wywrócenie dźwigów na barki, jeśli doszłoby do desantu. Okręty z uzbrojonymi po zęby zomowcami wiele razy, najczęściej nocą, wpływały do kanałów portowych, ale zawracały, widząc na nabrzeżach szpalery portowców. 31 sierpnia strajkujący dostali oświadczenia Lecha Wałęsy informujące o jego spotkaniu z generałem Czesławem Kiszczakiem w sprawie "rozmów okrągłego stołu" i decyzję o przerwaniu strajku w Gdańsku. Strajk szczeciński zakończył się 3 września bez podpisania jakiegokolwiek porozumienia.

- Strajk rozpoczęliśmy, żeby walczyć o siebie i o swoje rodziny - mówił gość wernisażu Edward Radziewicz, przywódca protestu w szczecińskim porcie. - Postulaty polityczne o legalizację związków zawodowych doszły później. Przez myśl nam nie przeszło, że obalimy system. Uważam, że ten strajk był wielkim zwycięstwem. Przewrót był zasługą robotników. To widać na zdjęciach. Wszyscy są w socjalistycznych garniturach, czyli drelichach. Nie ma inteligenckiego blichtru, wielkiego świata.

Jak będzie

Wystawę przed szczecińskim magistratem będzie można oglądać do 3 września. Co jeszcze zaplanowano w ramach obchodów 20. rocznicy Sierpnia '88? 26 sierpnia w szczecińskiej telewizji zobaczymy reportaż "Szczeciński Sierpień '88. Demontaż systemu" (godz. 18.25). 28 sierpnia godz. 20 w Muzeum Techniki i Komunikacji rozpocznie się koncert "Bardowie pokoleń", w którym wystąpią Leszek Wójtowicz, Łona & the Pimps, Paweł Kukiz i Piersi. Na 2 września zaplanowano ogólnopolską konferencję naukową "Zarejestrujcie nam Solidarność" (Hotel Park w Szczecinie). Tego samego dnia marszałek województwa odznaczy osoby, które w sierpniowych wydarzeniach odegrały ważną rolę. Także 2 września, w Bazylice Archikatedralnej, koncert organowy "Tym, którzy mieli odwagę". 3 września odbędzie się m.in. przemarsz portowców ulicami Szczecina, debata historyczna "Sierpień '88 - Okrągły Stół - czy tak miało być?" z udziałem m.in. Zbigniewa Romaszewskiego i Władysława Frasyniuka; wieczorem - widowisko "Światło i dźwięk", czyli odtworzenie ataku okrętów desantowych na port, a następnie "Koncert wśród dźwigów": piosenki Republiki wykonają zespoły: Agressiva 69, Pogodno, Bończyk & Krzywański, Bracia, Kobranocka, Grzegorz Turnau, Maciek Silski. Szczegółowy program obchodów - na www.sierpien88.pl

Portal Morski: HELCOM udostępnia Transit Guide for the Baltic Sea on-line Opublikowano: 18 sierpnia, 2008

Komisja Helsińska (HELCOM) udostępniła wersję on-line swojego “przewodnika” Transit Guide for the Baltic Sea. Jest to narzędzie pozwalające kapitanom statków planowanie tras żeglugi przez Morze Bałtyckie, uwzględniające nie tylko uwarunkowania nawigacyjne, ale także przyrodnicze.

Portal Morski: Dwa kolejne wycieczkowce dla MSC od Akera Opublikowano: 18 sierpnia, 2008

Aker Yards i MSC Cruises podpisały kontrakt przewidujący budowę dwóch kolejnych (piąty i szósty) wycieczkowców z serii zapoczątkowanej przez statek MSC Musica. Podobnie jak wszystkie pozostałe jednostki tej serii, powstaną one we francuskiej stoczni koncernu Aker Yards w Saint-Nazaire. Dostawę statków zaplanowano na luty 2011 i luty 2012.

Portal Morski: Akademik Fyodorov z misją w Arktyce Opublikowano: 18 sierpnia, 2008

Rosyjski statek zaopatrzeniowy i naukowo badawczy Akademik Fyodorov wyruszył z kolejną misją do Arktyki. Dzisiaj spodziewane jest przejście przez cieśninę Wilickiego, a 10 września statek powinien dotrzeć do pozycji w rejonie wyspy Wrangla gdzie ma zostać założona tegoroczna, dryfująca na lodzie, stacja badawcza. Warto podać, że na tegoroczną wyprawę arktyczną Akademik Fyodorov wyruszyły bezpośrednio pod dużym remoncie wykonanym przez Szczecińską Stocznię Remontową „Gryfia”.

Portal Morski: Nord Stream opóźniony Opublikowano: 18 sierpnia, 2008

Oficjalny komunikat spółki Nord Stream AG określa początek prac przy układaniu podmorskiego rurociągu na początek 2010 roku. Początkowo rozpoczęcie prac planowano na 2008, a później na 2009 rok. Pomimo tego nie został zmieniony termin rozpoczęcia tłoczenia gazu – ma to nastąpić w 2011 roku, a rok później ma rozpocząć się budowa drugiej nitki. Rurociąg będzie układała włoska firma Saipem (światowy potentat w tego typu pracach), korzystając z dwóch specjalistycznych statków. Natomiast EUPEC PipeCoatings będzie dostarczała rury, które będą przed ułożeniem otoczone płaszczem betonowy – te prace będą wykonywały zakłady ulokowane wzdłuż całej trasy przebiegu rurociągu.

Portal Morski: "Rozwiązywanie kryzysu w zatrudnienu morskim" Opublikowano: 18 sierpnia, 2008

Indie ogłośiły w Narodowym Dniu Morskim temat przewodni na rok 2008: "Rozwiązywanie kryzysu w zatrudnienu morskim". Podczas czwartych corocznych targów India Shipping Summit (ISS), które będą trwać od 29 września do 1 października, zainicjowane zostanie forum poświęcone powyższemu tematowi.

Portal Morski: Nowoczesna cynkownia ogniowa w Starogardzie Gdańskim Opublikowano: 18 sierpnia, 2008

Wywiad zamieszczony w BIULETYNIE SAMORZĄDOWYM POWIATU STAROGARDZKIEGO

Kiedy została utworzona firma i jaki jest profil działalności? (Krzysztof Powierza – Biuletyn Samorządowy Powiatu Starogardzkiego)

Gillmet jako przedsiębiorstwo produkujące wyroby metalowe istnieje już od 90 lat. Zakład Konstrukcji Stalowych Gillmet produkuje miesięcznie ponad 250 ton różnego rodzaju konstrukcji stalowych i jest to tendencja stale rosnąca (mamy uprawnienia na wykonywanie konstrukcje w I klasie). Niejednokrotnie podejmowaliśmy się trudnych a zarazem spektakularnych zadań. Jedna z ostatnich ciekawych realizacji to wykonanie i montaż konstrukcji na 140 m gdyńskiego „drapacza chmur” Sea Towers. Masa zamontowanych elementów przekroczyła ponad 200t. Cynkownia ogniowa Gillmet działa w ramach Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. CYNKOWNIE OGNIOWE w naszej ofercie pojawiło się stosunkowo niedawno. CYNKOWANIE OGNIOWE w spółce GILLMET to oferta skierowana nie tylko do przedsiębiorstw przemysłowych ze szczególnym uwzględnieniem przedsiębiorstw branży morskiej. Z naszej oferty korzystają także drobni producenci ogrodzeń, bram i innych konstrukcji stalowych. Więcej informacji o cynkowaniu ogniowym i naszej ofercie uzyskacie państwo na naszej witrynie www.ocynk.pl (Andrzej Wojtysiak – Dyrektor Zakładu Powłok Antykorozyjnych GILLMET w Stargardzie Gdańskim)

K.P.: Ile Państwo osób zatrudniacie?

A.W.: Obecnie Gillmet Sp. z o.o. Cynkownia Gillmet zatrudnia około 30 osób. Liczymy, że wraz ze wzrostem zamówień w ciągu roku działalności zatrudnienie osiągnie około 70 osób. (Na dzień dzisiejszy w całej grupie kapitałowej pracuje ponad 100 osób nie licząc oczywiście firm kooperujących zatrudnianych przy realizacji naszych projektów - tak więc liczymy także na wzrost zatrudnienia i pozostałych Spółkach GRUPY GILLMET)

K.P.: Jakie znaczenie dla mieszkańców Powiatu Starogardzkiego ma otwarcie nowej cynkowni?

A.W.: Otwarcie nowoczesnego zakładu przemysłowego ma duże znaczenie dla lokalnej społeczności. Każdy nowy zakład, jeżeli jest to przedsięwzięcie dość znaczące, stwarza przede wszystkim nowe miejsca pracy. I to nie tylko w samym zakładzie. Każdy zakład potrzebuje zaplecza aby dobrze funkcjonować, tak więc jest to również szansa dla małych lokalnych firm usługowych i handlowych. Ponadto należy podkreślić fakt, że cynownia ogniowa to zakład unikatowy w skali nawet naszego województwa (w obrębie pomorskiego funkcjonują jedynie cztery przedsiębiorstwa tej wielkości a w tym tylko dwa tak nowoczesne - oczywiście w tym GILLMET). Lokalizacja na Kociewiu cynkowni ogniowej otwiera nowe perspektywy dla producentów wyrobów stalowych, którzy do tej pory musieli pokonywać duże odległości aby ocynkować swoje konstrukcje.

K.P.: Czy produkcja będzie miała negatywny wpływ na środowisko naturalne?

A.W.: Z całą pewnością nie. Jest w Polsce cynkownia ogniowa, która funkcjonuje na granicy Puszczy Białowieskiej. Cynkowania ogniowa Gillmet to instalacja nowoczesna. Podstawą naszego działania jest POZWOLENIE ZINTEGROWANE wydane przez Marszałka Województwa Pomorskiego. W związku z powyższym musimy spełniać bardzo restrykcyjne przepisy ochrony środowiska zgodnie z dyrektywami Unii Europejskiej. Ponadto nasza cynkownia jest INSTALACJĄ BEZŚCIEKOWĄ (wszelkie odpady są wtórnie wykorzystywane zaś to czego nie uda się ponownie wykorzystać przekazujemy wyspecjalizowanym firmą do dalszego wykorzystania). "Obawy" przed cynkownią to jeszcze mity z przeszłości - chociaż nie pozbawione racji - istnieją jeszcze cynkownie starego typu gdzie ścieki techniczne po oczyszczeniu zrzucane są do kanalizacji. To nas jednak nie dotyczy i jesteśmy z tego dumni.

K.P.: Jak wiem Gillmet wspiera działalność sportową. Czy są plany wparcia innych działań np. kulturalnych?

A.W.: Gillmet zawsze w ramach swoich możliwość wspierał różne inicjatywy społeczne w tym sportowe. W maju br. również z racji pasji właściciela Pana Błażeja Gilla zorganizowaliśmy zawody jeździeckie GILLMET CUP. Zawody w skokach przez przeszkody, które odbyły się w słynnym starogardzkim Stadzie Ogierów zgromadziły wielu jeźdźców. Na imprezie pojawiło się ponad 200 koni. Mamy nadzieję, że w następnym roku impreza również się uda i rozejdzie się jeszcze szerszym echem po kraju. Liczymy, że do tej świetnej zabawy dołączą także inne przedsiębiorstwa z naszego Regionu. A tak na marginesie … też budujemy nowoczesne stajnie, ujeżdżalnie oraz funkcjonalne obiekty hippiczne.

K.P.:. Plany na dalszy rozwój firmy?

A.W.: Przede wszystkim chcemy umocnić naszą pozycję na rynku zabezpieczeń antykorozyjnych. Możliwości techniczne naszego zakładu (terminowość), nowoczesna technologia oraz szczególna troska o wysoką jakość oferowanej usługi jaką jest estetyczna powłoka cynkowa daje nam szansę bycia liderem na pomorskim rynku cynkowniczym. Ponadto planujemy rozwój Zakładu Konstrukcji Stalowych (tj. budowa nowej wytwórni konstrukcji stalowych w sąsiedztwie cynkowni). Takie zintegrowane działanie pozwoli nam na zwiększenie efektywności poszczególnych zakładów a w konsekwencji i całej GRUPY GILLMET i myślę, że takie działania będą również procentować dla całej lokalnej społeczności.

K.P.: Dziękuję za rozmowę

A.W.: Również dziękuję za przybycie i rozmowę

Źródło: BIULETYN SAMORZĄDOWY POWIATU STAROGARDZKIEGO Numer 22/2008 ISSN 1898-5386

Spedycje.pl: Kontener „opieczętowany" inaczej

poniedziałek, 18. sierpnia 2008 , 00:35

Kontener „opieczętowany. Ważne dla spedytorów morskich

Amerykańskie służby celne zmieniły zasady „sposobu opieczętowania ładunków transportowanych do USA drogą morską”. US Customs and Border Protection (CBP) poinformował, że wszystkie ładunki przewożone do USA kontenerami, łącznie z cargiem zagranicznym pozostającym na pokładzie, które przypłyną do USA 15 października br. lub później, muszą być opieczętowane, zgodnie ze standardami wyznaczonymi w specyfikacji 17712 Międzynarodowej Organizacji Normalizacyjnej (ISO/PAS 17712). Zgodnie z ISO/PAS 17712 opieczętowanie ładunków kontenerowych musi spełniać określone wymagania w zakresie wytrzymałości i trwałości, chronić przed przypadkowym uszkodzeniem, czy zepsuciem (w wyniku warunków pogodowych, działania czynników chemicznych, itp.). Każda pieczęć musi być również oznaczona własnym numerem identyfikacyjnym. CBP przyznaje jednak, że istnieją rodzaje kontenerów, które nie mogą być właściwie chronione przez pieczęcie spełniające standardy ISO/PAS 17712, takie jak cysterny, czy kontenery niestandardowe (z otwartym wiekiem) oraz kontenery, na które nie ma możliwości nałożenia takiej pieczęci (np. kontenery robione na zamówienie). Te rodzaje kontenerów nie są objęte regulacją. Załadowane kontenery, które 15 października br. lub po tej dacie wpłyną do amerykańskiego portu bez pieczęci lub z pieczęcią nie spełniającą standardów ISO/PAS 17712 będą uznane przez amerykańskie służby celne za naruszające ustawę 9/11 Act. W takim przypadku CBP będzie mógł nałożyć karę na stronę odpowiedzialną za naruszenie przepisów i próbę wprowadzenia towarów na rynek amerykański niezgodnie z prawem. Kary te wprowadzane będą stopniowo. CBP przypomina również, że przewoźnicy morscy są zobligowani do przekazania wszystkich numerów pieczęci via Vessel Automated Manifest System na 24 godziny przed załadowaniem carga na pokład w porcie zagranicznym. Regulacja dotycząca pieczętowania kontenerów wchodzi w życie 15 października 2008 roku. ebi./źródło: Wydział Promocji Handlu i Inwestycji Ambasady RP w Waszyngtonie

MI: Spotkanie ws. budowy stałego połączenia między wyspami Wolin i Uznam w Świnoujściu

18.08.200813:04 Justyna

13 sierpnia br. Podsekretarz Stanu Zbigniew Rapciak uczestniczył w spotkaniu roboczym dotyczącym budowy stałego połączenia między wyspami Uznam i Wolin, które odbyło się w Urzędzie Miasta Świnoujście. Połączenie wysp to zadanie inwestycyjne, które znajduje się na liście projektów kluczowych dla Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko na lata 2007-2013. W spotkaniu uczestniczyli: Członek Zarządu Województwa Zachodniopomorskiego Wojciech Drożdż, Wicewojewoda Zachodniopomorski Andrzej Chmielewski oraz przedstawiciele Ministerstwa Infrastruktury i Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). W trakcie spotkania został zaprezentowany I etap studium techniczno-ekonomiczno–środowiskowego przygotowanego przez GDDKiA. Przedstawiono kilka wariantów przebiegu trasy. Rozpatrywana jest budowa połączenia drogowego biegnącego zarówno tunelem, jak i mostem. Szacuje się, że wartość inwestycji, w zależności od wariantu, wyniesie od ok. 500 mln zł do ponad 1 mld zł. Wariant przebiegu drogi zostanie wybrany do końca 2008 r. Po uzyskaniu decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach zgody na realizację przedsięwzięcia, co powinno nastąpić w połowie 2009 roku, podjęte zostaną dalsze kroki dotyczące realizacji projektu. Po spotkaniu odbyła się konferencja prasowa Wiceministra Infrastruktury Zbigniewa Rapciaka oraz Prezydenta Świnoujścia Janusza Żmurkiewicza.

MW: Urugwajski żaglowiec w Gdyni Gdynia 2008-08-18 15:27

CAPITAN MIRANDA” – żaglowiec urugwajskiej Marynarki Wojennej złoży wizytę w Gdyni. Jednostka ta zasłynęła z udziału w wielu światowych operacjach żeglarskich. Wizyta „Capitana Mirandy” związana jest z obchodami roku jubileuszu 90-lecia polskiej Marynarki Wojennej. „Capitan Miranda” wejdzie do portu w Gdyni w środę, 20 sierpnia, o godzinie 15:00. Zacumuje przy nabrzeżu Pomorskim (basen nr 1), przy skwerze Kościuszki. Powitanie urugwajskiego okrętu odbędzie się w asyście Orkiestry Reprezentacyjnej Marynarki Wojennej. Od czwartku 21 sierpnia, do soboty, 23 sierpnia, w godzinach od 14:00 do 17:00 okręt będzie udostępniony do zwiedzania. Podczas pobytu w Polsce delegacja załogi urugwajskiego żaglowca złoży wizytę w Dowództwie Marynarki Wojennej oraz w Akademii Marynarki Wojennej, a także spotka się z marynarzami 3 Flotylli Okrętów w Gdyni. W środę, 20 sierpnia, o godzinie 18:00 na stadionie przy Porcie Wojennym w Gdyni Oksywiu rozegrany zostanie mecz piłki nożnej pomiędzy reprezentacjami polskich i urugwajskich marynarzy. Załoga żaglowca zwiedzi także turystyczne atrakcje Trójmiasta i okolic. W niedzielę, 24 sierpnia, o godzinie 11:00, „Capitan Miranda” opuści port w Gdyni. „Capitan Miranda” jest bardzo dobrze znany w środowisku marynarzy-żeglarzy. Wielokrotnie, wspólnie z żaglowcem polskiej Marynarki Wojennej ORP „Iskra” uczestniczył w światowych regatach, w tym przede wszystkim w operacji „The Tall Ships Races”. „Capitan Miranda”, podobnie jak ORP „Iskra” jest jednostką szkolną. Posiada takielunek szkunera (wcześniej była to jednostka hydrograficzna). Nazwa żaglowca upamiętnia słynnego hydrografa, kapitana Francisa Mirandę (1868 – 1925), profesora Akademii Marynarki Wojennej w Montevideo. Szczególnie wyjątkowa jest wewnętrzna część żaglowca (w części rufowej) wykonana oryginalnie z drewna.

Dziennik Bałtycki: Za dawną jednostkę wojskową w Rozewiu trzeba zapłacić grube miliony

Niezwykle atrakcyjny teren nad samym morzem wystawi za kilka tygodni na sprzedaż Agencja Mienia Wojskowego. Niemal dosłownie nad samym morzem, bo chodzi o nieruchomość na rozewskim klifie, kilkadziesiąt metrów nad bałtycką plażą. Dawniej była tu jednostka wojskowa, teraz znajduje się w zasobach AMW. Szacowanie blisko 19-hektarowej działki zakończył już rzeczoznawca.

- Trwają j dodatkowe uzgodnienia, ale ten proces szybko się zakończy - informuje nas Małgorzata Golińska, rzecznik prasowy AMW. - Na razie nie ujawniamy ceny wywoławczej.

Zapytaliśmy, czy chodzi o kwotę rzędu kilku, kilkunastu milionów...

- ...kilkudziesięciu - zdradza Małgorzata Golińska.

Rzecznik AMW zapowiada, że być może już we wrześniu pojawi się obwieszczenie o sprzedaży nieruchomości w Rozewiu. Zgodnie z przepisami, będzie ono "wisiało" przez cztery do sześciu tygodni. Potem jeszcze dwa tygodnie do samego przetargu i atrakcyjny teren zmieni swego właściciela. Tempo jest bardzo szybkie, ale w Agencji tłumaczą, że to ogromne potrzeby polskiej armii wymuszają ten pośpiech. Nieoficjalnie jednak można usłyszeć, że wszystko ma związek z planowaną likwidacją AMW. W przyszłym roku jej zasoby miałaby przejąć m.in. Wojskowa Agencja Mieszkaniowa, może też o samorządy. Władzom Władysławowa poczynania Agencji się nie podobają. Burmistrz Adam Drzeżdżon zapowiadał na naszych łamach "boksowanie" w obronie atrakcyjnego terenu. Samorządowcy obawiają się, że nieruchomość w Rozewiu kupi developer i będzie naciskał na budowę w tym miejscu apartamentowców, a to zniszczy niezwykły krajobraz klifu. - Jako miasto będziemy chcieli mieć wpływ na to, co się będzie działo na tym terenie - zapowiada Stefan Klein, przewodniczący Rady Miasta Władysławowa. - To piękne miejsce powinno być jak najbardziej zielone, a nie zabudowane. Obawiam się tylko, czy Agencja uwzględni nasze uwagi. Bo złym przykładem jest to, co się stało w Helu.

Przypomnijmy, że w Helu AMW także sprzedawało teren dawnej jednostki wojskowej w centrum miasta. Ostro protestowali samorządowcy - argumentowali, że dla tego obszaru nie został uchwalony jeszcze plan zagospodarowania przestrzennego. Bezskutecznie. Dla Rozewia plan jest uchwalony. Ale... nie podoba się on Agencji. Przewiduje bowiem tu usługi sportu, turystyki i rekreacji. A więc nie budownictwa. Na razie może powstać tu najwyżej kemping. AMW próbowała nakłonić samorządowców do zmiany zapisów w planie, ale bez efektu. Polana na klifie, kiedy stacjonowało tu wojsko, była wykorzystywana jako lądowisko dla śmigłowców. Teraz za ogrodzeniem nic się nie dzieje. Niezwykłe polożenie i bliskość popularnego szlaku komunikacyjnego, który łączy Władysławowo z Jastrzębią Górą, sprawią jednak na pewno, że turystów w sezonie będzie tu mnóstwo, a nieruchomość może osiągnąć rekordowo wysoką cenę. 50,5 - tyle milionów złotych zapłacono za byłą jednostkę wojskową w Helu, ponad dwa razy mniejszą od rozewskiej. Zobacz na mapie K.Miśdzioł, R.Kościelniak - POLSKA Dziennik Bałtycki

Tygodnik Nasz Polska: Unia Europejska doprowadza do upadłości polskie stocznie, by wspomóc zakłady niemieckie. Morderstwo z premedytacją

Minister skarbu państwa Aleksander Grad poinformował, że Stocznia Gdańsk posiada tzw. nielegalny, bo zaciągnięty bez zgody Komisji Europejskiej dług publiczny (uprzywilejowane kredyty, poręczenia i gwarancje rządowe pobrane po 1 maja 2004 r. przez Stocznię) w wysokości ok.742,9 mln zł.

W związku z tym, że Stocznia nigdy nie otrzymała tak wysokiej pomocy, za którą to można było zbudować nową, nowoczesną stocznię produkcyjną, 5 czerwca br. stoczniowcy z NSZZ "Solidarność" Stoczni Gdańsk złożyli do Prokuratury Okręgowej w Gdańsku "Powiadomienie o popełnieniu przestępstwa" z prośbą o pilne wyjaśnienie, gdzie podziały się te setki milionów zł oraz ewentualne ukaranie winnych, którzy te pieniądze roztrwonili lub sfałszowali dokumenty dłużne. Minęło sześć tygodni, wyjaśnienie nie wpłynęło.

Nieporozumienia wokół Stoczni Gdańskiej

Jak informowały media, unijna komisarz ds. konkurencji pani Noelie Kroes domaga się zamknięcia dwóch z trzech pochylni w Stoczni Gdańskiej lub zwrotu 743 mln złotych pomocy, jaką stocznia otrzymała od maja 2004 r.(...). Okazuje się jednak, że stanowisko Komisji Europejskiej zawarte w liście z 19 lipca 2007 r. zostało przekazane nieprecyzyjnie. Komisarz Noelie Kroes stwierdziła w rzeczywistości, że Stocznia Gdańsk SA jest położona obszarze kwalifikującym się do objęcia pomocą na mocy art. 87 ust. 3 lit. a) Traktatu WE. Przypomina, że od dnia wstąpienia Polski do UE (od 01.05.2004 r.) zgodę na udzielenie tzw. pomocy publicznej może wydać wyłącznie Komisja Europejska oraz że w kwietniu 2004 r. Stocznia Gdańska Grupa Stoczni Gdynia SA (obecnie Stocznia Gdańsk SA) zwróciła się z wnioskiem o zatwierdzenie przez KE pomocy państwa na restrukturyzację o wartości nominalnej 192,5 mln zł. Owe 192,5 mln zł jest tzw. kwotą wnioskowaną, która do chwili wszczęcia przez KE postępowania wyjaśniającego w czerwcu 2005 r. została zrealizowana w minimalnym procencie, w przeciwieństwie do innych dużych stoczni, posiadających olbrzymie zadłużenie.

Stocznia Gdańska - centrum kosztów

Z chwilą wszczęcia postępowania wyjaśniającego wszelkie procedury związane z przyznawaniem pomocy publicznej zostały wstrzymane. Dlatego ewentualny zwrot pomocy publicznej może dotyczyć kwoty uzyskanej, a nie wnioskowanej. Jednocześnie "zapomniano", że Stocznia Gdańska przez 8 lat była firmą w Grupie Stoczni Gdynia, firmą, z której zrobiono tzw. centrum kosztów. Oznacza to, że spółki tej Grupy przelewały na Stocznię Gdańską swoje straty, a Stocznia Gdynia chciała wymazać Stocznię Gdańską z mapy gospodarczej Polski.

Monopol mają mieć stocznie niemieckie

Głęboko wierzę w to, że pani komisarz ds. konkurencji Noelie Kroes dobrze zna żelazne, niepodważalne reguły ekonomii, wie o tym, że istnieją granice, przy których produkcja przestaje być opłacalna, wie że kraje UE wpompowały setki milionów euro w inwestycje, podźwignęły w ten sposób swój przemysł stoczniowy i dalej go wspierają.

Stocznie niemieckie, np. w Rostoku, po wpompowaniu w nie olbrzymich pieniędzy (posiadają kryte pochylnie), są drogie i nie znoszą konkurencji. Stąd polityka UE, wyniszczająca polskie stocznie. Komisarz Kroes, a także dyrektor Humber Drabbe dobrze wiedzą, że ograniczenie produkcji polskich stoczni, usprawiedliwiane pomocą państwa, która zakłóca konkurencję na unijnym rynku, jest stwierdzeniem - wytrychem mającym usankcjonować nieudzielenie tzw. pomocy publicznej, a tym samym uniemożliwić konkurencję polskim zakładom ze doinwestowanymi stoczniami UE. Nie jest więc przypadkiem, że przy tych samych światowych cenach statków morskich i podobnych cenach materiałów, maszyn i urządzeń, polscy stoczniowcy pracujący w stoczniach UE zarabiają wielokrotnie więcej niż zarabiali w Polsce.

Przykładem interwencjonizmu UE (tak potępianego przez Unię w odniesieniu do Polski), tym razem w branży lotniczej, jest pomoc finansowa, jakiej kilka lat temu udzielono największemu francuskiemu koncernowi lotniczemu produkującemu samoloty AIRBUS, gdy firmie groziła upadłość, a tysiące ludzi znalazłoby się na bruku.

Zielone światło dla Malty, czerwone dla nas

Jednym z koronnych argumentów podnoszonych przez Unię Europejską jest kwestia wydajności, tyle że nie mówi się tego, w jaki sposób ta wydajność jest liczona. Nie ujawnia się także faktu, że produkcja jest rozkooperowana, tzn. gdy sekcje kadłubowe oraz całe kadłuby wykonywane są np. w bułgarskich, rumuńskich czy też polskich stoczniach (kiepsko płatna tzw. czarna robota) - to po dostawie ich do zachodnich armatorów, przy minimalnym własnym nakładzie pracy, wyposażano je do końca, uzyskując w ten sposób dużą wartość skumulowaną. Wartość ta odniesiona do niskiego nakładu pracy daje duży wskaźnik wydajności, rzekomo świadczący o lepszej wydajności pracy zatrudnionych tam pracowników (często polskich stoczniowców). Takie kraje UE jak Niemcy, Włochy i Malta pomagają swoim stoczniom. W Niemczech istnieje nawet grupa banków tzw. KG zajmująca się dofinansowaniem stoczni. Osoby fizyczne, kupując długi oraz akcje zadłużonych stoczni, dzięki temu uzyskują ulgi i umorzenia podatkowe. We Włoszech dopłaca się do budowy lokalnych promów pasażerskich. Nawet Malta uzyskała na 12 lat zgodę UE na dofinansowanie swoich stoczni. Polsce tego prawa nie dano.

Niewygodny symbol?

Na koniec jeszcze jedna sprawa. Stocznia Gdańska, oprócz zakładu budującego statki, była również tym zakładem, w którym w 1980 r. powstała "Solidarność", ruch społeczny, który w efekcie doprowadził do bezkrwawej rewolucji zmieniającej oblicze Europy i całego świata. To m.in. dzięki temu rozpadło się sowieckie imperium zła. Nie ma jednak nic darmo. Za nieugiętą postawę stoczniowców, od Grudnia 1970 r., Stocznię Gdańską i jej załogę tępiono jak najgorszą zarazę. Komunistyczny rząd premiera Mieczysława F. Rakowskiego i jego następcy z SLD, dwukrotnie likwidowali Stocznię Gdańską (w 1988 r. i 1996 r.), nie inwestowano w nią, zamykano wydziały produkcyjne, jak np. Wydział Budowy Kadłubów K2, zamykano pochylnie, nie oddłużano jej w przeciwieństwie do innych stoczni, państwowe banki (bo wówczas prywatne były za biedne) odmawiały udzielania stoczni kredytów, jednym słowem dobijano ją. W rezultacie Stocznia Gdańska jest jedną z tych firm, które poniosły największe koszty transformacji gospodarki w Polsce.

Obecnie Stocznia Gdańsk jest własnością ukraińskiej firmy ISD (według niepotwierdzonych informacji z końca lipca, możliwa jest fuzja ISD z jedną z rosyjskich spółek Romana Abramowicza), która przeprowadza niezbędną modernizację i kosztem zamknięcia wszystkich stoczniowych pochylni statki mają być budowane w suchym doku w Stoczni Gdynia. Może to spowodować dla setek stoczniowców utratę pracy. Edward Roeding

Autor jest mgr inż., ekonomistą, pracownikiem Stoczni Gdańskiej, członkiem Komisji Rewizyjnej Sekcji Branżowej Przemysłu Okrętowego przy Regionie "Solidarności" oraz członkiem Polskiego Stowarzyszenia Morskiego-Gospodarczego im. E. Kwiatkowskiego. gospodarka@naszapolska.pl

2008-08-19 Wtorek

Kurier Szczeciński: Manifestacja stoczniowców odwołana 2008-08-19 00:50:27

Zaplanowany na dziś (wtorek, 19.08.) uliczny protest stoczniowców został odwołany. Komitet protestacyjny przestraszył się, że zostanie obarczony odpowiedzialnością za ewentualne fiasko rozmów z inwestorem zainteresowanym zakupem Stoczni Szczecińskiej Nowej. Związkowcy ze stoczni przygotowywali się do protestu od kilku tygodni. Jeszcze kilka dni temu mówili, że podjęcie ostatecznej decyzji w jego sprawie jest tylko formalnością. Na wczorajszym posiedzeniu komitet protestacyjny zdecydował jednak, że manifestacja zostaje zawieszona. Jak się okazało, na tej decyzji zaważyło ostatnie spotkanie związkowców z ministrem skarbu Aleksandrem Gradem. - Chcemy uniknąć sytuacji, w której nie uda się osiągnąć porozumienia z inwestorem i odpowiedzialność za to zrzuci się na nas - wyjaśnia Jacek Kantor, przewodniczący „Solidarności '80” SSN. - Chcemy poczekać na efekty i dopiero wtedy podejmiemy decyzje, co dalej. Daliśmy jeszcze szansę ministrowi Gradowi. (mak)

Głos Szczeciński: Szczecin > Protest stoczniowców zawieszony

Komitet protestacyjny stoczni podjął decyzję o zawieszeniu protestu, który miał się odbyć jutro. Marsz stoczniowców odłożono na czas nieokreślony.

- We wtorek inwestorzy spotykają się z ministrem - powiedział nam po obradach komitetu Roman Pniewski ze stoczniowej "Silidarności'80". - Postanowiliśmy więc nie przeszkadzać, choć protest został tylko dołożony w czasie. Moim zdaniem, wszystko rozstrzygnie się prawdopodobnie w tym tygodniu.

- Groźby ministra, że ewentualny protest spowoduje wycofanie się jednego z inwestorów, to był szantaż wobec stoczniowców - uważa Mieczysław Jurek przewodniczący zarządu regionu zachodniopomorskiego "Solidarności". - Minister ustawił się w pozycji, że jak coś się nie powiedzie,. to otrzepie ręce i palcem wskaże na związki zawodowe i ogłosi wszem i wobec, że to one są winne klęski.

Związkowcy oczekują od przyszłego inwestora, że poinformuje ich o swoich planach. Podobnie, jak ministerstwo, które dotąd mówi tylko ogólnikami.

  • Chcemy zachowania miejsc pracy, co chyba nie jest dziwne i produkcji stoczniowej, w której jesteśmy wyspecjalizowani - dodaje Roman Pniewski. - Najsmutniejsze w tej sytuacji jest to, że coraz częściej przekonujemy się, że na rząd działa tylko metoda górników, a nie próby konstruktywnych rozmów. Marek Rudnicki

Głos Szczeciński: PŻM bez polskich miast 19 sierpnia 2008 - 6:00

Flotę Polskiej Żeglugi Morskiej opuścił właśnie ostatni niewielki masowiec zbudowany w latach 70. ubiegłego stulecia przez Brytyjczyków. Wszystkie 15 statków nosiło nazwy polskich miast. Był wśród nich m.in.: "Goleniów".

W najbliższych latach z PŻM wycofa z eksploatacji statki z drugiej części "kontraktu stulecia". To masowce zbudowane w latach 1979-80. Ma je zastąpić 8 masowców o nośności 17 tys. DWT. Kontrakt na ich budowę z chińską stocznią Taizhou Sanfu podpisano wiosną tego roku. W przyszłości będą to najmniejsze statki, jakimi będzie dysponować flota PŻM. Wszystkie statki z historycznej serii, która podobno wówczas ocaliła niejedną stocznię na Wyspach, będą pływały po Morzu Czerwonym lub Arabskim. PŻM rozpoczęła stopniowe wycofywanie tych statków dwa lata temu. Ostatni z nich "Zgorzelec" też już ma nowego właściciela. - Wszystkie statki znalazły swoich nabywców w krajach Bliskiego Wschodu, gdzie kontrola standardów technicznych jest znacznie luźniejsza, a w związku z tym jest możliwość prowadzenia żeglugi masowcami, których wiek przekracza grubo 30 lat - tłumaczy Krzysztof Gogol z Polskiej Żeglugi Morskiej.

Masowce, których polski armator się pozbył, to niewielkie jednostki o skromnych możliwościach załadunku (4,4 tys. DWT), były najmniejszymi w jego flocie w ostatnich latach.

- Dzięki swojemu niewielkiemu zanurzeniu mogły wpływać w górę rzek, na przykład do portów francuskich nad Sekwaną, skąd przewoziły zboże - wspomina Krzysztof Gogol. - We Francji podczas odpływów osiadały na dnie kanałów, całkowicie odsłaniając kadłub i musiały czekać na kolejny przypływ, aby wyjść w morze.

Wszystkie jednostki miały nazwy polskich miast, m. in. Goleniowa, Kościerzyny, czy Warki. Ich załogę stanowiło 11 osób. Pływały głównie po morzach europejskich.

Masowce "miasta" to kawał historii polskiej żeglugi. Powstały blisko 30 lat temu m.in. w stoczni w Glasgow.

Kontrakt na ich budowę podpisany został z pompą na Zamku Książąt Pomorskich w grudniu 1977 roku. W ramach umowy obok 15 statków "miast", Brytyjczycy zbudowali jeszcze siedem statków o nośności 16 tys. DWT, które do dziś pływają dla PŻM pod nazwami polskich jezior, a także dwa dźwigi pływające dla portu w Świnoujściu.

- Te były z kolei niezbędne ze względu na rozpoczynające się wówczas duże przeładunki rudy brazylijskiej - uzupełnia Krzysztof Gogol. Historyczną umowę ówczesne media ochrzciły mianem "kontraktu stulecia". To ze względu na dużą liczbę statków przewidzianych jednorazowo do budowy. Prasa zagraniczna oceniała, że polska inwestycja uchroniła część brytyjskich stoczni od upadku. Maciej Janiak

oficynamorska: 90 tysięcy turystów na wycieczkowcach

19 sierpnia br., wraz z zawinięciem pływającego pod włoską banderą wycieczkowca Aidabella, liczba turystów, którzy odwiedzili w bieżącym sezonie Port Gdynia przekroczyła 90 tysięcy. Już teraz jest to wynik lepszy od ubiegłorocznego, kiedy to do Gdyni przybyło ponad 89 tysięcy pasażerów. Liczba ta z pewnością jeszcze wzrośnie i należy spodziewać się, że przekroczy 100 tysięcy. Do końca sezonu zaawizowano jeszcze 18 wizyt statków wycieczkowych, w tym trzykrotne zawinięcia Crown Princess, na którego pokładzie podczas każdej wizyty przypływa ponad 3000 pasażerów (Dział PR ZMPG-a).

Kurier Szczeciński: Kaktusem po morzu 2008-08-18 20:48:40

Przygotowywali się do tego rejsu długo, remontując i doposażając ich „Kaktusa”, czyli jedną z „pałacowych” otwartopokładowych, wiosłowo-żaglowych łodzi szkoleniowych, słynnych DZ-et. Nareszcie, w środku lata, siedmiu młodych śmiałków – żeglarzy, wychowanków Pałacu Młodzieży, w wieku 16-19 lat: Bartek, Tomek, Wojtek, Mateusz, Marcin, Kamil i Przemek, pod wodzą i opieką Jolanty Gałęzowskiej i Mieczysława Irchy, doświadczonych instruktorów Ośrodka Morskiego Pałacu Młodzieży i PZŻ, wyruszyło po morską przygodę. Podczas dwutygodniowego rejsu „Szlakiem Latarń Morskich Polskiego Wybrzeża” odwiedzili osiem portów: Trzebież, Świnoujście, Dziwnów, Kołobrzeg, Darłówek, Dźwirzyno, Mrzeżyno i Stepnicę, pokonując 273 mile morskie, przy wiatrach dochodzących chwilami do 5-6 w skali Beauforta (!). Rejs przysporzył nam - uczestnikom, jak i prowadzącym - wiele emocji i nowych doświadczeń – wspomina kpt. M. Ircha. - Jacht był dobrze przygotowany i doposażony w środki ratunkowe i łączności, ale pływanie na DZ-cie przy wietrze powyżej „piątki” staje się niebezpieczne. Młoda załoga zdała morski egzamin, rejs był fantastyczny, zostawił wśród uczestników wiele nowych przeżyć i doświadczeń, chociaż również trudnych. O radości żeglowania DZ-tą mogą świadczyć plany kolejnych takich wypraw w przyszłym roku, oczywiście z udziałem młodzieży…. (san)

Kurier Szczeciński: Niemcy: waleń w Bałtyku 2008-08-18 21:15:28

- Humbak, ssak z rzędu waleni, którego trzy tygodnie temu dostrzeżono w niemieckiej części Bałtyku, kieruje się w stronę Danii - poinformował w poniedziałek biolog Klaus Harder. Odpływając na północ, „Bucki”, jak ochrzciły walenia niemieckie media, zwiększa swoje szanse na przeżycie, gdyż zbliża się do wód Arktyki - środowiska, w którym zazwyczaj przebywa o tej porze roku. Gdy waleń pojawił się w pobliżu niemieckiej wyspy Rugia, biolodzy obawiali się, czy przeżyje. Morze Bałtyckie nie jest miejscem odpowiednim dla dużych ssaków morskich. Bucki trafił do Bałtyku prawdopodobnie przez pomyłkę. Być może przyniosły go prądy morskie lub zapędził się w te rejony w pogoni za ławicą ryb. Humbak to rodzaj walenia charakteryzujący się bardzo długimi, podobnymi do skrzydeł płetwami piersiowymi. Osiąga długość do 16 metrów i może ważyć około 50 ton. Żywi się planktonem, małymi rybami i krylami. (PAP)

MW: Wizyta dowódcy Sił Morskich Urugwaju w Marynarce Wojennej RP Gdynia 2008-08-19 15:46 (aktualizacja)

W czwartek, 21 sierpnia, dowódca Sił Morskich Urugwaju, admirał Juan Herber Fernandez MAGGIO złoży oficjalną wizytę w Marynarce Wojennej RP. Admirał Maggio spotka się z szefem Sztabu – zastępcą dowódcy Marynarki Wojennej kontradmirałem Waldemarem GŁUSZKO, a następnie odwiedzi 3 Flotyllę Okrętów i Akademię Marynarki Wojennej. W czwartek, o godzinie 08:45, w Gdyni przy ulicy Waszyngtona, odbędzie się uroczyste powitanie dowódcy Sił Morskich Urugwaju z udziałem Kompani i Orkiestry Reprezentacyjnych Marynarki Wojennej. Na godzinę 09:00 zaplanowano spotkanie admirała Juana Herbera Fernandeza MAGGIO z szefem Sztabu – zastępcą dowódcy Marynarki Wojennej kontradmirałem Waldemarem GŁUSZKO. Kolejnym punktem wizyty admirała w Polsce jest (10:15 – 12:55) odwiedzenie Portu Wojennego w Gdyni Oksywiu, zwiedzanie wybranych okrętów Marynarki Wojennej RP a także pobyt w Akademii Marynarki Wojennej.

2008-08-20 Środa

Gazeta Wyborcza: Stocznia chce budować stadiony

Mikołaj Chrzan 2008-08-19, ostatnia aktualizacja 2008-08-20 13:34

Ukraińscy właściciele Stoczni Gdańsk chcą budować stalowe elementy stadionów na Euro 2012. Myślą głównie o gdańskiej Baltic Arenie. Tymczasem związkowcy nie wykluczają strajku. Boją się, że zmiana profilu produkcji doprowadzi do masowych zwolnień Kiedy wejdziemy na stronę internetową stoczni, znajdziemy tam listę wyprodukowanych w niej statków. Zestawienie otwiera rudowęglowiec "Sołdek" (1949 r.), kończy "Geo Carribean" (2008 r.). Pomiędzy nimi jest 1011 innych statków. Ale niedługo na terenie kolebki "S" mają być produkowane także konstrukcje stalowe, a wśród nich elementy stadionów na Euro 2012. Mówi o tym Andrzej Faracik, prezes należącej do Ukraińców spółki ISD Konstrukcje, która działa już na terenach stoczni. - Zaczynamy produkować dźwigi okrętowe, w październiku dojdzie produkcja zbiorników, a w styczniu 2009 r. produkcja związana z inwestycjami i potrzebami lokalnego rynku. Mam na myśli budowę infrastruktury na Euro 2012 - mówi Faracik na łamach "Kuriera", zakładowej gazetki Stoczni Gdańsk. Dodaje, że chodzi mu przede wszystkim o gdańską Baltic Arenę. - Bez konstrukcji stalowych stadionu nie zbudujemy - przyznaje Ryszard Trykosko, prezes spółki Bieg 2012, odpowiedzialnej za budowę gdańskiego stadionu. - 6-7 tys. ton stali pójdzie na elementy konstrukcyjne, m.in. wręgi podtrzymujące dach. Taka sama ilość użyta zostanie przy produkcji żelbetu. Łącznie daje to sumę ok. 12-14 tys. ton stali. Łakomy kąsek, bo rynkowa cena takiej ilości stali to minimum 30 mln zł (cały stadion wyceniany jest na pół miliarda). Ukraińska firma nie zgłosiła się bezpośrednio do przetargu na budowę stadionu. Ale to nie zamyka jej drogi do współuczestnictwa w budowie. - Główny wykonawca, po uzyskaniu naszej akceptacji, będzie mógł korzystać z podwykonawców - informuje Trykosko. Ukraińcy, którzy w Polsce mają także Hutę Częstochowa, już wcześniej zapowiadali, że oprócz statków chcą budować wieże do elektrowni wiatrowych. Tłumaczyli, że dążą do budowy koncernu metalurgicznego, tzw. pionowej integracji: od złóż rudy, przez huty, do wytwarzania finalnych produktów, np. statków. Obecnie prowadzą z rządem negocjacje dotyczące zakupu Stoczni Gdynia i planują połączenie jej z gdańskim zakładem. Załoga kolebki "S" zapowiada protesty. - Nie zgodzimy się na połączenie obu firm, bo to doprowadzi do likwidacji stoczni w Gdańsku - mówi Karol Guzikiewicz, wiceszef "S" w Stoczni Gdańsk. - Nie mam nic przeciwko zarabianiu na Euro 2012. Ale dla nas najważniejsza jest produkcja statków. Zgodnie z obietnicami ISD, mieliśmy stać się jedną z najlepszych stoczni w Europie. A od miesięcy nic się nie dzieje! Ludzie zarabiają coraz mniej, najlepsi fachowcy odchodzą. "S" popierają inne związki. - Wspólnie postanowiliśmy, że do 12 września przeprowadzimy w firmie referendum. Zapytamy załogę o poparcie dla strajku - zapowiada Waldemar Wilanowski, szef związku zawodowego pracowników SG. O pracę boją się też menedżerowie. - Plotkuje się, że jeśli ISD kupi Stocznię Gdynia, to produkcja stoczniowa przeniesiona będzie w całości do Gdyni. W Gdańsku zostanie tylko spawanie konstrukcji stalowych. To oznacza masowe zwolnienia, zamiast 2,5 tys. pracowników, wystarczy ich 300 - mówi jeden z menedżerów. Przedstawiciele ISD nie chcieli wczoraj komentować tych informacji.

Głos Szczeciński: Szczecin > Nie ma ofert kupna stoczni 20 sierpnia 2008 - 7:00

- Żadna z 10 firm, które zadeklarowały chęć kupna polskich stoczni, nie złożyła pisemnej oferty - przyznał Maciej Wewiór z Ministerstwa Skarbu Państwa.Zespoły negocjacyjne praktycznie codziennie spotykają się z przedstawicielami Mostostalu i ISD Polska.- Czekamy na potwierdzenie terminu przez Neelie Kroes, unijną komisarz ds.konkurencji - dodał Wewiór.

Mimo, iż 10 firm zadeklarowało zainteresowanie kupnem naszych stoczni, żadna z tych spółek nie złożyła w ministerstwie skarbu konkretnej oferty.Termin składania ofert został już ostatecznie zamknięty. Jeśli jednak pojawią się nowi inwestorzy, mogą dogadywać się z Mostostalem czy ISD, i utworzyć konsorcja. Wewiór zaznaczył, że minister skarbu jest już gotowy do spotkania z komisarz Kroes. Przygotował się na różne warianty prywatyzacji, także przez upadłość. Czeka tylko na sygnał z Brukseli. Dlaczego to spotkanie odbędzie się tak późno? Powód jest banalny - komisarze są na urlopach. Sprawy związane z prywatyzacją stoczni muszą więc poczekać.

Dziennik Bałtycki: Stoczniowcy czekają

Mariusz Jabłoński 2008-08-19 08:28:04, aktualizacja: 2008-08-19 08:35:26

Premier Donald Tusk nie ma czasu na spotkanie ze stoczniowcami. Tymczasem pracownicy Stoczni Gdynia chcą wiedzieć, jaka przyszłość czeka ich przedsiębiorstwo na niecały miesiąc przed przesłaniem ostatecznych planów restrukturyzacyjnych do Komisji Europejskiej.

- Do spotkania z premierem miało dojść po 15 sierpnia. Czekamy i nadal nie mamy zaproszenia od szefa rządu - mówi Marek Lewandowski, rzecznik prasowy Sekcji Krajowej Przemysłu Okrętowego NSZZ Solidarność. - Podobno jesteśmy traktowani jako grupa nacisku, a z takimi pan premier się nie spotyka. Ciągle mamy tylko zapewnienia ze strony Aleksandra Grada, ministra Skarbu Państwa, że proces prywatyzacji Stoczni Gdynia jest niezagrożony.

Stocznię ma przejąć firma ISD, która już jest właścicielem Stoczni Gdańsk. Natomiast Stocznię Nową ze Szczecina kupi Mostostal Chojnice, wspólnie z norweską firmą Ulsteinem. Takie zapewnienia jednak były już wcześniej i nic z nich nie wynikło. Komisja Europejska nie zaakceptowała w czerwcu planów prywatyzacji, z których pan minister był tak zadowolony. Oby taki scenariusz nie powtórzył się we wrześniu- dodaje.

Związkowcy ze Stoczni Gdynia mieli dziś jechać do Szczecina, by wesprzeć swoich kolegów w manifestacji. Do pikiety jednak nie dojdzie, ponieważ pracownicy Ministerstwa Skarbu Państwa przekonali związkowców ze Szczecina, że proces restrukturyzacji ich firmy przebiega zgodnie z planem.

Stoczniowcy wierzą w to, że gdy premier zapewni ich o tym, że polskie stocznie będą istniały, to tak będzie.

- Pracownicy bez przerwy przychodzą do nas i pytają o to, co będzie z naszym przedsiębiorstwem - mówi Józef Tetzłass, wiceprzewodniczący związku zawodowego Stoczniowiec. - Niby wszystko jest na dobrej drodze, bo tak zapewnia minister Grad, ale wolelibyśmy usłyszeć to od premiera.

Jednak wszystko wskazuje na to, że stoczniowcy będą jeszcze musieli poczekać na spotkanie z premierem.

- Termin spotkania premiera ze związkowcami ze Stoczni Gdynia nie jest ustalony - informuje Beata Lisowska, zastępca dyrektora Centrum Informacji Rządu. - Nie oznacza to jednak, że do takiego spotkania nie dojdzie. W związku z prywatyzacją największego przedsiębiorstwa w Gdyni cały czas trwają prace w Ministerstwie Skarbu Państwa - zapewniła Lisowska.

Komisja Europejska dała polskiej stronie czas do 12 września na przedstawienie i wynegocjowanie wiarygodnych planów restrukturyzacyjnych stoczni. Ma z nich wynikać, że stocznie będą rentowne i obejdą się bez pomocy państwa. Jeżeli KE nie zaakceptuje planów, nakaże zwrot 7 mld zł pomocy publicznej, z której polskie stocznie skorzystały od 2004 roku.

Oznaczałoby to upadek polskiego przemysłu stoczniowego. Minister Grad zapewnia, że negocjacje z firmami zainteresowanymi kupnem stoczni mają się zakończyć w najbliższych dniach. KE domaga się, aby po sprzedaży obu zakładów ich moce produkcyjne zostały ograniczone. W Stoczni Gdańsk mają zostać zamknięte trzy pochylnie, natomiast w Stoczni Szczecińskiej jedna.

Kurier Szczeciński: Świnoujście: rząd chce gazowego terminalu jak najszybciej 2008-08-19 21:37:51

Terminal skroplonego gazu ziemnego (LNG) w Świnoujściu powinien zostać uruchomiony jak najszybciej - podało Centrum Informacyjne Rządu. We wtorek Rada Ministrów podjęła uchwałę w sprawie działań, których celem jest dywersyfikacja dostaw gazu ziemnego do Polski.„Rząd uznaje budowę terminalu skroplonego gazu ziemnego w Świnoujściu za zgodną ze strategicznym interesem Polski, a zwłaszcza postulatem dywersyfikacji źródeł i dróg dostaw gazu ziemnego oraz zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego i gospodarczego państwa” - czytamy w komunikacie CIR.Rada Ministrów zobowiązała ministra skarbu do sprawowania kontroli nad terminalem. Kontrolę taką zapewni przekazanie większościowych udziałów w spółce Polskie LNG Sp. z o.o. (spółka córka PGNiG - PAP) do OGP Gaz-System SA, którego akcje w 100 proc. należą do Skarbu Państwa i który nie jest przeznaczony do prywatyzacji.

Rząd uznał za konieczne podjęcie kroków w celu kontynuowania w 2009 r. i latach kolejnych budowy nowego falochronu w zespole portów Szczecin-Świonoujście. Jego budowa jest inwestycją niezbędną do funkcjonowania terminalu gazu skroplonego” - dodaje CIR.W ubiegłą środę członek zarządu PGNiG Radosław Dudziński poinformował, że budowa terminalu w okolicy Szczecina może ruszyć najwcześniej w 2014 roku.- W tej chwili mamy poślizg wynikający ze współpracy z administracją terenową. Dotyczy on wydania warunków środowiskowych dla terminalu LNG - wyjaśniał wówczas Dudziński.Dokładny koszt inwestycji ma być znany na przełomie września i października, kiedy zakończy się przygotowywanie projektu technicznego. (PAP)

Portal Morski: Finnjet – jeszcze nie wszystko stracone? Opublikowano: 20 sierpnia, 2008

Finowie nie ustają w wysiłkach mających na celu uratowanie swojego najsłynniejszego promu Finnjet. Pomimo tego, że kilka miesięcy temu prom został wyprowadzony na plażę w stoczni złomowej w indyjskim Alangu! Złomowanie jednostki jeszcze się nie rozpoczęło, są więc szanse na doprowadzenie statku powrotem do Finlandii i zacumowanie, zgodnie z planem w Turku, gdzie miałby pełnić funkcję pływającego hotelu. Hindusi zapowiadają jednak rozpoczęcie złomowania jednostki natychmiast po otrzymaniu wszystkich zezwoleń. Warto jeszcze dodać, że jak się obecnie okazało, turbiny gazowe czyniące Finnjeta najszybszym promem konwencjonalnym na świecie, zostały zdemontowane wiosną w czasie postoju promu we włoskiej stoczni i odkupione przez ich producenta – amerykańskiego Pratt & Whitney.

Portal Morski: Thor Star kolejną ofiarą piratów Opublikowano: 20 sierpnia, 2008

Tajski statek Thor Star stał się kolejną ofiarą piratów operujących w „rogu Afryki’, jak określa się wody wokół Somalii. To trzecia jednostka będąca obecnie w rękach somalijskich piratów – pozostałe to japoński panamax Stella Maris i nigeryjski holownik.

TVN24.pl: Somalijscy piraci coraz groźniejsi 08:05, 20.08.2008 /PAP

Dla somalijskich piratów nawet ładunek oleju palmowego jest wystarczająco kuszący. U wybrzeży Afryki porwali właśnie malezyjski tankowiec płynący z olejem do Europy.Zaatakowany tankowiec zdążył zaalarmować inne statki w rejonie, w tym zachodnie jednostki patrolujące wody u wybrzeży Somalii, ale piraci nie odpuścili.Wśród porwanych marynarzy jest 29 Malezyjczyków i 10 Filipińczyków.

24 ataki w tym roku.

Był to już czwarty od początku sierpnia przypadek piractwa na wodach w pobliżu somalijskich wybrzeży. Od początku roku coraz lepiej uzbrojeni somalijscy piraci atakowali tu co najmniej 24 razy - tylko w sierpniu, oprócz malezyjskiej jednostki, uprowadzono trzy inne zagraniczne frachtowce - japoński, tajski i nigeryjski. Porywacze zazwyczaj rekwirują ładunek, inkasując też okup za wypuszczenie członków załóg.

ONZ interweniuje, ale mało skutecznie

W czerwcu Rada Bezpieczeństwa ONZ zezwoliła na wpływanie obcych statków na wody somalijskie w ramach pościgu za piratami. Decyzja nie zmieniła jednak sytuacji - znaczna część rozciągającego się na długości ponad trzech tysięcy kilometrów somalijskiego wybrzeża pozostaje poza możliwością kontroli.Malezji to nie wystarcza. Kuala Lumpur zwróciło się do ONZ i społeczności międzynarodowej z apelem o podjęcie natychmiastowych działań w sprawie pogarszającej się sytuacji na tych wodach.

Portal Morski: Wizyta ratowników z Niemiec Opublikowano: 20 sierpnia, 2008

Podczas trzydniowej wizyty w Gdyni ratownicy z MFG 5. w Kilonii zapoznają się ze strukturą i wyposażeniem eskadry. Na wspólnej konferencji lotnicy wymienią doświadczenia i omówią aktualnie obowiązujące procedury podczas wykonywania lotów poszukiwawczo – ratowniczych (SAR) w krajach Sojuszu Północnoatlantyckiego. Wizyta będzie również okazją do zwiedzenia Trójmiasta. 28. Pucka Eskadra Lotnicza od wielu lat utrzymuje kontakty z 5. Skrzydłem Lotnictwa Marynarki Wojennej Niemiec. Wymiana doświadczeń i konferencje na temat wykonywania lotów i obowiązujących procedur SAR mają nieocenione znaczenie podczas wspólnych ćwiczeń i prowadzenia akcji ratowniczych. W czerwcu, załoga śmigłowca ratowniczego W-3RM „Anakonda” przebywała z wizytą w Kilonii. Wzięła ona udział w zlocie załóg śmigłowców ratowniczych z okazji 50-lecia lotnictwa SAR w Niemczech. źródło: www.bl.mw.mil.pl

MW: ORP Wodnik wraca do kraju Gdynia 2008-08-20 10:51

Ponad 8 tysięcy mil morskich żeglugi, blisko tysiąc godzin w morzu, wizyty w pięciu krajach oraz 53 dni szkolenia, zdobywania doświadczeń i „marynarskiej przygody” – to krótkie podsumowanie rejsu okrętu szkolnego ORP „Wodnik”. Na pokładzie okrętu praktyki morskie przeszli studenci Akademii Marynarki Wojennej. To ich kolejny krok do uzyskania szlifów oficerskich. Podchorążowie – studenci Akademii Marynarki Wojennej odbyli rejs przez Bałtyk, Morze Północne, Ocean Atlantycki i Morze Śródziemne. ORP „Wodnik” odwiedził Zeebrugge w Belgii, St-Nazaire we Francji, Tarent we Włoszech, Port Said w Egipcie i Kadyks w Hiszpanii. Do macierzystej bazy w Gdyni okręt powróci w czwartek, 21 sierpnia. W czwartek, 21 sierpnia, o godzinie 10:00 okręt wejdzie do Portu Wojennego w Gdyni. Wejście dla dziennikarzy o godzinie 09:00 (Gdynia, rondo Bitwy pod Oliwą, brama główna) po uzgodnieniem z oficerem prasowym 3 FO kmdr ppor. Radosław PIOCH (tel. 501 445 397)

W rejsie uczestniczyło 72 podchorążych (studentów) z 1. i 2. roku Akademii Marynarki Wojennej. Praktykę specjalistyczną przeszło 51 podchorążych 2. roku: 34 z Wydziału Nawigacji i Uzbrojenia Okrętowego (WNiUO) i 17 z Wydziału Mechaniczno-Elektrycznego (WME). 21 słuchaczy 1. roku WNiUO przeszło natomiast szkolenie marynarskie. Ich rejs trwał około miesiąca, gdyż w Tarencie zostali podmienieni przez kolejną grupę swoich kolegów z 1. roku AMW (7 z WNiUO i 15 WME).

W czasie rejsu wszyscy podchorążowie w praktyce doskonalili swoja wiedzę, którą uzyskali podczas wykładów w uczelni. Nawigatorzy 2 roku AMW odbyli praktykę nawigacyjno-astronomiczną. Zapoznali się z warunkami nawigacyjno-hydrograficznymi i hydrologiczno-meteorologicznymi na akwenach objętych trasą rejsu. Praktycznie szkolili się w tak skomplikowanych dziedzinach jak astronawigacja, nawigacja, a także hydrometeorologia. Na Morzu Śródziemnym nabyli jedną z najważniejszych umiejętności- atrybutów każdego nawigatora morskiego – a mianowicie jak określać pozycję okrętu przy wykorzystaniu ciał niebieskich. Szczególnie istotna była nauka obsługi okrętowych urządzeń nawigacyjnych takich jak GPS, log, radionamiernik, radar, etc. Studenci Wydziału Mechanicznego odbyli natomiast specjalistyczną praktykę związaną z eksploatacją urządzeń okrętowych, siłowni i agregatów oraz obroną przeciwawaryjną okrętu. To ostatnie, to szczególnie istotna umiejętność marynarzy-mechaników konieczna do walki z pożarem na okręcie, przebiciami kadłuba i walki o żywotność okrętu. Natomiast studenci 1 roku mogli poznać wszystkie podstawowe aspekty służby na okręcie. Chodziło przede wszystkim o poznanie systemu wacht morskich, nauki sterowania okrętem, obserwacji wzrokowych i innych podstawowych czynności załogi okrętu. Mieli też możliwość „podglądania” starszych kolegów w trudniejszych dziedzinach związanych z nawigacją i mechaniką okrętową

W programie studiów Akademii Marynarki Wojennej każdy rok kończy się praktykami. Jeszcze zanim rozpoczną się studia przyszli podchorążowie przechodzą szkolenie „unitarne”, podczas którego uczą się regulaminów, musztry, zasad bezpieczeństwa, posługiwania się bronią i sprzętem wojskowym oraz uczestniczą w swym pierwszym rejsie na okręcie wojennym. Kolejny etap praktyk to szkolenie marynarskie obejmujące podstawowe zasady służby na okręcie. Z upływem czasu dochodzą bardziej skomplikowane sprawdziany z nawigacji, eksploatacji urządzeń, manewrowania okrętem, pracy z uzbrojeniem, systemami dowodzenia i łączności. Ostatni etap to praktyki dowódcze, które przygotowują podchorążych do objęcia stanowisk na okrętach oraz w jednostkach brzegowych Marynarki Wojennej.

Okręt szkolny ORP „Wodnik” wchodzi w skład dywizjonu Okrętów Wsparcia 3 Flotylli Okrętów. Na co dzień stacjonuje w Gdyni. Okręt uczestniczył w operacji „Pustynna Burza” (brał udział jako okręt-szpital w działaniach w Zatoce Perskiej w pierwszej połowie 1991 roku) przebył w swojej 32-letniej historii blisko 400 tysięcy mil morskich, odbył 95 rejsów i odwiedził 57 portów na całym świecie. Swoją służbę w polskiej Marynarce Wojennej rozpoczął 27 maja 1976 roku. W uznaniu zasług dla rozwoju Marynarki Wojennej 24 października 1995 roku Dowódca Marynarki Wojennej admirał Romuald WAGA wyróżnił ORP „Wodnik” medalem „Za zasługi dla MW RP”. Za udział w operacji „Pustynna Burza” król Arabii Saudyjskiej dekretem nr 5127 z 24 września1991 roku nadał członkom załogi medal „Za wyzwolenie Kuwejtu”.

MI: Spotkanie z delegacją Administracji Morskiej Wietnamu 20.08.200810:33

19 sierpnia br. Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury Anna Wypych – Namiotko spotkała się w siedzibie resortu z delegacją Administracji Morskiej Socjalistycznej Republiki Wietnamu. Delegacji wietnamskiej przewodniczyła Dyrektor Generalny Administracji Morskiej w Ministerstwie Transportu Socjalistycznej Republiki Wietnamu Vouong Dinh Lam. Głównym celem spotkania było omówienie zadań wykonanych w związku z umową pomiędzy Rządem Rzeczypospolitej Polskiej i Rządem Socjalistycznej Republiki Wietnamu w sprawie współpracy w dziedzinie transportu morskiego. W trakcie rozmów strona polska zaprezentowała obecny stan rozwoju żeglugi morskiej i portów morskich w Polsce oraz strukturę i działanie polskiej administracji morskiej w kontekście akcesji naszego kraju do Unii Europejskiej.

Delegacja wietnamska przedstawiła osiągnięcia w dziedzinie gospodarki morskiej oraz strukturę i zadania administracji morskiej w Wietnamie. Następnie strony wymieniły opinie na temat obowiązującej pomiędzy obydwoma krajami umowy o współpracy w dziedzinie transportu morskiego. Rozmawiano także o wprowadzeniu zmian do obowiązującej umowy.

Oba kraje zamierzają zwiększyć liczbę połączeń morskich oraz podjąć wspólne działania w innych dziedzinach gospodarki morskiej. Delegacja wietnamska wystąpiła z zaproszeniem do kontynuacji rozmów w Wietnamie.

W najbliższych dniach delegacja wietnamska uda się do Trójmiasta oraz Szczecina i Świnoujścia w celu zapoznania się z pracą Urzędów Morskich oraz polskich portów.

Gazeta Wyborcza: PiS oskarża Platformę o granie marinami

akr 2008-08-19, ostatnia aktualizacja 2008-08-20 11:31

Zachodniopomorski Szlak Żeglarski został przesunięty w koszalińskie strony posła Gawłowskiego - alarmują radni PiS z sejmiku. Zachodniopomorski Szlak Żeglarski ma być jednym z największych atutów naszego regionu. Jeszcze zimą unijne dotacje na ten cel, w wysokości 25 mln euro, zapisane były w puli funduszy UE dla województwa. W lutym mariny wypadły z listy, bo pieniędzy było zbyt mało, by zbudować za nie coś, co można by nazwać szlakiem. Rozpoczęły się starania o zdobycie większych funduszy z krajowej puli eurofunduszy. Szlak z inwestycjami wartymi 88 mln euro (dofinansowanie sięgnie 53 mln euro) był najpierw na liście rezerwowej, ale w lipcu awansował na pozycję gwarantującą dofinansowanie. I zmienił się. Z listy marin wypadło m.in. Gryfino, Lubczyna, Świnoujście. Wskoczyły za to Mielno i Darłowo. Według radnych PiS, przesunięcie szlaku w stronę regionu koszalińskiego kosztem okolic Szczecina to efekt wpływów pochodzącego z tamtych terenów szefa PO w województwie i wiceministra środowiska Stanisława Gawłowskiego.

Dla gazety

Zbigniew Jagniątkowski, autor koncepcji Zachodniopomorskiego Szlaku Żeglarskiego

Mniejsze porty z okolic Szczecina, a także samo Świnoujście nie stracą, bo o fundusze na modernizacje marin samorządy będą się mogły ubiegać z Regionalnego Programu Operacyjnego. Udało nam się zdobyć naprawdę duże pieniądze, które pozwolą zbudować mariny także w miejscach, gdzie dziś są tylko krzaki. Wydłużając szlak na wschód, mogliśmy użyć argumentu, że łatwiej będzie dostać się na Euro 2012 do Gdańska.

Maciej Szabałkin, zastępca burmistrza Gryfina

Nie ma nas na liście, ale nie znaczy, że mariny mieć nie będziemy. Wraz z niemieckim Schwedt skorzystamy z funduszy Interreg, a także pieniędzy zawartych w programie Odra 2006. Gryfino nic więc nie straciło. MI: PREZYDENT PODPISAŁ SPECUSTAWĘ DROGOWĄ 20.08.200818:56

19 sierpnia 2008 r. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński podpisał ustawę z dnia 25 lipca 2008 r. o zmianie ustawy o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie dróg publicznych oraz o zmianie niektórych innych ustaw. Tylko jedna decyzja o zezwoleniu na realizację inwestycji zamiast dotychczasowych dwóch, kary za niewydanie decyzji w terminie oraz uregulowanie kwestii „słusznego odszkodowania” - to tylko kilka istotnych zmian jakie wprowadza Ustawa o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie dróg publicznych (tzw. specustawa drogowa). Projekt nowelizacji tej ustawy został przygotowany w Ministerstwie Infrastruktury. Dzięki tym zmianom zostanie znacznie skrócony proces przygotowania inwestycji drogowych.

Podpisana ustawa wprowadza zastąpienie dwóch decyzji o ustaleniu lokalizacji drogi oraz o pozwoleniu na budowę – tylko jedną decyzją o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej, co skróci czas na wydanie decyzji.

Specustawa drogowa wprowadza sankcje karne dla organu, który nie wyda decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej w terminie 90 dni od daty złożenia wniosku. Celem tego zapisu jest zobligowanie organów do szybkiego wydawania decyzji, aby w konsekwencji drogi powstawały szybciej.

Ustawa reguluje również wysokość odszkodowania za nieruchomości przejęte pod budowę dróg, tak aby odpowiadało one przesłance „słusznego odszkodowania”, określonej w Konstytucji RP. Dla osób sprzedających nieruchomości pod drogi są to rozwiązania dużo korzystniejsze od tych obowiązujących dotychczas.

Wydłużony został termin na wydanie przez właścicieli nieruchomości przeznaczonej pod budowę drogi, z obecnych 30 dni do 4 miesięcy. Jednak wysokość odszkodowania zostanie powiększona o kwotę równą 5% wartości nieruchomości, gdy zostanie ona wydana zarządcy drogi w terminie 30 dni od dnia, w którym decyzja stała się ostateczna. Dodatkowo właściciele budynków lub lokali mieszkalnych otrzymają 10 000 zł na pokrycie dodatkowych wydatków np. związanych z poszukiwaniem nowej nieruchomości, podatkami i opłatami związanymi z jej nabyciem czy też przeprowadzką.

Specustawa drogowa nakłada na odpowiedni organ obowiązek wysyłania zawiadomienia o wszczęciu postępowania do wnioskodawcy oraz do właścicieli i użytkowników wieczystych nieruchomości objętych wnioskiem. Wprowadzenie bezpośrednich powiadomień ma na celu zniwelowanie w przyszłości protestów społecznych, które często opóźniają rozpoczęcie budowy.

2008-08-21 Czwartek

Głos Szczeciński: Stocznia > Związkowcy chcą spotkania z premierem 20 sierpnia 2008 - 18:30

Docierają do nas sygnały, iż norweski Ulstein Verft jest tylko stoczniową "przykrywką" dla Mostostalu zainteresowanego stocznią szczecińską. Później Norwegowie mieliby się wycofać. Ministerstwo dementuje te pogłoski, a związkowcy ciągle zabiegają o spotkanie z premierem, twierdząc że do ministra Grada nie mają żadnego zaufania.

Pracownicy biura prasowego ministra skarbu dementowali.

- Ulstein Verft to poważny partner z branży stoczniowej - usłyszeliśmy wczoraj. - Przedstawiciele tej firmy będą uczestniczyć w rozmowach z Komisją Europejską w przyszłym tygodniu.

Tymczasem związkowcy wciąż zabiegają o spotkanie z premierem.

- Minister skarbu w naszych oczach nie jest już wiarygodny - tłumaczy Mieczysław Jurek, szef "Solidarności" Regionu Pomorza Zachodniego. - Chcemy bezpośrednio przybliżyć premierowi sytuacje stoczni, nasze stanowisko wobec prywatyzacji i zagrożeń związanych z utratą miejsc pracy. Zawiesiliśmy wtorkowy protest mając na uwadze wagę rozmów dotyczących stoczni, które toczą się w tym tygodniu. To wyraz naszej rozwagi i chęci dialogu, nie zaś strachu. Nie chcemy by nam zarzucono, iż przeszkadzamy.

Związkowcy zaplanowali wielką manifestację w Warszawie na 29 sierpnia. Będą maszerować z kolegami z Gdyni, Gdańska i przedstawicielami innych branż.

Gazeta Wyborcza: W stoczniach Trójmiasta wrze

Mikołaj Chrzan 2008-08-20, ostatnia aktualizacja 2008-08-21 09:38

Im bliżej do 12 września, tym mocniej kłócą się stoczniowcy z Trójmiasta. Ci z Gdyni proszą o rząd, by szybko sprzedał ich firmę ukraińskiej firmie ISD. Ci z Gdańska, których firma do Ukraińców już należy, robią wszystko, by do transakcji nie doszło. Do 12 września rząd ma czas, by przekonać Komisję Europejską, że znalazł nabywców dla stoczni w Gdyni. Jeśli nie, Bruksela uruchomi procedury, które doprowadzą stocznię do bankructwa. Rząd musi nie tylko sprzedać firmę, ale i udowodnić, że będzie potrafiła działać bez pomocy państwa. To trudne, bo w ostatnich latach stocznia zamiast zarabiać na statkach, dopłaca do nich.

Jedyną firmą, która ma szansę kupić Stocznię Gdynia, jest ukraiński koncern ISD - ten sam, który w 2007 r. został właścicielem Stoczni Gdańsk. Negocjacje ze skarbem państwa ciągną się od tygodni.

- Bo nie jest to prosta sprzedaż - tłumaczy urzędnik zaangażowany w prywatyzację. - Najpierw musielibyśmy oddłużyć zakład, dając wielki zastrzyk z państwowej kasy. Ponad miliard złotych. Nie wiadomo, czy zgodzi się na to Bruksela. Być może lepszym wariantem jest upadłość.

- Upadłość byłaby porażką rządu, doszłoby do zwolnień - przekonuje Marek Lewandowski z "S" Stoczni Gdynia. - Domagamy się, by premier zaangażował się i doprowadził do szybkiego podpisania umowy z ISD.

Co innego słychać w Stoczni Gdańsk. Ukraińcy planują uruchomić tam produkcję konstrukcji stalowych, m.in. na potrzeby stadionów na Euro 2012. A związkowcy mówią: - Straciliśmy zaufanie do nowych właścicieli. Te plany to dowód, że stocznia w Gdańsku po połączeniu z Gdynią ma zostać zlikwidowana.

W środę szefowie ISD spotkali się ze związkowcami. - To była owocna dyskusja. Tylko tyle mogę zdradzić - mówi Marcin Ciok z biura prasowego ISD Polska.

Co innego twierdzą nasi informatorzy. - Była straszna awantura. Ukraińcy powiedzieli, że będą rozmawiać tylko z szefami związków, a nie kilkuosobowymi reprezentacjami. Na to związkowcy wyszli z sali.

W końcu do spotkania doszło. - Ale usłyszeliśmy, że mamy przeprosić za niby nieprawdziwe informacje przekazywane do mediów, że ludziom spadają pensje, a ISD nie realizuje obietnic - mówi nasz informator.

- Nikogo przepraszać nie będę - zarzeka się Karol Guzikiewicz, wiceszef stoczniowej "S". - Zmiana norm doprowadziła do tego, że część pracowników zarabia mniej. Jestem w stoczni codziennie i nie zauważyłem, by powstawała tu "czołowa europejska stocznia". A to zapowiadali Ukraińcy.

- Niezależnie od tego jak potoczą się negocjacje odnośnie Stoczni Gdynia, nie planujemy masowych zwolnień w Gdańsku. Nie zlikwidujemy też produkcji statków - zapewnia Ciok.

Związkowcom deklaracje nie wystarczają. - Nie wykluczamy, że 29 sierpnia zrobimy manifestację pod siedzibą ISD w Warszawie - mówi Guzikiewicz.

Gazeta Wyborcza: Gazoport nie utknął, ale się poślizgnął

Andrzej Kraśnicki jr, Maciej Napiórkowski 2008-08-20, ostatnia aktualizacja 2008-08-20 21:36

Terminal LNG w Świnoujściu, "jako inwestycja strategiczna, powinien zostać uruchomiony jak najszybciej", uchwalił rząd. Na razie trwa walka z biurokracją. Procedury i uzgodnienia jeszcze trwają, ale wycinka lasu pod budowę gazoportu już się zaczęła Rządowa uchwała "w sprawie działań mających na celu dywersyfikację dostaw gazu ziemnego do Polski" podjęta została we wtorek. Dokument przemknął właściwie niezauważony, bo tego samego dnia rząd zajmował się sprawą tarczy antyrakietowej.

Z uchwały wynika jednoznacznie, że nie ma mowy o przystopowaniu budowy gazoportu w Świnoujściu. To przecina spekulacje takie jak ostatnie, w dwutygodniku "Namiary na morze i handel". Jednym z powodów miały być kłopoty z podpisaniem umowy na dostawy gazu do przyszłego terminalu.

- Taki kontrakt można podpisać nawet dzisiaj, lecz istotne jest wynegocjowanie jak najlepszych warunków dostawy - mówi "Gazecie" Tadeusz Zwierzyński, prezes Polskiego LNG, spółki powołanej przez Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo do wybudowania i eksploatacji terminalu.

Wtorkowa uchwała rządu w sprawie gazoportu mówi o tym, że inwestycja jest zgodna "ze strategicznym interesem Polski", jakim jest dywersyfikacja dostaw tego surowca i bezpieczeństwo energetyczne. W uchwale znalazł się też zapis o bardziej praktycznym wymiarze. Udziały w spółce Polski LNG przejdą z PGNiG do OGP Gaz-System SA, której właścicielem jest i będzie skarb państwa. Spółka, w przeciwieństwie do PGNiG, nie jest przewidziana do prywatyzacji, a rządowi zależy, by zachować pełną kontrolę nad terminalem w Świnoujściu.

Na pewno będą też kontynuowane przygotowania do budowy nowego falochronu, który osłaniać będzie sam terminal. Warta miliard złotych inwestycja uznana została za "niezbędną".

Według Tadeusza Zwierzyńskiego z Polskiego LNG, procedury poprzedzające samą budowę cały czas trwają.

- To ważny, choć niemedialny proces - mówi Zwierzyński.

Kończą się też prace w biurach SNC Lavalin Services Ltd., spółki, która w styczniu zabrała się za przygotowanie projektu techniczno-technologicznego terminalu. Dokumentacja będzie gotowa na przełomie września i października. Wykonane zostały też pierwsze prace na terenie, gdzie terminal stanie. Zakończyły się już badania gruntu, rozpoczęła się wycinka drzew. Przeprowadzane są też badania geologiczne dna w miejscach, gdzie powstanie falochron. W lipcu turyści mogli nawet z plaży obserwować specjalną platformę wiertniczą.

Terminal ma rozpocząć pracę w 2014 r. To o trzy lata później niż zakładały pierwsze plany. Tydzień temu Dudziński przyznał, że "mamy poślizg". Jak twierdzi, chodzi o kłopoty z uzyskaniem warunków środowiskowych dla terminalu LNG. Urzędnicy w regionie, z którymi rozmawialiśmy, są tym zdziwieni. Żadnych niepokojących wypowiedzi nie ma też ze strony Polskiego LNG. W środę poprosiliśmy PGNiG o wyjaśnienie, o jakie kłopoty chodzi i jaką konkretnie administrację. Po południu biuro prasowe poinformowało, że szczegółową odpowiedź otrzymamy jeszcze w tym tygodniu. W samym Świnoujściu zbliżająca się wielka inwestycja jest bardziej zauważalna. PGNiG zaangażowała się w sponsoring lokalnych koncertów i festiwali. A PLNG zapowiada, że utworzy w Świnoujście arboretum. To mały ogród dendrologiczny, w którym przede wszystkim chroni się rzadkie gatunki roślin.

Kurier Szczeciński: Państwo bierze terminal 2008-08-20 22:15:25

Rada Ministrów zobowiązała ministra skarbu do sprawowania kontroli nad terminalem. Ma ją zapewnić przekazanie większościowych udziałów w spółce Polskie LNG (spółka córka PGNiG) do OGP Gaz-System SA, którego akcje należą do skarbu państwa. Tymczasem Polskie LNG stara się przebrnąć przez procedury związane z pozyskaniem zezwoleń środowiskowych na budowę terminalu LNG.

- Chcemy, żeby kontrolę nad siecią przesyłową sprawowało państwo - mówi Maciej Wewiór, rzecznik prasowy Ministerstwa Skarbu. - Jest to kluczowe dla zapewnienia bezpieczeństwa gazowego naszego kraju.

Rząd z niepokojem patrzy na datę, w której miałoby dojść do pełnej eksploatacji terminalu - a mianowicie na 2014 rok. Za kilka lat nasz kraj może mieć poważne problemy energetyczne.

- To skutek wielu lat zaniedbań – mówi M. Wewiór. - Dążymy do tego, żeby nie uzależniać się od jednego dostawcy.

W PGNiG nie chcą komentować decyzji Rady Ministrów. Jak podaje Joanna Zakrzewska, rzecznik prasowy PGNiG SA budowa terminalu LNG miałaby ruszyć w 2009 roku. Pod koniec 2013 miałby nastąpić rozruch terminalu, a w 2014 roku byłby on już w pełni eksploatowany.

Ewa Wieczorek, rzecznik prasowy Urzędu Morskiego twierdzi, że falochron osłonowy dla terminalu LNG byłby gotowy już w 2011 roku.

- Według planu dokumentacja wraz z pozwoleniem na budowę falochronu będzie gotowa do kwietnia 2009 roku. We wrześniu 2009 roku powinien być już wyłoniony wykonawca i niedługo po tym powinny ruszyć prace. W 2011 roku wybudowany będzie już falochron, ostroga istniejącego falochronu, obrotnica i wytyczony będzie tor wodny. – mówi E. Wieczorek.

Obecnie wszystko znajduje się na etapie pozyskiwania pozwoleń środowiskowych. Dopiero po ich uzyskaniu będzie mogła ruszyć budowa terminalu tak na lądzie, jak i na Bałtyku.

- W ciągu dwóch tygodni wojewoda wyda dla Polskiego LNG postanowienie o zakresie raportu oddziaływania na środowisko tej inwestycji - mówi Przemysław Łagodzki, zastępca dyrektora w Wydziale Środowiska i Rolnictwa Urzędu

Wojewódzkiego w Szczecinie. - Gdy inwestor otrzyma już te postanowienie to będzie musiał przedstawić nam raport środowiskowy. Po sporządzeniu raportu środowiskowego Polskie LNG przekaże go wojewodzie. Tutaj sprawa może się przeciągnąć. Teoretycznie wojewoda ma 60 dni, żeby wydać decyzję po otrzymaniu raportu - o ile będzie on kompletny i nie będzie tutaj żadnych uwag. Do raportu zastrzeżenia będą mogły zgłaszać podmioty, których budowa terminalu dotyczy, a wśród nich np. mieszkańcy Świnoujścia lub organizacje ekologiczne. Bartosz TURLEJSKI

Trybuna: Oflagowali, bo strajkować nie mogą. Brak porozumienia płacowego

Pracownicy urzędów morskich jako urzędnicy państwowi nie mogą podjąć normalnej akcji strajkowej. Najostrzejszą formą protestu, jaką mogą się posłużyć, jest oflagowanie budynku. Tak się stało w Gdyni. Budynek urzędu został oflagowany, a przed wejściem pojawiły się transparenty: ,,Żądamy wzrostu płac o 41 procent'' i ,,Wzrost pensji o 17 proc. nie zlikwiduje naszego ubóstwa''. Od początku lipca związki zawodowe działające w Urzędzie Morskim w Gdyni są w sporze zbiorowym z dyrekcją. Cały miesiąc trwały rozmowy związkowców z szefostwem urzędu o podwyżkach płac. Teraz, kiedy – zdaniem Czesława Kościerzyńskiego, członka Zarządu Głównego Forum Związków Zawodowych Urzędów Morskich – zakończyły się fiaskiem, pracownicy zastosowali jedyną możliwą formę protestu, czyli oflagowanie zakładu. – Na ostatnim spotkaniu dyrekcja stwierdziła, że może zagwarantować podwyżkę wysokości 17 proc. – mówi Kościerzyński. – W praktyce pensje wzrosłyby wówczas średnio o ok. 350 zł, ponieważ większość zatrudnionych w urzędzie zarabia dziś niecałe 1700 zł brutto. 700-osobowa załoga gdyńskiego Urzędu Morskiego domaga się wzrostu płac o 60 proc. Jak informuje Kościerzyński, płace realne w Urzędach Morskich w Słupsku, Szczecinie i Gdyni nie wzrastały od 15 lat. A zatem w stosunku do inflacji i wciąż rosnących kosztów utrzymania spadały. – Do rządu wysłaliśmy w tej sprawie już chyba z kilkadziesiąt pism. Wszystkie pozostały bez echa – mówi Kościerzyński. Andrzej Królikowski, dyrektor Urzędu Morskiego w Gdyni, twierdzi, że doskonale zna sytuację i robi w tej sprawie wszystko, co jest możliwe. – Na bieżąco informuję Ministerstwo Infrastruktury o trudnym położeniu załogi i przebiegu rozmów. Ze swej strony dysponuję tylko takim budżetem, jaki przyznaje mi ministerstwo. Z uruchomionej ostatnio przez rząd rezerwy celowej wychodzi, że obecna podwyżka nie może być wyższa niż 17 proc. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to dużo – mówi. Zdaniem dyrektora, jeszcze w tym roku jest szansa na kolejny wzrost płac. Prawdopodobnie nie należy się spodziewać, że druga podwyżka będzie dużo większa od zapowiedzianej obecnie. Kolejna runda rozmów dyrekcji ze związkami zawodowymi odbędzie się być może jeszcze w tym tygodniu. Poza żądaniami płacowymi związkowcy domagają się też zapoznania ich z planem polityki finansowej zakładu na najbliższe lata.

Portal Morski: Singapur osiągnał już miliard ton brutto Opublikowano: 21 sierpnia, 2008

Port w Singapurze prawdopodobnie osiągnie kolejny rekord w tonażu przeładunku według Maritime and Port Authority of Singapore (MPA). Tonaż, który odzwierciedla całkowity rozmiar zawinięć statków w Singapurze jak do tej pory osiągnał ponad 1 miliard ton brutto.Przez ostatnie 5 lat, liczba zawinięć w kontekście tonażu stale rosła o liczbę dwucyfrową.

Portal Morski: Rumunia zamawia nietypowy statek offshorowy Opublikowano: 21 sierpnia, 2008

Romuński kontrachent GSP Drilling podpisał kontrakt z Keppel Singmarine na konstrukcje multizadaniowego statku DP3 "GSP Titan". Nowy statek będzie unikatowy na skalę światową ze względu na efektywne i ekonomiczne połączenie trzech offshorowych możliwości operacyjnych w jednym statku. Jednostak została zaprojektowana przez Holenderskie biuro projektowe Ulstein Sea of Solutions i jest przewidziana do odboru w sierpniu 2011.

Portal Morski: Propozycja tunelu kolejowego pomiędzy Helsinkami a Tallinem Opublikowano: 21 sierpnia, 2008

Propozycja tunelu kolejowego biegnącego pod Zatoką Finlandzką pomiędzy Helsinkami a Tallinem może zostać wzięta pod uwagę dzięki głównym planom kolejowym Europy. Unia Europejska rozważa rozbudowę połączenia kolejowego z Berlina, przez Polskę, Litwę, Łotwę do stolicy Estonii i prawdopodobnie tunel pod Zatoką Finlandzką mógłby przedłużyć projekt do Helsinek, a stamtąd do Sankt Petersburga. "Jeżeli projekt "Rail Baltica" zostanie wdrożony, trakt Tallin-Helsinki zostanie postawiony w zupełnie nowym świetle", skomentował wiceburmistrz Helsinek Pekka Sauri.

Kurier Szczeciński: Miasto na wodzie 2008-08-20 22:15:25

Adam Sternal, szczeciński biznesmen, chce przenieść miasto na wodę. Jest przekonany, że jego pomysł doskonale wpisuje się w wizję prezydenta Piotra Krzystka. Na razie jest jednak rozczarowany podejściem urzędników do lokalnych przedsiębiorców. - W Goeteborgu w Szwecji jest cała dzielnica, w której zbudowano marinę za mariną - twierdzi szczeciński przedsiębiorca. - Ludzie spędzają tam mnóstwo czasu. Niektórzy wprost z pracy jadą na swoją łódkę czy barkę i tam odpoczywają, bawią się i zapraszają gości. W Szczecinie tego nie ma, choć największą siłę tego miasta stanowi woda. To położenie nas odróżnia od innych, a nie śródmieście! Tymczasem mało szczecinian ma kontakt z wodą. Nie przekonamy wodniaków z innych krajów do odwiedzenia miasta, jeśli sami nie będziemy korzystać z atrakcyjnego akwenu. Sternal proponuje prezydentowi wybudowanie osiedla pływających domów. Każdy z nich to w rzeczywistości samodzielna barka, przycumowana do wspólnego pomostu. - Potrzebuję, by miasto wskazało mi niewielki teren, który byłby lądową bazą osiedla z parkingiem i podłączeniem do mediów - twierdzi przedsiębiorca. - Reszta powstanie na wodzie. Jednostki byłyby całkiem samodzielne. Właściciel zawsze mógłby odcumować i na przykład wybrać się kanałami na wyprawę do Berlina albo na wakacje do Świnoujścia. To także oferta, na przykład, dla firm turystycznych. Przecież to bardzo atrakcyjna forma spędzania czasu - pływanie barką po rzekach. Koszt wybudowania jednej takiej barki zaczyna się od 250 tysięcy złotych. Jak zapewnia Adam Sternal, inwestycję mógłby zacząć nawet dziś. Problem ma jednak ze współpracą z gminą Szczecin. Po raz pierwszy złożyłem dokumenty w sprawie miasta na wodzie miesiąc temu w sekretariacie prezydenta - mówi Adam Sternal. - I nie dostałem odpowiedzi. Kiedy chciałem się dowiedzieć dlaczego - okazało się, że teczka z dokumentacją „rozpłynęła się” w Urzędzie Miasta i nikt nie wie, jakim cudem. Przekazałem więc wszystko jeszcze i teraz czekam. Na razie bez odzewu. Ja nie muszę tego robić, ale potrzebuję konkretnej odpowiedzi: tak czy nie.

Przedstawiciele prezydenta zapewniają, że nie zlekceważyli propozycji biznesmena.

- Spotkałem się z panem Sternalem, informuje Michał Kaczmarczyk, zastępca dyrektora biura prezydenta miasta. - W żaden sposób nie można potwierdzić, że złożył on wcześniej tę dokumentację. Dlatego 12 sierpnia poprosiłem, by ją przekazać zgodnie z procedurą. Wszystko trafiło do wiceprezydenta Krzysztofa Nowaka i podległego mu Wydziału Strategii i Rozwoju. To nie jest jednokartkowa propozycja, tylko cała teczka. Zanim odpowiemy, musimy przeanalizować dokumenty. Zapewniam, że skontaktujemy się z panem Sternalem. Artur Ratuszyński

stettiner, 2008-08-21 11:31:57

Trzymam kciuki za Adama Sternala. Ja sam otrzymałem od miasta odmowę wydania warunków zabudowy. Niby nic. Ale stało się to po 13 miesiącach od złożenia wniosku. W międzyczasie uzupełniałem i czekałem. Nie było warto. Może Sternalowi sie uda.

Pawel M., 2008-08-21 11:15:20

Tomek, Ty sie tak nie denerwuj. Mamy po to prase by takie przyklady naglasniac. Trzeba edukowac urzedasow, w koncu to my ich wybieramy. Jak sie nie sprawdza to wybierzemy innych.

tomek, 2008-08-21 11:07:02

biedny biznesmen to szczecin!!!!! tutaj licza sie tylko urzednicy nowak to ma taka wizje przyszlosci miasta ze tylko blaszane hipermarkety by budowal tak jak na [piastow gdzie nie zgodzil sie na wubudowanie 100m budynkow ale na sklepy blaszki owszem .....dopuki on jesy urzednikiem miasto bedzie sie rozwijac do tylu....zreszta kogo to obchodzi byle by wziasc jakis pokazny dodatek do wyplaty.....idz paqd z tymi dokumentami do wroclawia to miasto tez na wodzie a urzednicy normalni dla ludzi:)

Dziennik Bałtycki: Gdynia. Skwer Kościuszki do remontu

Generalna przebudowa sztucznie usypanego przed wojną nabrzeża Pomorskiego przy Skwerze Kościuszki rozpocznie się już w połowie września. Prace będą prowadzone w dwóch etapach. W pierwszym, który potrwa do końca maja 2009 r., wyremontowany zostanie fragment od basenu Prezydenta do "Błyskawicy". Potem nastąpi przerwa na wakacje. Drugi etap rozpocznie się we wrześniu 2009 roku i potrwa do maja 2010 r. Wtedy zostanie wyremontowany fragment od "Błyskawicy" do końca nabrzeża. Początek remontu zbiegnie się z likwidacją budek i namiotów, które pełnią rolę punktów gastronomicznych i sprzedaży pamiątek. - Modernizacja nabrzeża będzie tak prowadzona, by jak najmniej odczuli to turyści - mówi Janusz Jarosiński, prezes zarządu Portu Gdynia SA. - Głównymi założeniami remontu jest zwiększenie głębokości basenu i modernizacja samego nabrzeża. W miejsce budek z hot-dogami i smażalni ryb w przyszłym roku staną eleganckie pawilony, w których zostanie wydzielonych 16 boksów handlowych. - W tym roku nabrzeże Pomorskie, a już niebawem prawa strona Skweru Kościuszki zmienią swój wizerunek. Opracowywany jest właśnie plan zagospodarowania przestrzennego - informuje Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni.

Więcej w piątkowym dodatku "Trójmiasto" do "Polski Dziennika Bałtyckiego"

2008-08-22 Piątek

Dziennik: Tajne plany rządu. Stocznie upadną, bo bankruta łatwiej sprzedać piątek 22 sierpnia 2008 08:55

Zamieszanie z poszukiwaniem kupców polskich stoczni, którzy mają je ratować przed bankructwem, to maskarada. Dziś upływa termin składania ofert, a do wczoraj nie wpłynęła żadna nowa propozycja. Nic dziwnego. Inwestorzy wolą przejąć już bankruta. "Gazeta Prawna" pisze, że rząd może im w tym pomóc. "Stocznie muszą zostać sprywatyzowane, a każdy wariant jest możliwy. Brana jest pod uwagę między innymi prywatyzacja stoczni przez ogłoszenie ich upadłości" - zdradziła "Gazecie Prawnej" anonimowa osoba z Ministerstwa Skarbu.

Chodzi o przejęcie tzw. masy upadłościowej, czyli zlicytowanego majątku. W praktyce oznacza to wyprzedaż maszyn, nieruchonmości i zamówień stoczni po atrakcyjnych cenach. To łakomy kąsek dla inwestorów, którzy nie chcieli wcześniej przejmować spółek, bo musieliby wziąć na siebie ciężar spłaty ich długów. A ciężar ten jest gigantyczny. Komisja Europejska chce, by stocznie zwróciły naszemu budżetowi 1,3 mld euro - czyli wszystkie pieniądze, które spółki dostały w ramach pomocy publicznej po wstąpieniu Polski do Unii. Bruksela uważa, że taka pomoc to działanie nie fair w stosunku do innych europejskich stoczni, które muszą sobie radzić same. Polski rząd poprosił Komisję o jeszcze jedną szansę. Bruksela się zgodziła, lecz postawiła warunek: stocznie nie będą musiały zwracać pieniędzy, ale muszą znaleźć takiego inwestora, który już nigdy nie wyciągnie ręki po pomoc od państwa. Innymi słowy, Polska musi pokazać plan, z kim i w jaki sposób zamierza zrestrukturyzować stocznie poprzez ich prywatyzację. Plan ten musimy pokazać do 12 września, ale ponieważ nie zgłaszają się nowi inwestorzy, raczej nie mamy co liczyć na przychylność unijnych urzędników. Jak dotąd do Ministerstwa Skarbu zapukało jedynie dwóch potencjalnych inwestorów. Była to ukraińska firma ISD, która chce kupić stocznię Gdynia i planuje połączyć ją ze stocznią Gdańsk, oraz Mostostal Chojnice, który zainteresowany jest przejęciem Stoczni Szczecińskiej Nowa. To przedstawiciele tych firm wraz z przedstawicielami Ministerstwa Skarbu mają w przyszłym tygodniu pojechać do Brukseli na konsultacje przygotowywanych planów prywatyzacji i restrukturyzacji stoczni. Jednak - jak pisze "Gazeta Prawna" - to nie będą łatwe rozmowy. Potencjalni inwestorzy oczekują od państwa pomocy finansowej i twierdzą, że inaczej nie warto kupować stoczni. Na to może się nie zgodzić Komisja Europejska - dodaje gazeta. MP

Dziennik Bałtycki: Na Morzu Bałtyckim i Zatoce Gdańskiej robi się coraz ciaśniej od statków

Mayday!, mayday!! - takie sygnały odebrały niedawno statki, znajdujące się na morzach i w portach. Wołanie to, po polsku znaczące: pomóżcie mi, nadawano z obszaru Zatoki Gdańskiej. Na równe nogi stanęły służby ratownicze wszystkich nadbałtyckich państw. Ratownikom udało się nawiązać łączność radiową z poszkodowanymi. Okazało się, że w niebezpieczeństwie jest statek "Nawigator XXI", należący do Akademii Morskiej w Szczecinie.

- Palimy się, pompy gaśnicze się psują - wołali przedstawiciele dowództwa statku. - Studenci i część załogi już są na tratwach. Dryfują po falach...

Na tym łączność się urwała. Kapitan żeglugi wielkiej Jerzy Kiszczak - dowódca statku "Kapitan Poinc" - w dzienniku okrętowym napisał: 6.00 - odcumowano. Ta specjalistyczna jednostka ratownicza, jedna z najnowocześniejszych na Bałtyku, popłynęła całą naprzód na miejsce katastrofy. Na pokładzie byli przedstawiciele szefostwa Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa (MSPiR) w Gdyni: Marek Szczepaniak - zastępca dyrektora polskiego SAR (skrót angielskiej nazwy: search and rescue) oraz Janusz Maziarz, kierownik MRCK w Gdyni, dowodzący akcją.

Do miejsca tragedii jest z Gdyni daleko. Płonący "Nawigator XXI" znajdował się na pograniczu wód polskich i rosyjskich.

Na miejscu już są Rosjanie. Nieco później dołączają Duńczycy, polscy strażacy, asysty udziela ORP "Zbyszko" i Straż Graniczna. Rejon katastrofy patrolują rosyjskie oraz polskie samoloty i śmigłowce, wypatrując rozbitków. Rosyjski statek gaśniczy otacza pióropuszem wody "Nawigatora XXI".

- Mamy rannego - sygnalizuje załoga śmigłowca Marynarki Wojennej RP.

Chwilę później poszkodowany student na noszach opuszczany jest z helikoptera na pokład "Kapitana Poinca". Nosze wracają do śmigłowca. Niełatwo jest wciągnąć je na linie do kabiny. Gdyby znajdował się na nich człowiek, byłoby jeszcze trudniej. - Te śmigłowce są za małe do akcji ratowania ludzi na Bałtyku - komentuje jeden z obserwatorów akcji.

Tymczasem sytuacja staje się coraz bardziej niebezpieczna. Z płonącego statku zaczyna wyciekać olej. Plama może dotrzeć aż do plaż i spowodować skażenie ich na wiele miesięcy. Strach pomyśleć, co by się działo, gdyby taka ropa osiadła teraz np. w Sopocie...

Zapora przeciwolejowa "Kapitana Poinca" ma około 900 metrów długości. Przy jej użyciu można ogarnąć spory kawałek zabrudzonego morza, a olej zebrać z powierzchni. "Kapitan Poinc", pod kierownictwem kapitana Jerzego Kiszczaka i starszego oficera Jerzego Borkowskiego, sprawnie wykonuje to zadanie.

Co będzie za godzinę, za dzień - pokazuje symulacja komputerowa, przygotowana przez Marka Reszkę, szefa Wydziału Zwalczania Zagrożeń i Zanieczyszczeń na Morzu MSPiR: olej spychany będzie ku Mierzei Kurońskiej i Cieśninie Pilawskiej. Statki rozciągają zapory przeciwolejowe. Zbierają szkodliwą substancję. Jednocześnie trwają poszukiwania zaginionego. Niestety, ratownicy wyciągają jego zwłoki...

Na szczęście ten scenariusz to jeszcze nie prawdziwa katastrofa, a ćwiczenia o kryptonimie "Zatoka '08". Katastrofa jednak może się zdarzyć w każdej chwili. Na Bałtyku robi się ciasno od statków. Za parę lat zacznie się układanie na dnie gazociągu z Rosji do Niemiec. Mogą zostać naruszone pojemniki z bronią chemiczną, spoczywające w wodzie od czasów II wojny światowej. 2000 - tyle statków znajduje się jednocześnie na Bałtyku. O kolizję coraz łatwiej...

Kazimierz Netka - NaszeMiasto.pl

Głos Szczeciński: Szczecin > W sobotę chrzest statku przy Wałach Chrobrego 21 sierpnia 2008 - 12:07

W piątek o godz. 11 w Stoczni Szczecińskiej Nowa na pochylni Odra Nowa zostanie położona stępka pod kolejny kontenerowiec budowany dla rosyjskiego armatora FESCO. Będzie to kontenerowiec typu B 170 o nośności 23 tys. ton i mogący przewozić 1730 kontenerów. Natomiast w sobotę, o godz. 11 przy nabrzeżu u podnóża Wałów Chrobrego odbędzie się uroczysty chrzest podobnego kontenerowca o nazwie Fesco Vitim. Jego odbiorcą jest również rosyjski armator FESCO. Matką chrzestną będzie Halina Wysocka z rady nadzorczej SSN. Kontenerowiec w najbliższą środę opuści Szczecin. Popłynie do Hamburga. Ma pływać na linii Hamburg - St. Petersburg. Ten armator do końca 2009 roku ma odebrać ze stoczni 7 kontenerowców różnej wielkości. Chrzty przy Wałach Chrobrego statków budowanych w szczecińskiej stoczni odbywają się rzadko. Ostatni był 10 lat temu. Chrzczono kontenerowiec także zbudowany dla FESCO. Sobotni chrzest będzie więc atrakcją dla szczecinian i turystów. Po uroczystości chrztu w budynku Muzeum Morskiego przy Wałach Chrobrego odbędzie się przekazanie przez stocznię dla muzealnych zbiorów amfory z II wieku. Została ona znaleziona w Morzu Adriatyckim , koło Zadaru, przez płetwonurków z nieistniejącego już stoczniowego koła płetwonurków i przekazana załodze stoczni. kp

Portal Morski: Nowa linia żeglugowa Opublikowano: 22 sierpnia, 2008

Nowa linia kontenerowa została otworzona pomiędzy Sankt Petersburgiema a Goeteborgiem (Szwecja). Statki X-Press Container Line, armatora z siedzibą w Singapurze, rozpoczęły regularne rejsy z Rosji do Skandynawii: Kotka, Goeteborg, Zeebrugge, Amsterdam, Hamburg, Sankt Petersburg. Nowa linia żeglugowa będzie pierwszą regularnie kursującą pomiędzy Rosją a portem w Goeteborgu.

Portal Morski: Cztery supramaxy z Japoni Opublikowano: 22 sierpnia, 2008

Camillo Eitzen & Co ASA (CECO) z Norwegii zawarło umowę na kontraktowanie czterech dodatkowych statków supramax, dostarczanych z Japonii w latach 2012-2013. Statki są finansowane jako kombinacja płatności gotówką i długo terminowego czarterowania z opcją wykupu. Wszystkie cztery 60,000 dwt-owce będą w pełni wyposażone.

2008-08-23 Sobota

Gazeta Wyborcza: Stoczniowcy oddają statek i... antyczną amforę

Andrzej Kraśnicki jr 2008-08-22, ostatnia aktualizacja 2008-08-22 19:24

Pierwszy raz od 10 lat stoczniowcy urządzą chrzest statku przy Wałach Chrobrego. Są też optymistyczne, choć nieoficjalne, nowiny w sprawie prywatyzacji. W piątek o godz. 14 upłynął termin składania ofert kupna Stoczni Szczecińskiej Nowa oraz Stoczni Gdynia. Zaraz potem Ministerstwo Skarbu Państwa poinformowało, że "ostateczny" termin zostaje przedłużony o tydzień. W praktyce oznacza to, że mimo wielkich oczekiwań stocznią w Szczecinie nie zainteresował się nikt poza inwestorami już znanymi, czyli Mostostalem Chojnice i norweską stocznią Ulstein. - Otwarcie kolejnego terminu nic nie zmienia - tłumaczy Maciej Wewiór, rzecznik MSP. - To, czy zgłoszą się jeszcze inni inwestorzy, ma mały związek z rozmowami, które prowadzimy obecnie z Mostostalem.

Resort zostawia tym samym furtkę dla innych inwestorów, którzy jednak zdecydowaliby się na złożenie oferty. Na dziś na placu boju pozostaje więc wspomniany Mostostal i Norwegowie. Są jednak i dobre wiadomości, chociaż na razie tylko nieoficjalne. Wynika z nich, że polska spółka zawarła z norweską stocznią porozumienie dotyczące przyszłej współpracy, po dokonanej razem prywatyzacji szczecińskiego zakładu. To o tyle ważne, że według różnych opinii sam Mostostal Chojnice nie byłby w stanie udźwignąć modernizacji stoczni i wyprowadzenia jej na prostą. Tymczasem od realności planu restrukturyzacji zakładu zależy wyrok, jaki we wrześniu wyda Komisja Europejska. Jeśli program się spodoba, stocznia przetrwa. Jeśli nie - firma będzie musiała oddać uzyskiwaną przez lata pomoc publiczną. To oznaczałoby jej upadek. Program musi być dostarczony do Brukseli do 12 września. Stąd trwające niemal bez przerwy ustalenia resortu z Mostostalem - dokument musi być na czas dopracowany. W przyszłym tygodniu w Brukseli mają się odbyć konsultacje, żeby 12 września obyło się bez niemiłych niespodzianek.

Trochę w cieniu tych zawiłych zabiegów prywatyzacyjnych stoczniowcy przyszykowali dla mieszkańców i turystów atrakcję. Po raz pierwszy od dziesięciu lat, w sobotę o godz. 11 przy nabrzeżu na Wałach Chrobrego, ochrzczony zostanie statek. Będzie to zbudowany dla rosyjskiego armatora kontenerowiec "Fesco Vitim". Uroczystość warto zobaczyć. Ponad 180-metrowy kontenerowiec przy Wałach Chrobrego to rzadkość. Już sama wielkość jednostki będzie robić wrażenie.

"Fesco Vitim" jest pierwszym z serii pięciu kontenerowców, które stocznia buduje dla rosyjskiego armatora z Władywostoku. Matką chrzestną statku zostanie Halina Wysocka, członek Rady Nadzorczej SSN. Kolejne kontenerowce są już w budowie. Położono już stępkę pod trzecią jednostkę z serii.

Stoczniowa amfora dla muzeum

W sobotę o godz. 13.15, również przy Wałach Chrobrego, odbędzie się kolejna uroczystość z udziałem stoczniowców. W holu Muzeum Narodowym w ręce muzealników przekazana zostanie rzymska amfora z II wieku naszej ery. Amfora ma niezwykłą historię. Zabytek został znaleziony w sierpniu 1969 r. w Morzu Adriatyckim przy wyspie Ugljan koło Zadaru w Chorwacji, na głębokości 70 m. Odkrywcami byli nurkowie Stoczni Szczecińskiej, którzy w tym rejonie mieli szkolenia. Prawie metrowej wielkości zabytek najpierw ozdabiał salę konferencyjną, potem wylądował w piwnicy. W latach 90. trafił do gabinetu prezesa. Życzeniem zarządu stoczni jest, aby ten cenny obiekt wzbogacił zbiory Muzeum Narodowego i mógł cieszyć wszystkich mieszkańców Szczecina - mówi Izabela Maruszczak, rzecznik stoczni.

Gazeta Wyborcza: Nurkowie odkryli wrak SS Bremerhaven

aks 2008-08-22, ostatnia aktualizacja 2008-08-22 20:05

Polscy płetwonurkowie odnaleźli w piątek wrak Statku Śmierci. Leży na dnie Bałtyku, 30 mil morskich na północ od Helu na głębokości 60 m. Podczas ekspedycji ekipa sporządzi dokumentację wraku. W marcu 1940 r. Niemcy odholowali statek na jedną z odnóg Odry. Oficjalnie jednostka zyskała status "statku mieszkalnego", jednak jej prawdziwe przeznaczenie to obóz koncentracyjny, przede wszystkim dla pracowników fabryki benzyny syntetycznej w Policach. W ciągu trzech lat przez ten pływający obóz przewinęli się więźniowie praktycznie ze wszystkich krajów europejskich, podbitych bądź walczących z Niemcami. Od stycznia 1944 r. statek służył do ewakuacji niemieckich uciekinierów ze Wschodu. 30 października 1944 r. atak pięciu samolotów szturmowych zakończył się powodzeniem. Statek stanął w ogniu, a potem zatonął wraz 500 uciekinierami. W ekspedycji uczestniczą członkowie gdyńskiego Centrum Techniki Nurkowej.

Głos Koszaliński: Urzędnika kapitanatu portu w Kołobrzegu zatrzymany 23 sierpnia 2008 - 4:00

- Jest pan zatrzymany za wzięcie łapówki - usłyszał Edward B., kapitan portu w Kołobrzegu, po tym jak właściciel jachtu wręczył mu 1200 złotych. Sąd odrzucił wniosek prokuratury o tymczasowy areszt Edwarda B. kapitana portu w Kołobrzegu. W piątek sąd odrzucił wniosek prokuratury o tymczasowy areszt. Urzędnik za wyjście na wolność zapłacił kaucję - 7 tysięcy złotych.Edward B. jest nie tylko kapitanem portu kołobrzeskiego, ale także inspektorem ds. bezpieczeństwa żeglugi. Połączenie tych funkcji - zdaniem prokuratury - decydowało, że mógł wywierać naciski na armatorów...

Wręczanie łapówki było obserwowane przez policjantów. To dlatego, że o korupcyjnej propozycji urzędnika funkcjonariuszy poinformował właściciel jachtu, zajmujący się organizowaniem wycieczek morskich. Powiedział, że kapitan portu sugerował mu, że za "odpowiednią opłatą będzie mógł spokojnie pracować, a on nie będzie się go czepiać”, np. kwestionując jakość sprzętu ratunkowego.Gdy armator przekazał urzędnikowi pieniądze, do akcji wkroczyła policja.

- Ustalamy, czy to jedyny przypadek uzależnienia podjęcia decyzji od otrzymania korzyści majątkowych, czy też takich żądań było więcej - wyjaśnia Ryszard Gąsiorowski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Koszalinie.

- Jestem niemile zaskoczony - podkreśla Mirosław Krajewski, dyrektor ds. inspekcji morskich Urzędu Morskiego w Słupsku. Przełożony podejrzewanego urzędnika zapewnia, że jeżeli zarzuty się potwierdzą, to na pewno nie będzie pełnił dotychczasowej funkcji. Mężczyzna kilka miesięcy temu został mianowany na to stanowisko.

- Aż mi szczęka opadła - nie wierzy kołobrzeżanin Bogdan Waniewski ze Stowarzyszenia Armatorów Rybackich. - To doskonały fachowiec, kapitan żeglugi wielkiej. Zawsze służył radą i chętnie pomagał armatorom. Nigdy, nawet w formie plotki, nie pojawiły się informacje o tym, by żądał łapówek. To chyba niemożliwe - powątpiewa w winę kapitana.

Prokuratura Okręgowa w Koszalinie zamierza zaskarżyć decyzję sądu o niestosowaniu aresztu tymczasowego. Edwardowi B. w przypadku udowodnienia winy grozi kara do 8 lat więzienia. Chcieliśmy poznać wersję przedstawioną przez podejrzewanego kapitana, ale nie udało się nam z nim wczoraj skontaktować. Cezary Sołowij cezary.solowij@gk24.pl

sobota, 16 sierpnia 2008

MKP2008-T33-PolishMaritimeDiary.pl

Tydzień 33

2008-08-11 Poniedziałek

Portal Morski: Nie ma nowych inwestorów - ostrzegaliśmy, że tak będzie Opublikowano: 11 sierpnia, 2008

Oczekiwanie ministerstwa skarbu, że nagle zjawią się chętni, którzy w kwestii prywatyzacji stoczni wymyślą coś nowego - jest naiwnością. Dla stoczniowej "Solidarności" było to oczywiste od samego początku. Zaskakuje informacja o kolejnych 2 tygodniach dla potencjalnych nowych inwestorów. Naszym zdaniem należy skupić wszystkie wysiłki na rozmowach z obecnymi inwestorami oraz uruchomić cały aparat państwowy z Premierem i Prezydentem na czele, aby obronić wynegocjowane projekty przed Komisją Europejską. Jeśli zdaniem ekspertów i doradców - programy te nie spełniają oczekiwań Unii, trzeba już dziś spotykać się z Komisją Europejską, aby do 12 września je dostosować lub przekonać do modyfikacji stanowiska KE. Szukanie nowych jest zwyczajną stratą czasu. Analizując dotychczasowy przebieg negocjacji stwierdzamy, że ministerstwo skarbu nie daje gwarancji na pomyślne zakończenie prywatyzacji polskich stoczni. Minister dopiero teraz zatrudnił do tego procesu kancelarie prawne współpracujące z Komisją Europejską jako doradców. Dlaczego krok taki nie został podjęty 8 miesięcy temu? Dlaczego ministerstwo ogłasza, że wspólnie z inwestorami będą bronić wynegocjowanych programów, a wcześniej tego nie robiono. Zarówno ze spółką Amber jak i Donbasem nigdy do tej pory ministerstwo nie było razem w Komisji. Zawsze jeździli osobno. Na miano tragicznego żartu zasługuje fakt, że w przypadku firmy Amber ministestwo skarbu wysłało do KE list zakazujący tej firmie kontaktów w sprawie prywatyzacji polskich stoczni! Nigdy do tej pory nie przedstawiono Komisji Europejskiej wspólnego wynegocjowanego stanowiska. W przypadku negocjacji z Donbasem - co innego prezentował Komisji Donbas, co innego skarb państwa. Niedopuszczalnym jest sytuacja, gdy jeden inwestor dostaje wyłączność, a z drugim za jego plecami prowadzi się osobne negocjacje. W wyniku tego dochodzi do sytuacji, gdy ministerstwo skarbu wysyła do Brukseli dwa wzajemnie wykluczające się programy. To wyraz rażącej niekompetencji ministerstwa skarbu. Już trzykrotnie słyszeliśmy zapewnienia ministra skarbu o długiej liście inwestorów chętnych do kupna stoczni. Rzeczywistość po raz kolejny obnażyła te twierdzenia. Wcześniej - zanim wycofała się spółka Amber - ministestwo informowało, że negocjacje przebiegają dobrze i nie ma zagrożenia dla procesu prywatyzacji. Było inaczej. Takich kłamst z ust ministra skarbu było podczas dotychczasowego procesu w wykonaniu tej ekipy rządowej - żenująco wiele. Dlatego w dzisiejsze zapewnienia o determinacji i wierze w pozytywny finał - trudno nam uwierzyć. Ministestwo Skarbu pod rządami ministra Aleksandra Grada nie radzi sobie z rywatyzacją polskich stoczni. Używając oględnego języka - zepsuł wszystko o można było zepsuć. W jego działaniach widać zbyt wiele wysiłku dla uzasadnienia nadciągającej lęski i szukania winnych. Szczególnie rażąco było to widać w trakcie ejmowej debaty nad stanem polskich stoczni. Dla przykładu praca nad białą sięgą absorbuje wielu pracowników resortu, zamiast ich pracę i wiedzę wykorzystać dla ratowania stoczni. Poprzedników trzeba rozliczyć, ale po zakończeniu całego procesu. Stoczniowa "Solidarność" domaga się od Premiera osobistego zaangażowania w prywatyzację i wyciągnięcia wniosków wobec osób, które do tej pory z tak złym skutkiem zajmowały się prywatyzowaniem stoczni. Natychmiast - bo obawiamy się, że i tak jest już za późno. Marek Lewandowski Rzecznik "S" Stoczni Gdynia

Pogodynka.pl: MSP: inwestorzy nie złożyli nowej oferty dla stoczni 2008-08-08 17:27:21

Inwestorzy, którzy wcześniej deklarowali zainteresowanie restrukturyzacją polskich stoczni, nie złożyli żadnej nowej oferty. Trwają rozmowy z dotychczasowymi oferentami - poinformował rzecznik MSP Maciej Wewiór. Resort do godz. 14.00 w piątek czekał na nowe oferty od inwestorów. Wewiór powiedział PAP w piątek, że resort nadal rozmawia z ukraińskim ISD Polska (ukraińska firma, właściciel stoczni Gdańsk) o propozycjach w sprawie stoczni w Gdyni i Gdańsku oraz z konsorcjum Mostostalu Chojnice w sprawie stoczni w Szczecinie. ISD uzyskała w piątek dwutygodniową wyłączność na rozmowy o konsolidacji stoczni Gdańsk i Gdynia - podał Wewiór. Kierownictwo resortu podjęło w piątek decyzję, by równolegle z prowadzonymi rozmowami wyznaczyć nowy termin na złożenie przez nowych inwestorów ofert dla polskich stoczni - poinformował rzecznik. "W ostatnich dniach pojawiło się kilka firm, o których wcześniej nie wiedzieliśmy, że byłyby zainteresowane naszymi stoczniami. Dla nich wyznaczono dwutygodniowy termin - do piątku za dwa tygodnie - na składanie planów restrukturyzacyjnych" - podał rzecznik MSP. "W ostatnich latach zostało zmarnowanych wiele szans dla stoczni, nie chcemy tracić żadnej możliwości. Nie chcemy zamykać możliwości inwestorom i szans dla stoczni, dlatego obok rozmów z ISD Polska i Mostostalem Chojnice będziemy czekać na nowe oferty" - dodał. Takie zainteresowanie wyraziło ok. pięciu międzynarodowych firm. Rzecznik nie chciał sprecyzować, o jakie podmioty chodzi. ISD Polska i ministerstwo skarbu są przygotowane do spotkania z Komisją Europejską i przedstawienia jej planów ISD, czekamy na decyzję komisji w sprawie terminu tego spotkania - powiedział rzecznik. Podczas rozmów dotyczących Stoczni Szczecińskiej z Mostostalem Chojnice są ustalane informacje, które będą przekazane KE - podał Wewiór. Komisja Europejska dała Polsce czas do 12 września na przygotowanie nowych planów restrukturyzacji stoczni Gdynia i Szczecin. Minister skarbu Aleksander Grad ma nadzieję, że do 30 września uda się sprywatyzować oba zakłady. Zakupem stoczni Szczecin są zainteresowane m.in. Mostostal Chojnice, ukraińska firma ISD planuje połączenie stoczni Gdańsk i Gdynia. Ofertę na zakup stoczni w Gdyni złożyła też firma Polish Shipbuilding Company, jednak do tej pory nie złożyła ona poręczeń finansowych - podał Wewiór.(PAP)

Kurier Szczeciński: Nowych ofert brak 2008-08-10 21:42:18

Ani jeden nowy chętny na zakup Stoczni Szczecińskiej Nowej nie złożył swojej oferty w ostatecznym terminie wyznaczonym przez resort skarbu. Ministerstwo zapewnia jednak, że ma kolejnych chętnych, dla których wyznaczyło dwutygodniowy termin. Do piątku do godz. 14 Ministerstwo Skarbu Państwa czekało na nowe oferty od inwestorów zainteresowanych zakupem stoczni. Nic jednak nie wpłynęło. - Mamy jednak kilku nowych inwestorów - twierdzi Maciej Wewiór, rzecznik prasowy MSP. - Daliśmy im dwutygodniowy termin na przedstawienie propozycji. Oczywiście nadal prowadzimy też rozmowy z Mostostalem Chojnice. Mamy kancelarie w Brukseli, które pomagają nam doszlifować szczegóły programu restrukturyzacyjnego. Najważniejsze, żeby na jego warunki zgodziły się wszystkie trzy strony: my, inwestor i Komisja Europejska. Myślę, że do 12 września (ostateczny termin wyznaczony przez Brukselę) wszystko będzie już w tej sprawie wiadomo - uważa rzecznik. Związkowcy ze stoczni nie wierzą jednak, żeby resortowi skarbu udało się znaleźć jakichś nowych zainteresowanych zakupem stoczni.

- Nie wydaje mi się, żeby znalazł się tu jakiś inwestor, który mógłby kupić stocznię - ocenia Jacek Kantor, szef Solidarności '80 SSN. - U nas w zakładzie nie było nikogo, a to jest podstawa do tego, żeby mówić o poważnym zainteresowaniu. Jedynym inwestorem, który wykazuje chęć zakupu stoczni, jest Mostostal Chojnice. Mam nadzieję, że nastąpi takie zbliżenie stanowiska MSP i Komisji Europejskiej, że ten inwestor przejmie stocznię. To dziś dla nas jedyna szansa - uważa związkowiec. (mak)

Dziennik Bałtycki: Prokurator prześwietli pomoc

Jacek Klein 2008-08-10 15:29:50, aktualizacja: 2008-08-10 15:29:50

Ani resort skarbu, ani Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nie wie, jak Komisja Europejska wyliczyła nominalną pomoc publiczną dla Stoczni Gdańsk na kwotę 742 mln zł. Efekt jest taki, że warszawska prokuratura bada, czy dokumenty dotyczące pomocy pu#blicznej udzielonej Stoczni Gdańsk zostały sfałszowane.

Zawiadomienie złożyli związkowcy z Solidarności gdańskiej firmy, którzy uważają, że urzędnicy resortu skarbu zawyżyli kwotę pomocy do 742 mln zł.

- Prowadzone jest postępowanie w sprawie podejrzenia popełnienia przestępstwa sfałszowania dokumentacji, jaka trafiła do Komisji Europejskiej - powiedział prokurator Mateusz Martyniuk z warszawskiej Prokuratury Okręgowej. - Chodzi o dokumentację sporządzoną przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów na podstawie informacji uzyskanych m.in. z resortu skarbu i Agencji Rozwoju Przemysłu w okresie od 2004 do 2008 roku.

Za poświadczenie nieprawdy grozi od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia. Sprawa trafiła z gdańskiej prokuratury do warszawskiej ze względu na właściwość miejsca. Urzędy, których postępowanie dotyczy, mają siedziby w stolicy.

- Zarzuty związkowców to kompletny absurd - mówi Maciej Wewiór, rzecznik resortu skarbu.

Związkowcy z Solidarności Stoczni Gdańsk o przestępstwie zawiadomili prokuraturę 6 czerwca. W miniony wtorek dostarczyli śledczym dokument, który według nich potwierdza ich podejrzenia.

Dokument to tabele z wyliczeniem pomocy pu-#blicznej, które zostały wysłane przez polski rząd do Komisji Europejskiej 11 lipca 2007 r. Całkowita nominalna kwota pomocy publicznej została wyliczona na 106 mln zł, a w przeliczeniu na ekwiwalent dotacji 32,9 mln zł, które zdaniem związkowców ISD Polska, właściciel stoczni, musiałby zwrócić gdyby KE nie uznała planu ograniczenia mocy produkcyjnych.

Już w styczniu tego roku Komisja poinformowała, że nominalna pomoc dla stoczni wyniosła 750 mln zł. I powołała się na dokumenty sporządzone i dostarczone w ubiegłym roku przez UOKiK.

- W lipcu ubiegłego roku wysłaliśmy tabele do Komisji z wyliczeniem kwoty nominalnej pomocy dla stoczni w okresie od maja 2004 do czerwca 2007 roku w wysokości 106 mln zł, a ekwiwalentu dotacji na 33 mln zł - powiedziała Sylwia Jaromin, z-ca dyrektora Departamentu Monitorowania Pomocy Publicznej.

Dwa miesiące temu jednak "Polska Dziennik Bałtycki" otrzymała wyjaśnienie z UOKiK, że to sam urząd wyliczył pomoc na prawie 750 mln zł. Dziś nikt nie przyznaje się do tej wypowiedzi.

- Nie wiem, skąd taka informacja. Nigdy pomocy nie wyliczyliśmy na tak wysoką kwotę - tłumaczy Jaromin. - Rok temu wysłaliśmy jednocześnie wyliczenia dla stoczni w Gdyni. Ze względu na powiązania kapitałowe między stoczniami w Gdyni i Gdańsku, Komisja sama mogła przypisać Stoczni Gdańsk część pomocy dla Gdyni.